18.09.2023, 17:05 ✶
- Dziękuję - zwróciła się do Mavelle, gdy wręczyła jej kawę. Odwzajemniła uśmiech, zdawać by się mogło zwyczajnie grzecznościowo, ale w obliczu obecnej sytuacji zaczynała czuć, że również potrzebowała zastrzyku energii. Gdyby nie ten cały ambaras, prawdopodobnie dawno byłaby już w łóżku, w objęciach Morfeusza (bo przecież nie męża).
Tak, jak była jeszcze w stanie zdławić śmiech w zarodku i jedynie się przelotnie uśmiechnąć, gdy Alastor oszacował straty Botta na tak zawrotną sumę, to kiedy rzucił komentarz o rosole w szpitalnym menu, już nie była w stanie się opanować. Parsknęła śmiechem akurat wtedy, gdy miała się napić; usta miała już przyłożone do kubka, już przechylała go ku sobie i czuła dotyk kawy na czubku języka, po czym usłyszała słowa Alka i musiała wypluć napój z powrotem, żeby się nie zakrztusić. Najpierw wydała z siebie dziwny dźwięk, jakby kaszel połączony ze stłumionym chichotem, potem zaśmiała się raz jeszcze, aż w końcu odchrząknęła, zasłoniwszy usta dłonią.
- Zmiłuj się - rzuciła krótko, posyłając Moody'emu rozbawione spojrzenie. Chciała popatrzeć na niego spod byka, ale nie była w stanie; zaśmiała się pod nosem raz jeszcze, nie umiejąc mieć mu za złe, że robił sobie jaja z pogrzebu. Ktoś musiał, inaczej wszyscy by oszaleli. Westchnęła przeciągle, podnosząc okulary z nosa, by ułożyć je sobie na czubku głowy. Potem przetarła oczy, ale ciężko było ocenić, czy to ze zmęczenia, czy w celu starcia łez, które prawie uroniła z rozbawienia.
Usłyszawszy, że Bott preferuje sam wspinać się po ścianach stodoły i własnoręcznie stawiać nowy dach, od razu przestała się śmiać. Spojrzała znowu na Alastora, jakby był tutaj jedyną osobą, która może jej potwierdzić choćby wyrazem twarzy, że się nie przesłyszała, po czym na moment utkwiła tępo wzrok w bliżej nieokreślonym punkcie. Mogła przysiąc, że po chwili zaczęła słyszeć melodyjkę z cyrku grającą po cichu. Musiała potrząsnąć głową, żeby się jej pozbyć.
- Mhm. No to życzę powodzenia - wydusiła w końcu, nadal wyglądając na nieco skołowaną. - Gdyby to była kwestia braku środków, może bym jakoś pomogła, ale niestety ani stolarka, ani rzetelna praca to nie moje pole ekspertyzy - podsumowała samą siebie niezbyt pochlebnie, uśmiechając się nieco zbyt sztucznie. Następnie założyła nogę na nogę i uniosła kubek z kawą tak, jakby chciała wznieść toast, po czym upiła solidny łyk. Spojrzenie miała takie, jakby naprawdę żałowała, że to nie alkohol.
- Mój brat? - Zapytała Moody'ego, marszcząc brwi. Odkąd tu przyszła, miała wrażenie, że albo zaczyna mieć poważne problemy ze słuchem, albo Beltane rozpoczęło w jej życiu jakąś serię nieśmiesznych skeczów kabaretowych. - Że Elliott? Szlajał się po Knei? W jakim niby celu? - Powiedzieć, że Eden była w ciężkim szoku, to jakby nie powiedzieć nic. - I jeszcze z własnej woli dokłada więcej pieniędzy dla działalności charytatywnej? On się tam poślizgnął na tym błocie i uderzył potylicą w jakiś wystający korzeń? - Lestrange wyglądała na nieziemsko skonfundowaną w tym momencie, bo jakoś nie mogła uwierzyć, że Alek mówi o tym samym bracie bliźniaku, który kilka lat temu próbował ją zabić, a kilka miesięcy przyłożył rękę do śmierci własnej żony. Jakoś jej się to wszystko nie kleiło, ale kto wie, do czego posunie się Elliott, żeby wyrobić sobie dobrą opinię społeczną. A może mu po prostu już zupełnie peron odjechał. Z miłości.
Tak, jak była jeszcze w stanie zdławić śmiech w zarodku i jedynie się przelotnie uśmiechnąć, gdy Alastor oszacował straty Botta na tak zawrotną sumę, to kiedy rzucił komentarz o rosole w szpitalnym menu, już nie była w stanie się opanować. Parsknęła śmiechem akurat wtedy, gdy miała się napić; usta miała już przyłożone do kubka, już przechylała go ku sobie i czuła dotyk kawy na czubku języka, po czym usłyszała słowa Alka i musiała wypluć napój z powrotem, żeby się nie zakrztusić. Najpierw wydała z siebie dziwny dźwięk, jakby kaszel połączony ze stłumionym chichotem, potem zaśmiała się raz jeszcze, aż w końcu odchrząknęła, zasłoniwszy usta dłonią.
- Zmiłuj się - rzuciła krótko, posyłając Moody'emu rozbawione spojrzenie. Chciała popatrzeć na niego spod byka, ale nie była w stanie; zaśmiała się pod nosem raz jeszcze, nie umiejąc mieć mu za złe, że robił sobie jaja z pogrzebu. Ktoś musiał, inaczej wszyscy by oszaleli. Westchnęła przeciągle, podnosząc okulary z nosa, by ułożyć je sobie na czubku głowy. Potem przetarła oczy, ale ciężko było ocenić, czy to ze zmęczenia, czy w celu starcia łez, które prawie uroniła z rozbawienia.
Usłyszawszy, że Bott preferuje sam wspinać się po ścianach stodoły i własnoręcznie stawiać nowy dach, od razu przestała się śmiać. Spojrzała znowu na Alastora, jakby był tutaj jedyną osobą, która może jej potwierdzić choćby wyrazem twarzy, że się nie przesłyszała, po czym na moment utkwiła tępo wzrok w bliżej nieokreślonym punkcie. Mogła przysiąc, że po chwili zaczęła słyszeć melodyjkę z cyrku grającą po cichu. Musiała potrząsnąć głową, żeby się jej pozbyć.
- Mhm. No to życzę powodzenia - wydusiła w końcu, nadal wyglądając na nieco skołowaną. - Gdyby to była kwestia braku środków, może bym jakoś pomogła, ale niestety ani stolarka, ani rzetelna praca to nie moje pole ekspertyzy - podsumowała samą siebie niezbyt pochlebnie, uśmiechając się nieco zbyt sztucznie. Następnie założyła nogę na nogę i uniosła kubek z kawą tak, jakby chciała wznieść toast, po czym upiła solidny łyk. Spojrzenie miała takie, jakby naprawdę żałowała, że to nie alkohol.
- Mój brat? - Zapytała Moody'ego, marszcząc brwi. Odkąd tu przyszła, miała wrażenie, że albo zaczyna mieć poważne problemy ze słuchem, albo Beltane rozpoczęło w jej życiu jakąś serię nieśmiesznych skeczów kabaretowych. - Że Elliott? Szlajał się po Knei? W jakim niby celu? - Powiedzieć, że Eden była w ciężkim szoku, to jakby nie powiedzieć nic. - I jeszcze z własnej woli dokłada więcej pieniędzy dla działalności charytatywnej? On się tam poślizgnął na tym błocie i uderzył potylicą w jakiś wystający korzeń? - Lestrange wyglądała na nieziemsko skonfundowaną w tym momencie, bo jakoś nie mogła uwierzyć, że Alek mówi o tym samym bracie bliźniaku, który kilka lat temu próbował ją zabić, a kilka miesięcy przyłożył rękę do śmierci własnej żony. Jakoś jej się to wszystko nie kleiło, ale kto wie, do czego posunie się Elliott, żeby wyrobić sobie dobrą opinię społeczną. A może mu po prostu już zupełnie peron odjechał. Z miłości.
I was never as good as I always thought I was
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~
— but I knew how to dress it up —
I was never satisfied, it never let me go
just dragged me by my hair and back on with the show
~♦~