Prawdę mówiąc to nie było odpowiedniego sposobu, aby zacząć tę rozmowę w jakikolwiek dyplomatyczny sposób. Trzeba było pytać prosto z mostu - tak mogli uniknąć niepotrzebnych nieporozumień. Na całe szczęście dla Elaine - mężczyzna, który ją odwiedził wydawał się być tym lepszym, tym bardziej wyczekiwanym z całej dwójki. Całość oczywiście nadal była jedną, wielką niewiadomą. Stanley jednak zakładał, że jest tak jak sądził... A może po prostu chciał tak uważać? Może to było w pewien sposób bezpieczniejsze? Nie miał pojęcia.
- Spokojnie... - odparł, kiedy Bell skończyła mówić - Być może... Może to oni ale ten ze strzelbą raczej nie ma z nimi nic wspólnego... - dodał od razu, aby ją lekko uspokoić albo chociaż spróbować. Nie trzeba było mieć sokolego wzroku, aby zauważyć jak bardzo się tym przejęła, a Borgin zaczął się zastanawiać czy nie powiedział może trochę za dużo. W końcu nie każdy miał przeszkolenie brygadzisty, które pozwalało sobie trochę lepiej radzić ze stresem i ciężkimi sytuacjami - Dobrze zrobiłaś, że pomogłaś temu chłopakowi. Co by nie było, postąpiłaś słusznie - przyznał. Mówił szczerze i prosto z serca. Nawet jeżeli był po drugiej strony barykady - zwolenników Czarnego Pana - uważał, że krzywdzenie dzieci było nieakceptowalne i unikał tego jak ognia. Była to pewna, nieprzekraczalna granica. Przejście za nią mówiło tylko jedno - koniec, totalne zatracenie resztek człowieczeństwa.
Kiwnął głową jakby na zgodę, trochę może jakby chciał powiedzieć "dobrze robisz". Nie zachęcał innych do palenia, wszak nie było w tym nic szczególnego - uzależnienie jak uzależnienie. Spożywanie tytoniu miało do siebie jednak to, że pozwalało odpocząć, odsapnąć, odłożyć myśli na bok i taki właśnie efekt chciał wywołać u Elaine.
Odpalił papierosa, zaciągając się nim solidnie. Bez dwóch zdań rozkoszował się tym jak dym dociera do zakątków jego płuc. Dobrą chwilę zajęło mu zabranie głosu - Hmmm... - poklepał się po brodzie w zastanowieniu na zadane pytanie - Wiem na pewno o jeszcze jednym takim przypadku i to tylko dlatego, że to miało miejsce na kimś z ministerstwa. Nie wiemy ile jest niezgłoszonych przypadków... Wiesz jak to jest... - wzruszył lekko ramionami, nachylając się po kubek z kawą - Ludzie boją się mówić o takich rzeczy. Boją się wytykania palcami czy wstrętnych komentarzy - przyznał, biorąc łyka - Ale dobrze zrobiłaś, że dałaś mi znać. Masz moje słowo, że nikt spoza brygady się o tym nie dowie - zapewnił. Chcąc, nie chcąc, wiedział już, że będzie musiał się podzielić tą informacją z Brenną, która wprowadziła go w temat drugiego mężczyzny.
- Tak... To jest jakaś seria jakby... Może ciąg? - zaczął mówić przechodząc do maltretowania ciasta. Był całkowicie skupiony na skrupulatnym cięciu go na małe kawałki kiedy zastanawiał się jakby to opowiedzieć - Bo to jest tak... - zaciągnął się raz jeszcze i przeszedł do tłumaczenia - Jeden z nich atakuje w snach. Dana osoba ma 3 sny, a ktoś inny ją ratuje 3 razy z tych snów... Najgorsze jest to, że potem zostają jakieś rany na kostkach, dłoniach czy szyi. Tak jakby to było naprawdę... - westchnął ciężko - A ten drugi wydaje się jakby próbował przegonić tamtego... Tylko no... Mamy jeszcze za mało informacji, aby to rozwiązać. Badamy sprawę, pytamy świadków - dodał, biorąc kawałek ciasta - Bardzo dobre - pochwalił kuchmistrzynię - Ja sam miałem niestety tą sposobność, aby to przeżyć... - podrapał się po czole, ewidentnie smutniejąc na moment.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972