08.11.2022, 22:55 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.11.2022, 22:57 przez Mavelle Bones.)
Ramiona kobiety lekko zadrżały, zapewne od wstrzymywanego śmiechu. No, nie do końca o to chodziło, w końcu owszem, jak najbardziej, chciała być po prostu miła. I wcale a wcale nie zaciągała Patricka przed obiektywy mniej lub bardziej poważanych dziennikarzy. Faktycznie dość, że Erik już był na świeczniku; Brenna zresztą też nie szczyciła się anonimowością, co w pewnym stopniu martwiło Mavelle.
Czasy zdecydowanie nie sprzyjały rzucaniu się w oczy, nie, gdy jednocześnie należało się do jednostki mającej za zadanie przeprowadzanie śledztw i doprowadzanie winnych przed oblicze sprawiedliwości, nie mówiąc już o Zakonie Feniksa. Cóż, wymazanie pamięci wszystkim, którzy kojarzyli Longbottomów, było czymś niemożliwym.
- W sumie trafne spostrzeżenie, należy mu się choćby odrobina chwały za to wszystko – ostatecznie zgodziła się z Patrickiem, dochodząc najwyraźniej do wniosku, że nie ma co forsować – nawet całkowicie w żartach – idei odnośnie konkurowania. Zwłaszcza że na horyzoncie czekał wielce atrakcyjny port, do którego wypadałoby wkrótce dopłynąć i może nawet zacumować na dłużej niż jeno parę chwil.
Tym bardziej że naprawdę było w czym wybierać. Jednakże najwyraźniej chwilowo nie było im dane dopłynąć, co nie oznaczało, iż zostali całkiem pozbawieni jego uroków, na z których korzystanie wyraziła zresztą chęć. Podziękowała ładnie za kieliszek, wstrzymując się chwilę z zamoczeniem ust w alkoholu.
- Raczej odpuszczę sobie licytację. Jest tu parę ładnych rzeczy, owszem, ale raczej nic tak naprawdę dla mnie – odparła Seraphinie i przekrzywiła ciut głowę. Chodziłyśmy razem. Zdecydowanie nie – Chyba musisz mnie z kimś mylić, nie byłyśmy na jednym roku – stwierdziła łagodnie – I och, mam wrażenie, że prędzej się zaplączę w sukienkę niż uda mi się zrobić choć jeden pląs – odmówiła pół-żartem, pół-serio. Może i była spokrewniona z Longbottomami, może i miała dostęp do „wielkiego świata”, ale wciąż pozostawała sobą, wolącą dość twardo stąpać po ziemi. Lub siedzieć, obserwując otoczenie i kreślić pośpiesznie szkice.
Czasy zdecydowanie nie sprzyjały rzucaniu się w oczy, nie, gdy jednocześnie należało się do jednostki mającej za zadanie przeprowadzanie śledztw i doprowadzanie winnych przed oblicze sprawiedliwości, nie mówiąc już o Zakonie Feniksa. Cóż, wymazanie pamięci wszystkim, którzy kojarzyli Longbottomów, było czymś niemożliwym.
- W sumie trafne spostrzeżenie, należy mu się choćby odrobina chwały za to wszystko – ostatecznie zgodziła się z Patrickiem, dochodząc najwyraźniej do wniosku, że nie ma co forsować – nawet całkowicie w żartach – idei odnośnie konkurowania. Zwłaszcza że na horyzoncie czekał wielce atrakcyjny port, do którego wypadałoby wkrótce dopłynąć i może nawet zacumować na dłużej niż jeno parę chwil.
Tym bardziej że naprawdę było w czym wybierać. Jednakże najwyraźniej chwilowo nie było im dane dopłynąć, co nie oznaczało, iż zostali całkiem pozbawieni jego uroków, na z których korzystanie wyraziła zresztą chęć. Podziękowała ładnie za kieliszek, wstrzymując się chwilę z zamoczeniem ust w alkoholu.
- Raczej odpuszczę sobie licytację. Jest tu parę ładnych rzeczy, owszem, ale raczej nic tak naprawdę dla mnie – odparła Seraphinie i przekrzywiła ciut głowę. Chodziłyśmy razem. Zdecydowanie nie – Chyba musisz mnie z kimś mylić, nie byłyśmy na jednym roku – stwierdziła łagodnie – I och, mam wrażenie, że prędzej się zaplączę w sukienkę niż uda mi się zrobić choć jeden pląs – odmówiła pół-żartem, pół-serio. Może i była spokrewniona z Longbottomami, może i miała dostęp do „wielkiego świata”, ale wciąż pozostawała sobą, wolącą dość twardo stąpać po ziemi. Lub siedzieć, obserwując otoczenie i kreślić pośpiesznie szkice.
297/1075