18.09.2023, 21:50 ✶
Musnęła palcami perły, błyszczące na jej szyi, z pewnym namysłem: być może po balu, jeśli nie uda się jej ułożyć spraw z mężem, powinna schować je w walizce. Między gorsetami najlepiej, gdzie Neville nigdy w życiu by nie zajrzał. Były piękne, ale przede wszystkim wiele warte, a jej córeczka przywykła do życia na określonym poziomie, który pierwsze pieniądze z powieści niekoniecznie będą mogły zapewnić. To głównie dla niej Brenna była gotowa spróbować jeszcze raz, spędzić ten wieczór wiernie u boku męża, nie szukając spojrzeniem Marka. Nie chciała, żeby dziecko wychowywało się bez ojca, żeby musiała rozstać się z ukochaną nianią, by ludzie wytykali je na ulicy jako córkę rozwodniczki, zwłaszcza, że uzyskanie rozwodu wcale nie było łatwe, a w inni mieli zwyczaj zrzucać w takich sytuacjach winę na kobietę. Coś przewracało się w żołądku Brenny ze strachu (chyba nigdy nie bała się tak bardzo) na samą myśl o tym, co powie ojciec i prawie słyszała w głowie jego głos jesteś beznadziejna, do niczego się nie nadajesz, miałaś zrobić w życiu dwie rzeczy, być dobrą żoną i urodzić syna, a nie wyszła ci ani jedna.
Być może dlatego zawsze tak lubił Neville’a. Byli do siebie bardzo podobni.
I może dlatego ostatecznie Brenna, gdyby ta ostatnia próba się nie powiodła, była całkiem zdecydowana zejść z tego statku z córeczką, za to bez męża – bo nie chciała też, aby Maddie kiedyś usłyszała od Neville’a podobne słowa.
Gdy drzwi kajuty skrzypnęły, odruchowo skuliła nieco ramiona. Łatwo było być odważną i zdecydowaną, kiedy Neville’a nie było w pobliżu, bo w jego obecności cała śmiałość Brenny jakoś pryskała. Choć kajuta nie była tak mała, kiedy on przekroczył próg, mogłaby przysiąc, że ściany zaczęły się przybliżać i że brakuje jej tchu. Chciałaby być tak odważna, jak bohaterka jej powieści – ale nie potrafiła – i wiedziała, że nie znajdzie w sobie dość tej odwagi, aby poinformować męża o decyzji osobiście. Raczej czmychnie niczym mysz, i później wyśle mu list, modląc się o to, by nie chciał ich odnaleźć.
Chciałaby powiedzieć coś w obronie niańki Maddie, ale do tego też zabrakło jej odwagi.
Może faktycznie wybrała źle, nadmiernie zasugerowała się tym, że córka tę kobietę lubiła?
– Po… poszukam jej. Jestem pewna, że są w atrium – wykrztusiła, powoli podnosząc się z miejsca. Mieli jeszcze trochę czasu, a była już gotowa. Zawahała się, zarówno dlatego, że on stał w drzwiach, jak i ponieważ zbierała się przez chwilę na śmiałość… – Neville? Po balu chciałabym porozmawiać.
Być może dlatego zawsze tak lubił Neville’a. Byli do siebie bardzo podobni.
I może dlatego ostatecznie Brenna, gdyby ta ostatnia próba się nie powiodła, była całkiem zdecydowana zejść z tego statku z córeczką, za to bez męża – bo nie chciała też, aby Maddie kiedyś usłyszała od Neville’a podobne słowa.
Gdy drzwi kajuty skrzypnęły, odruchowo skuliła nieco ramiona. Łatwo było być odważną i zdecydowaną, kiedy Neville’a nie było w pobliżu, bo w jego obecności cała śmiałość Brenny jakoś pryskała. Choć kajuta nie była tak mała, kiedy on przekroczył próg, mogłaby przysiąc, że ściany zaczęły się przybliżać i że brakuje jej tchu. Chciałaby być tak odważna, jak bohaterka jej powieści – ale nie potrafiła – i wiedziała, że nie znajdzie w sobie dość tej odwagi, aby poinformować męża o decyzji osobiście. Raczej czmychnie niczym mysz, i później wyśle mu list, modląc się o to, by nie chciał ich odnaleźć.
Chciałaby powiedzieć coś w obronie niańki Maddie, ale do tego też zabrakło jej odwagi.
Może faktycznie wybrała źle, nadmiernie zasugerowała się tym, że córka tę kobietę lubiła?
– Po… poszukam jej. Jestem pewna, że są w atrium – wykrztusiła, powoli podnosząc się z miejsca. Mieli jeszcze trochę czasu, a była już gotowa. Zawahała się, zarówno dlatego, że on stał w drzwiach, jak i ponieważ zbierała się przez chwilę na śmiałość… – Neville? Po balu chciałabym porozmawiać.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.