- Moje? Moje wymagania. One nie umywają się do Twoich!- ponownie uniosła głos. Był coraz bardziej piskliwy, niezbyt przyjemny dla ucha, ale zupełnie dzisiaj straciła przy nim panowanie nad sobą. Wypełniały ją różne emocje, które zmieniały się co chwilę podczas trwania tej rozmowy.
- Naprawdę sądzisz, że czekam na to, żeby zobaczyć Twoją niesubordynację i to komuś opowiedzieć? ZA KOGO TY MNIE MASZ!!!- krzyknęła jeszcze głośniej niż wcześniej. Policzki zrobiły się jej rumiane od gniewu. Chyba nikt nie potrafił jej tak rozzłościć jak on. - Znalazłbyś sobie jakąś babę, może byłbyś mniej zgorzkniały.- Chyba trochę za bardzo ją ponosiło, jednak nie potrafiła się uspokoić ot tak.
Chyba za późno Erik zorientował się, jak bardzo blisko granicy się znajduje. Nora wybuchła, niczym wulkan. Zdarzało się jej to rzadko, miał więc szczęście zobaczyć ten cud natury w całej okazałości, własnie dzisiaj, dzień przed otwarciem kawiarni. Jeszcze chwila, a popłacze się z bezradności. Tylko, czy to rzeczywiście tylko i wyłącznie wina Longbottoma? Pewnie nie, skumulowało się w niej sporo stresu, strachu, a on tylko dolał oliwy do ognia. To musiało się tak skończyć. Pojedyncze łzy popłynęły jej po policzku.
- NIE BĘDZIESZ MI MÓWIŁ CO MNIE ZOBOWIĄZUJE, chyba, że chcesz jakąś umowę ze mną podpisać.- odetchnęła głęboko. Miała ochotę czymś rzucić, albo rzucić w kogoś.
Wtedy na ladę wskoczył kot. Nora odwróciła się w jego stronę. Salem spoglądał na nią zasmucony. - Panienko Eleonoro, mam nadzieję, że wszystko idzie zgodnie z planem?- trochę ją to otrzeźwiło. Sam ton jego głosu. Przymknęła oczy na krótką chwilę i zacisnęła dłonie w pięści, musiała się uspokoić. - Chwilowa niesubordynacja Salem, przepraszam, że musiałeś na to patrzeć.- jakoś zawsze robiło jej się głupio przed kocurem.
- Dobrze tu widzieć Pana Longbottoma, dzień dobry!- odparła jeszcze do Erika. - Chyba mogę wracać do swoich spraw.- zeskoczył ponownie z blatu i przepadł. Najwyraźniej wyczuł okropny nastrój swojej właścicielki i postanowił zareagować. Takie zwierze to skarb.
- Przepraszam, ale kurwa mać.- Rzekła dosyć głośno, a rzadko kiedy przeklinała. - Nie ułatwiasz mi tego, jeszcze specjalnie mnie podjudzasz, dałbyś mi święty spokój, chociaż dzisiaj. Wiesz, że jestem na skraju załamania nerwowego przez tę cukiernię. Naprawdę, mam ochotę rzucić to wszystko w pizdu i wrócić do rodziców.- Bała się, że coś pójdzie nie po jej myśli, znała swoje szczęście i trochę ją przerażała wizja niepowodzenia.
- Mam nadzieję, że to, co mówisz to prawda, inaczej chyba zapadnę się pod ziemię, zniknę, przepadnę i mnie więcej nie zobaczysz.- Nie znosiła porażek i zależało jej na tym, żeby to miejsce odniosło sukces.
- Tylko tak, teraz to już nie ma odwrotu. Nie możesz odmówić.- Wolała mieć pewność, że nie będzie miał wyjścia i będzie musiał się zgodzić na jej propozycje. - Zastanawiałam się, co jest takiego charakterystycznego w tym miejscu, wiesz. Wpadłam wtedy na to, że mam przecież kota! Nie byle jakiego kota, Salem to cudowne stworzenie, będzie obsługiwał tutaj klientów. No i tak sobie pomyślałam, że dobrze by było, jakby ludzie zapamiętali ten charakterystyczny szczegół. Kupiłam kostium kota.- Ręką pokazała na stół pod ścianą na końcu pomieszczenia. - Tam leży, przypadkiem mieli tylko takie Twoich rozmiarów...
- Naprawdę sądzisz, że czekam na to, żeby zobaczyć Twoją niesubordynację i to komuś opowiedzieć? ZA KOGO TY MNIE MASZ!!!- krzyknęła jeszcze głośniej niż wcześniej. Policzki zrobiły się jej rumiane od gniewu. Chyba nikt nie potrafił jej tak rozzłościć jak on. - Znalazłbyś sobie jakąś babę, może byłbyś mniej zgorzkniały.- Chyba trochę za bardzo ją ponosiło, jednak nie potrafiła się uspokoić ot tak.
Chyba za późno Erik zorientował się, jak bardzo blisko granicy się znajduje. Nora wybuchła, niczym wulkan. Zdarzało się jej to rzadko, miał więc szczęście zobaczyć ten cud natury w całej okazałości, własnie dzisiaj, dzień przed otwarciem kawiarni. Jeszcze chwila, a popłacze się z bezradności. Tylko, czy to rzeczywiście tylko i wyłącznie wina Longbottoma? Pewnie nie, skumulowało się w niej sporo stresu, strachu, a on tylko dolał oliwy do ognia. To musiało się tak skończyć. Pojedyncze łzy popłynęły jej po policzku.
- NIE BĘDZIESZ MI MÓWIŁ CO MNIE ZOBOWIĄZUJE, chyba, że chcesz jakąś umowę ze mną podpisać.- odetchnęła głęboko. Miała ochotę czymś rzucić, albo rzucić w kogoś.
Wtedy na ladę wskoczył kot. Nora odwróciła się w jego stronę. Salem spoglądał na nią zasmucony. - Panienko Eleonoro, mam nadzieję, że wszystko idzie zgodnie z planem?- trochę ją to otrzeźwiło. Sam ton jego głosu. Przymknęła oczy na krótką chwilę i zacisnęła dłonie w pięści, musiała się uspokoić. - Chwilowa niesubordynacja Salem, przepraszam, że musiałeś na to patrzeć.- jakoś zawsze robiło jej się głupio przed kocurem.
- Dobrze tu widzieć Pana Longbottoma, dzień dobry!- odparła jeszcze do Erika. - Chyba mogę wracać do swoich spraw.- zeskoczył ponownie z blatu i przepadł. Najwyraźniej wyczuł okropny nastrój swojej właścicielki i postanowił zareagować. Takie zwierze to skarb.
- Przepraszam, ale kurwa mać.- Rzekła dosyć głośno, a rzadko kiedy przeklinała. - Nie ułatwiasz mi tego, jeszcze specjalnie mnie podjudzasz, dałbyś mi święty spokój, chociaż dzisiaj. Wiesz, że jestem na skraju załamania nerwowego przez tę cukiernię. Naprawdę, mam ochotę rzucić to wszystko w pizdu i wrócić do rodziców.- Bała się, że coś pójdzie nie po jej myśli, znała swoje szczęście i trochę ją przerażała wizja niepowodzenia.
- Mam nadzieję, że to, co mówisz to prawda, inaczej chyba zapadnę się pod ziemię, zniknę, przepadnę i mnie więcej nie zobaczysz.- Nie znosiła porażek i zależało jej na tym, żeby to miejsce odniosło sukces.
- Tylko tak, teraz to już nie ma odwrotu. Nie możesz odmówić.- Wolała mieć pewność, że nie będzie miał wyjścia i będzie musiał się zgodzić na jej propozycje. - Zastanawiałam się, co jest takiego charakterystycznego w tym miejscu, wiesz. Wpadłam wtedy na to, że mam przecież kota! Nie byle jakiego kota, Salem to cudowne stworzenie, będzie obsługiwał tutaj klientów. No i tak sobie pomyślałam, że dobrze by było, jakby ludzie zapamiętali ten charakterystyczny szczegół. Kupiłam kostium kota.- Ręką pokazała na stół pod ścianą na końcu pomieszczenia. - Tam leży, przypadkiem mieli tylko takie Twoich rozmiarów...