19.09.2023, 02:05 ✶
Patrick bez najmniejszych oznak niechęci lub niepokoju poddał się zabiegom magomedyczki. Czuł się okrutnie zmęczony po walce z wampirzycą i jeszcze bardziej zmęczony kłębiącymi się w jego życiu tajemnicami. O ileż łatwiej byłoby powiedzieć siedzącej obok niego czarownicy o wszystkim. Florence była najrozsądniejszą osobą jaką znał na całym świecie. Jeśli ktoś potrafiłby go wybawić od siedzącego w jego głowie ojca to z pewnością ona.
Podniósł się z łóżka. Wzruszył ramionami.
- Herbata pewnie byłaby lepsza, ale obawiam się że mam w kawalerce tylko mocnego earl greya – rzucił. Pochylił głowę w dół, by spojrzeć na miejsce, gdzie do niedawna nosił ranę po walce z wampirzycą. Magia potrafiła tak wiele naprawić… - To daj mi jakieś piętnaście minut – poprosił jeszcze a potem ruszył do łazienki.
Florence słyszała jak przekręcał klucz w drzwiach, a potem się chyba o coś obił, gdy ściągał z siebie brudne od krwi i przepocone ciuchy. Wreszcie wszedł pod prysznic i słychać było dźwięki szumiącej wody.
Mniej więcej w tym samym czasie, Patrick opierał się czołem o kafelkowaną ścianę. Ciepła woda spływała mu po twarzy, ale on nie reagował, po prostu obserwując spływający do odpływu, czerwony brud. Z pewnością odkręcił kurek zbyt mocno i teraz lał się na niego niemal wrzątek, ale odkąd został Zimnym, lubił takie gorące kąpiele. Kiedy piekła go zimna skóra, mógł przynajmniej udawać, że wszystko za chwilę wróci do normy, on przestanie być Zimny a stanie się taki jak wcześniej.
Po skończonym prysznicu, wytarł się niestarannie i naciągnął na siebie czyste, szare spodnie dresowe i zwykłą, białą koszulkę, która – choć szeroka - od razu przykleiła mu się do mokrych pleców i klatki piersiowej.
- Florence… - zaczął i urwał. Stanął w wejściu do salono-sypialnio-biura i oparł się ramieniem o framugę. – Ja chyba kogoś ze sobą przyprowadziłem z limbo – wyrzucił z siebie cicho. Wstydził się nawet spojrzeć jej przy tym wyznaniu w oczy. – Ja… ja nigdy nikomu nie o tym nie mówiłem. O tym czyim jestem dzieckiem i w ogóle… - wzruszył ramionami, ale nie tak jakby pokazywał jak bardzo miał temat w dupie, ale jakby przeciwnie, próbował wyjaśnić, że był zbyt szeroki, by potrafił objąć go słowami. – A teraz chwilami wydaje mi się, że przyprowadziłem stamtąd mojego ojca. I, że on stale siedzi w mojej głowie. I zsyła mi jakieś dziwne myśli, wspomnienia… - opisał prawie szeptem, aż wreszcie zdecydował się spojrzeć na Florence. To byłoby zdecydowanie łatwiejsze, gdyby zechciał skłamać, ale jakoś nie chciał kłamać. Nie przed kobietą, która zawsze była wobec niego nie tylko szczera ale też uczciwa.
Podniósł się z łóżka. Wzruszył ramionami.
- Herbata pewnie byłaby lepsza, ale obawiam się że mam w kawalerce tylko mocnego earl greya – rzucił. Pochylił głowę w dół, by spojrzeć na miejsce, gdzie do niedawna nosił ranę po walce z wampirzycą. Magia potrafiła tak wiele naprawić… - To daj mi jakieś piętnaście minut – poprosił jeszcze a potem ruszył do łazienki.
Florence słyszała jak przekręcał klucz w drzwiach, a potem się chyba o coś obił, gdy ściągał z siebie brudne od krwi i przepocone ciuchy. Wreszcie wszedł pod prysznic i słychać było dźwięki szumiącej wody.
Mniej więcej w tym samym czasie, Patrick opierał się czołem o kafelkowaną ścianę. Ciepła woda spływała mu po twarzy, ale on nie reagował, po prostu obserwując spływający do odpływu, czerwony brud. Z pewnością odkręcił kurek zbyt mocno i teraz lał się na niego niemal wrzątek, ale odkąd został Zimnym, lubił takie gorące kąpiele. Kiedy piekła go zimna skóra, mógł przynajmniej udawać, że wszystko za chwilę wróci do normy, on przestanie być Zimny a stanie się taki jak wcześniej.
Po skończonym prysznicu, wytarł się niestarannie i naciągnął na siebie czyste, szare spodnie dresowe i zwykłą, białą koszulkę, która – choć szeroka - od razu przykleiła mu się do mokrych pleców i klatki piersiowej.
- Florence… - zaczął i urwał. Stanął w wejściu do salono-sypialnio-biura i oparł się ramieniem o framugę. – Ja chyba kogoś ze sobą przyprowadziłem z limbo – wyrzucił z siebie cicho. Wstydził się nawet spojrzeć jej przy tym wyznaniu w oczy. – Ja… ja nigdy nikomu nie o tym nie mówiłem. O tym czyim jestem dzieckiem i w ogóle… - wzruszył ramionami, ale nie tak jakby pokazywał jak bardzo miał temat w dupie, ale jakby przeciwnie, próbował wyjaśnić, że był zbyt szeroki, by potrafił objąć go słowami. – A teraz chwilami wydaje mi się, że przyprowadziłem stamtąd mojego ojca. I, że on stale siedzi w mojej głowie. I zsyła mi jakieś dziwne myśli, wspomnienia… - opisał prawie szeptem, aż wreszcie zdecydował się spojrzeć na Florence. To byłoby zdecydowanie łatwiejsze, gdyby zechciał skłamać, ale jakoś nie chciał kłamać. Nie przed kobietą, która zawsze była wobec niego nie tylko szczera ale też uczciwa.