19.09.2023, 09:39 ✶
Drzewo, proszące o śmierć, było bardziej wstrząsającym widokiem niż to, które próbuje cię zabić... nawet jeżeli samo w sobie okazało się mniej problematyczne. W innych okolicznościach Brenna pewnie przynajmniej rozważyłaby jego prośbę. Ale to miejsce usiłowało je właśnie zabić, a Longbottom była wściekle pewna, że kimkolwiek był mężczyzna w drzewie... to na pewno nie wujkiem Heather. Działy się tu przedziwne rzeczy, coś musiało bawić się ich umysłami, a poza tym priorytety były dwa: przeżyć i znaleźć Apollo.
Zwłaszcza, że nie wiedziała czy w drzewach naprawdę są ludzie, czy to jakaś sztuczka. Jeśli zniszczą to drzewo, to czy nie zaatakują ich wszystkie inne?
Ledwo Heather wskoczyła na miotłę, Brenna zamieniła się w wilka i skoczyła we mgłę, umykając przed morderczym drzewem. Raz czy dwa zadarła głowę, szukając nad sobą Wood, bo wiedziała jedno: za żadne skarby nie mogły się teraz rozdzielić. Zostawiły za sobą "wujka" i to drzewo, które usiłowało uparcie pochwycić Brennę. Mijały kolejne, przedziwnie powykrzywiane drzewa, na których pniach kora często układała się tak, że wyglądały, jakby uwięziono w nich ludzi. Brenna nie była pewna, czy naprawdę słyszy zawodzenia, czy to jakaś halucynacja, a może tylko szum adrenaliny.
Starsza Brygadzistka biegła we mgle, więc to Heather z góry pierwsza dostrzegła drzewo o grubym pniu. Jego gałęzie oplatały ich niedawnego towarzysza, który wciąż szarpał się w ich uścisku. Apollo jednak walczył już chyba nie o uwolnienie się, a o to, by gałęzie nie oplotły się wokół jego szyi. Na wpołsiedział, na wpółleżał na ziemi, a jego obie nogi i ręka, w której trzynał różdżkę były już unieruchomione. Szarpał się, lewą ręką mocując z pędami sięgającymi ku szyi...
Zwłaszcza, że nie wiedziała czy w drzewach naprawdę są ludzie, czy to jakaś sztuczka. Jeśli zniszczą to drzewo, to czy nie zaatakują ich wszystkie inne?
Ledwo Heather wskoczyła na miotłę, Brenna zamieniła się w wilka i skoczyła we mgłę, umykając przed morderczym drzewem. Raz czy dwa zadarła głowę, szukając nad sobą Wood, bo wiedziała jedno: za żadne skarby nie mogły się teraz rozdzielić. Zostawiły za sobą "wujka" i to drzewo, które usiłowało uparcie pochwycić Brennę. Mijały kolejne, przedziwnie powykrzywiane drzewa, na których pniach kora często układała się tak, że wyglądały, jakby uwięziono w nich ludzi. Brenna nie była pewna, czy naprawdę słyszy zawodzenia, czy to jakaś halucynacja, a może tylko szum adrenaliny.
Starsza Brygadzistka biegła we mgle, więc to Heather z góry pierwsza dostrzegła drzewo o grubym pniu. Jego gałęzie oplatały ich niedawnego towarzysza, który wciąż szarpał się w ich uścisku. Apollo jednak walczył już chyba nie o uwolnienie się, a o to, by gałęzie nie oplotły się wokół jego szyi. Na wpołsiedział, na wpółleżał na ziemi, a jego obie nogi i ręka, w której trzynał różdżkę były już unieruchomione. Szarpał się, lewą ręką mocując z pędami sięgającymi ku szyi...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.