Ludzie byli przeróżni, a sprawdzanie ich reakcji było całymi latami badań i na końcu i tak mogłeś dać się zaskoczyć. Laurent miał bardzo dużą tolerancję na szeroką gamę genetyk - jedne były bardziej przerażające od innych, ale to, że byłeś inny, nie oznaczało, że od razu musisz być zły. Tak i posiadanie ojca pół-olbrzyma nie było wcale takie straszne! Choć łatwo było sobie wyobrazić, jakie docinki i nieprzyjemne komentarze spotykały Hjalmara, kiedy ten przedstawiał swojego ojca zanim rzeczywiście kogoś przed jego oblicze przyprowadził. I tak, wliczałam w to wszystkie te wspaniałe żarciki, jakie z całą pewnością się przewijały w dodatku do całości. Laurent potrafił w swojej głowie tworzyć różne sprośne wizje, ale nie należał do tych osób, które by dokuczały "przyjacielowi" jego siostry ani tym bardziej rzucały nieprzystępne komentarze, które mogłyby go wrzucić w stan dyskomfortu.
Zamrugał parokrotnie, spoglądając ze zdziwieniem na znajomego, kiedy Dagur obwieścił o przyprowadzaniu częściej swojej dziewczyny, ale zaraz uśmiechnął delikatnie i spojrzał na Hjalmara. Och, w celu mierzenia pierścionka jak i poradach gdzie ją zabrać na wymarzoną randkę blondyn był skłonny do pomocy jak do niczego innego! Wątpił tylko, żeby mężczyzna potrzebował jakiejkolwiek pomocy - ewidentnie radził sobie z jego siostrą jak nikt inny dotąd. Dlatego też życzył mu jak najlepiej, trzymał za niego kciuki i gotów był spiskować w celu urobienia Edwarda, by bezproblemowo córę wydał. Nie skomentował tego inaczej niż tym uśmiechem oraz krótkim spojrzeniem na Hjalmara.
- Myślę, że się dogadamy. - Wziął do dłoni podkowę, obrócił ją parę razy. Owszem, nie znał się na kuciu, ale podków się w swoim życiu naoglądał i akurat jakość takowej ocenić mógł. Niektórzy klienci czasem sobie wręcz życzyli różne dziwne - magiczne, czy ze zdobieniami, raz nawet miały być w kolorze złota! Ich fanaberie, Laurenta nie interesowały takie świecidełka. Interesowało go to, żeby podkowa przede wszystkim chroniła kopyta jego skrzydlatych przyjaciół. I tych nieskrzydlatych też. Odłożył ją na stół po oględzinach. - Chętnie podkuję u was w najbliższym czasie konia albo abraksana i jeśli wynik mnie zadowoli będziemy mogli podpisać stałą umowę. Czy takie rozwiązanie jest zadowalające? - Miał sprawdzonego kowala, więc było to chyba jasne, że rodzina-rodziną, ale kota w worku się nie kupuje, mimo wszystko. Zdrowa konkurencja była ważna, o czym nie wiedział wspomniany jeszcze przed chwilą Edward Prewett. Dla niego konkurencja mogła nie istnieć i najlepiej było, kiedy tak pozostawało. W końcu wtedy sam rządził pieniędzmi rynku w danym obszarze, co mu bardzo odpowiadało. Faktycznie jak dotąd zaopatrzał się w Little Hangleton, a mógł w zasadzie wcześniej połączyć wątki, że przecież co w rodzinie... niby jeszcze Hjalmar do Prewettolandu nie należał, ale to się miało niedługo zmienić! I chociaż życzył tej dwójce jak najlepiej to miał pewne obawy co do tego, jak to będzie wyglądało na papierze. Czy Hjalmar był gotów zmienić swoje nazwisko i zająć się rodzinnym biznesem? A Pandora? A jeśli nie, to... too zdecydowanie nie chciał o tym teraz myśleć.
- Nie, nie dla mnie. Dla przyjaciółki. - Splótł palce na stole. - Rozumiem. Przeprowadzenie takich testów samo z siebie jest problematyczne, więc w pełni rozumiem. Nawet cieszy mnie to słysząc, że takowych nie przeprowadzicie. - Zamienił to trochę w żarcik, ale to było uspakajające. Że zaraz tutaj nie pojawi się swąd czarnej magii i kwestia tego, że no pewnie, oni to testują i kując naprawdę wszystko. Tak jak mówił - cena dla niego roli nie grała, więc tylko pokiwał zgodnie głową na znak, że rozumie Dagura. - Kobieta, której chciałbym podarować miecz, jest bardzo sprawna fizycznie i bardzo dobrze radzi sobie nawet z rosłymi mężczyznami. Choć, oczywiście, nadal jest kobietą i o kobiecej budowie. - Były jakieś miary siły, ale Laurent się na nich nie znał. Za to czekał chwilę zanim mówił dalej, nie będąc pewnym, czy takie referencje panom wystarczyły, żeby wykuć odpowiednią broń. Kwestię komentarzy względem dostarczania czy umawiania się zostawił chwilowo bez komentarza, pozwalając to mężczyznom ustalić między sobą. On się zamierzał tutaj dopasować, choć tak jak Hjalmar mówił - kiedy masz klienta, który wykłada ogromne ilości galeonów, traktujesz go inaczej niż pojedynczego klienta, który raz na rok przyjdzie podkuć jednego konika. - Chciałbym, by nawiązywał do motywu Gryffindora. Na pewno byłby tu więc obowiązkowy spinel. W wersji pojedynczej lub większej ilości - jak mówiłem mój brak znajomości mieczy oraz jubilerstwa nie pozwala mi nawet podać precyzyjnych wskazówek. - Ponieważ miecz mógł ucierpieć na nadmiarze kamieni, albo na przykład mogło grozić ich wypadnięciem. Wszystko mogło się stać. A też nie był z niego żaden projektant i nie posiadał daru rysowania. Wierzył w profesjonalistów. - Czerwień i złoto mają dominować. Proszę nie szczędzić na materiałach, tak jak wspominałem jestem gotów wyłożyć naprawdę dużą gotówkę na to dzieło. - Żeby nie mieli wątpliwości, że mogą nawet wsadzić tam spinel wielkości pięści olbrzyma, gdyby akurat uznali, że tak będzie dobrze! Co prawda raczej by nie było... ale wiadomo, o co chodzi. - Prosiłbym o przygotowanie paru projektów, gdybym je zobaczył łatwiej byłoby mi wybrać bądź wskazać, co mi w nim pasuje, a co nie. - Raczej we wszystkim się tak robiło - czy to kiedy zamawiałeś meble, budowę domu czy nową szatę. Projektant najpierw przedstawiał projekty, a nie wymyślał jeden, robił i potem pytał czy jest okej.
- Nie ma potrzeby, będę zaraz się ulatniał, mam sporo rzeczy do załatwienia. - Uśmiechnął się w kierunku właściciela kuźni w odpowiedzi na propozycję, że ten pogoni syna po coś do picia.