19.09.2023, 14:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.09.2023, 14:11 przez Brenna Longbottom.)
Gdy Heather wysforowała na przód, Brenna przemieniła się, niepewna, czy i co Wood zobaczyła. Zmieniła postać w skoku, odbiła się z ziemi jeszcze jako wilczyca, a potem już znowu była kobietą, z różdżką w ręku. Otworzyła usta, chcąc zawołać za Heather, by się do licha nie oddalała, ale zaraz dostrzegła Brygadzistę, walczącego w morderczej pułapce.
- Pomocy – jęknął Apollo, kiedy zaklęcie Heather przecięło część gałęzi, ciągnących go ku drzewu. Najwyraźniej spotkało go dokładnie to co, Brennę – jedno z drzew postanowiło pochwycić nieostrożną ofiarę. Ona miała po prostu odrobinę więcej szczęścia, bo zauważyła to na czas i zdążyła wykonać unik. Czar Wood nie sprawił, że Brygadzista został uwolniony, ale odciął gałęzie od „źródła”, sprawiając, że dało się je teraz zerwać. Apollo szybko to wykorzystał i jeszcze zanim ona do niego dobiegła, już zabrał się do zrywania ich tak, by umożliwić sobie ruchy prawą ręką… i co za tym idzie, czarowanie. Kiedy dziewczyna schwyciła go i zaczęła odciągać, współpracował na tyle, na ile mógł. Nie był w stanie wstać, bo gruby korzeń był owinięty wokół całej jego nogi, i ta zapewne dodatkowo odrętwiała, ale pełzł po ziemi, byle dalej…
…dalej od drzewa i kolejnych gałęzi, które sięgnęły w ich kierunku…
Brenna machnęła różdżką, i pomiędzy Apollem a drzewem, tuż przed jego stopami, wyrosła solidna ściana, wysoka na dwa metry. Dało to Heather dość czasu, aby odciągnąć mężczyznę nieco dalej… poza zasięg morderczych gałęzi.
Tyle że wcale nie byli bezpieczni.
– Po coś ty tu właził? – krzyknęła Brenna, tnąc korzeń, który wyrósł z ziemi tuż obok jej stopy.
– Moja matka… słyszałem moją matkę – wydyszał Brygadzista, który wreszcie uwolnił rękę i różdżkę. Machnął nią i korzenie, trzymające jedną z jego rąk perły.
– Zabieraj stąd Heath, dasz radę? Ja też się teleportuję – powiedziała Brenną, kiedy gałęzie wściekle zaatakowały wyczarowany przez nią mur, który – była pewna – nie wytrzyma zbyt długo.
- Pomocy – jęknął Apollo, kiedy zaklęcie Heather przecięło część gałęzi, ciągnących go ku drzewu. Najwyraźniej spotkało go dokładnie to co, Brennę – jedno z drzew postanowiło pochwycić nieostrożną ofiarę. Ona miała po prostu odrobinę więcej szczęścia, bo zauważyła to na czas i zdążyła wykonać unik. Czar Wood nie sprawił, że Brygadzista został uwolniony, ale odciął gałęzie od „źródła”, sprawiając, że dało się je teraz zerwać. Apollo szybko to wykorzystał i jeszcze zanim ona do niego dobiegła, już zabrał się do zrywania ich tak, by umożliwić sobie ruchy prawą ręką… i co za tym idzie, czarowanie. Kiedy dziewczyna schwyciła go i zaczęła odciągać, współpracował na tyle, na ile mógł. Nie był w stanie wstać, bo gruby korzeń był owinięty wokół całej jego nogi, i ta zapewne dodatkowo odrętwiała, ale pełzł po ziemi, byle dalej…
…dalej od drzewa i kolejnych gałęzi, które sięgnęły w ich kierunku…
Brenna machnęła różdżką, i pomiędzy Apollem a drzewem, tuż przed jego stopami, wyrosła solidna ściana, wysoka na dwa metry. Dało to Heather dość czasu, aby odciągnąć mężczyznę nieco dalej… poza zasięg morderczych gałęzi.
Tyle że wcale nie byli bezpieczni.
– Po coś ty tu właził? – krzyknęła Brenna, tnąc korzeń, który wyrósł z ziemi tuż obok jej stopy.
– Moja matka… słyszałem moją matkę – wydyszał Brygadzista, który wreszcie uwolnił rękę i różdżkę. Machnął nią i korzenie, trzymające jedną z jego rąk perły.
– Zabieraj stąd Heath, dasz radę? Ja też się teleportuję – powiedziała Brenną, kiedy gałęzie wściekle zaatakowały wyczarowany przez nią mur, który – była pewna – nie wytrzyma zbyt długo.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.