19.09.2023, 15:36 ✶
Florence nigdy nie należała do tych osób, które nie umiałaby usiedzieć w miejscu, dysponowała też ogromnymi pokładami cierpliwości – może wynikało to z jej natury, a może w wyrobieniu ich w sobie pomagała cała gromada młodszych krewnych, którzy w większości wdali się w Prewettów. Usiadła więc po prostu i bardzo starannie oczyściła sobie ręce z krwi. Miała wrażenie, że opuszki jej palców wciąż są zimne. Gdy opatrywała Patricka, skupiała się przede wszystkim na ranie, ale prawda była taka, że uderzał ją ten kontrast, chłód ciała, które w dotyku zdawało się niemalże martwe, z żywą osobą. Florence była za mocno przywiązana do brata i przyjaciela, aby miała nagle zacząć unikać ich dotyku, ale jako magomedyk chyba najlepiej rozumiała… że to nie jest naturalne. I ze wszystkich sił pragnęła, aby znalazł się sposób na odwrócenie tego stanu, bo jakaś jej część bała się, że coś, ktoś z Limbo zaraz wyciągnie ku nim ręce i zabierze życia tak, jak zabrało ciepło.
Odepchnęła od siebie te nieprzyjemne myśli, roztarła dłonie, nastawiła wodę… i cierpliwie czekała.
Gdy Patrick stanął na progu, nie odezwała się, jedynie spojrzała na niego wyczekująco. Nie była pewna, o czym chciał rozmawiać – istniało aż nazbyt wiele możliwości. Była ta rana, która na pewno nie powstała w przyjemnych okolicznościach. Ich ostatnie spotkanie, kiedy omal nie utonęła, a on zdawał się tak bardzo wściekły i tak mocno wstrząśnięty, może dlatego, że woda odebrała mu Clare. Były gazety, rozpisujące się na jego temat, plotki, z których każda kolejna zdawała się bardziej absurdalna. Chłód Limbo. Pobyt tam – o którym wiele osób szeptało, ale nikt chyba nie wiedział nic pewnego. Magiczna nić, która ich połączyła, którą dostrzegła Florence i być może którą i on wyłapał. I wreszcie Beltane, to co działo się przed nim, gdy czerń pochłaniała ciało Arabelli Bulstrode, a jacyś przedziwni ludzie poprosili Florence o złamanie tej klątwy i to, że Patrick zdawał się wiele wiedzieć o tym, co stanie się podczas święta.
Brała pod uwagę wiele możliwości, ale tego się nie spodziewała.
Przypatrywała się mu po prostu przez moment, z namysłem. Nie powiedziała „to bzdura”, „to niemożliwe”, bo Patrick Steward był rozsądnym mężczyzną i jeżeli twierdził coś takiego, na pewno miał ku temu powody. Nie wydawała się jednak przerażona, ani nawet szczególnie wstrząśnięta. Tak, wizja kogoś, kto "przyczepił się" w Limbo nie była ani trochę miła, ale Steward nie wydawał się ani trochę opętany. Był taki jak zwykle - może trochę bardziej zagubiony, trochę przygnębiony, może przytłoczony, ale był wciąż sobą, a była pewna, że zauważyłaby różnicę. A nie zaskakiwało to Florence jakoś straszliwie, bo jej umysł nieomal natychmiast połączyć to ze strzępami informacji, jakie miała – tym, co wywnioskowała sama, i tym, co powiedział jej Atreus po rozmowie z kapłankami.
Ale bardziej chyba niż to zajmował ją teraz coś zupełnie innego – że Patricka zdawał się poruszać nie tylko fakt, że jego ojciec „wrócił” z nim z Limbo… ale i coś jeszcze. Coś więcej. Może ten powód, dla którego niechętnie mówił o swoich rodzicach?
– Opowiedz mi o tym, proszę – poprosiła łagodnym tonem, jaki zwykle rezerwowała wyłącznie dla najbliższych. Wszystko, co chciała powiedzieć sama albo o co chciałaby spytać, mogło poczekać. – Co masz na myśli przez wspomnienia? W jaki sposób się to obawia?
Odepchnęła od siebie te nieprzyjemne myśli, roztarła dłonie, nastawiła wodę… i cierpliwie czekała.
Gdy Patrick stanął na progu, nie odezwała się, jedynie spojrzała na niego wyczekująco. Nie była pewna, o czym chciał rozmawiać – istniało aż nazbyt wiele możliwości. Była ta rana, która na pewno nie powstała w przyjemnych okolicznościach. Ich ostatnie spotkanie, kiedy omal nie utonęła, a on zdawał się tak bardzo wściekły i tak mocno wstrząśnięty, może dlatego, że woda odebrała mu Clare. Były gazety, rozpisujące się na jego temat, plotki, z których każda kolejna zdawała się bardziej absurdalna. Chłód Limbo. Pobyt tam – o którym wiele osób szeptało, ale nikt chyba nie wiedział nic pewnego. Magiczna nić, która ich połączyła, którą dostrzegła Florence i być może którą i on wyłapał. I wreszcie Beltane, to co działo się przed nim, gdy czerń pochłaniała ciało Arabelli Bulstrode, a jacyś przedziwni ludzie poprosili Florence o złamanie tej klątwy i to, że Patrick zdawał się wiele wiedzieć o tym, co stanie się podczas święta.
Brała pod uwagę wiele możliwości, ale tego się nie spodziewała.
Przypatrywała się mu po prostu przez moment, z namysłem. Nie powiedziała „to bzdura”, „to niemożliwe”, bo Patrick Steward był rozsądnym mężczyzną i jeżeli twierdził coś takiego, na pewno miał ku temu powody. Nie wydawała się jednak przerażona, ani nawet szczególnie wstrząśnięta. Tak, wizja kogoś, kto "przyczepił się" w Limbo nie była ani trochę miła, ale Steward nie wydawał się ani trochę opętany. Był taki jak zwykle - może trochę bardziej zagubiony, trochę przygnębiony, może przytłoczony, ale był wciąż sobą, a była pewna, że zauważyłaby różnicę. A nie zaskakiwało to Florence jakoś straszliwie, bo jej umysł nieomal natychmiast połączyć to ze strzępami informacji, jakie miała – tym, co wywnioskowała sama, i tym, co powiedział jej Atreus po rozmowie z kapłankami.
Ale bardziej chyba niż to zajmował ją teraz coś zupełnie innego – że Patricka zdawał się poruszać nie tylko fakt, że jego ojciec „wrócił” z nim z Limbo… ale i coś jeszcze. Coś więcej. Może ten powód, dla którego niechętnie mówił o swoich rodzicach?
– Opowiedz mi o tym, proszę – poprosiła łagodnym tonem, jaki zwykle rezerwowała wyłącznie dla najbliższych. Wszystko, co chciała powiedzieć sama albo o co chciałaby spytać, mogło poczekać. – Co masz na myśli przez wspomnienia? W jaki sposób się to obawia?