19.09.2023, 18:10 ✶
Więc to koniec? Nie było mowy o tym, żeby Mavelle zostawiła Brennę – ani w tym, ani w jakimkolwiek innym życiu, nie z własnej woli. I, co gorsza, bardzo szybko okazało się, jak potężna była ta kobieta, z którą mieli teraz do czynienia.
Nie tylko nie dało się jej skrzywdzić, najwyraźniej, ale nawet i powstrzymać.
… czy zatem nie opuszczą nigdy pokładu tego statku…?
Myśl rozbłysła i znikła.
Chwilami miała ochotę potrząsnąć swoją siostrą. Wiecznie jej się wydawało, że wystarczy się do kogoś zbliżyć, strzelić uśmiechem tu i tam – i jakoś to będzie. Oczaruje mężczyznę, zyska męża. Ale wiano, to przeklęte wiano! Mavelle już od dawna się nie łudziła, że w tym świecie miłość nie miała znaczenia, że opowieści z bajek są tylko opowieściami. Książę nie zakochiwał się w panience, która miała do zaoferowania jedno, wielkie nic; a nawet jeśli jakimś cudem udałoby się pozyskać względy…
… to w najlepszym razie dość szybko zostanie się odstawioną na boczny tor (wszak skandal, mezalians i Matka jeszcze wie, co), w najgorszym – skończy się jako panna z dzieckiem. A wtedy to już całkiem szanse na złapanie przyzwoitego męża całkiem przepadały. Och, nie, zdecydowanie nie życzyła Anne takiego losu; miała nadzieję, że w końcu dziewczę przejrzy na oczy, zwłaszcza teraz, gdy zderzyła się z rzeczywistością.
Może w końcu do niej dotrze, że mężczyźni tacy jak Arrow to za wysokie progi dla nich, panienek bez wiana? Taka panna mogła być nawet najpiękniejsza na całym świecie, mogła szczycić się urodą godną samej bogini, ale jeśli za nią nie stało wiano, to… cóż.
- Cóż… jest zdecydowanie cicha, mamo – stwierdziła, podchodząc do łóżka. Obrzuciła dość krytycznym spojrzeniem sukienkę – cóż, na lepszą raczej nie miała co liczyć – Anne, co jest? Już nie myślisz o Arrowie? I co tam pod nosem mamroczesz? – rzuciła do siostry i zaczęła naciągać na siebie sukienkę – Zresztą, ruchy, bo jeszcze przegapisz bal. A potem będziesz przeżywać, że nie skosztowałaś tych lawendowych ciasteczek. Nie, nie przemycę ci ich – oświadczyła dość kategorycznym tonem.
Nie tylko nie dało się jej skrzywdzić, najwyraźniej, ale nawet i powstrzymać.
… czy zatem nie opuszczą nigdy pokładu tego statku…?
Myśl rozbłysła i znikła.
Chwilami miała ochotę potrząsnąć swoją siostrą. Wiecznie jej się wydawało, że wystarczy się do kogoś zbliżyć, strzelić uśmiechem tu i tam – i jakoś to będzie. Oczaruje mężczyznę, zyska męża. Ale wiano, to przeklęte wiano! Mavelle już od dawna się nie łudziła, że w tym świecie miłość nie miała znaczenia, że opowieści z bajek są tylko opowieściami. Książę nie zakochiwał się w panience, która miała do zaoferowania jedno, wielkie nic; a nawet jeśli jakimś cudem udałoby się pozyskać względy…
… to w najlepszym razie dość szybko zostanie się odstawioną na boczny tor (wszak skandal, mezalians i Matka jeszcze wie, co), w najgorszym – skończy się jako panna z dzieckiem. A wtedy to już całkiem szanse na złapanie przyzwoitego męża całkiem przepadały. Och, nie, zdecydowanie nie życzyła Anne takiego losu; miała nadzieję, że w końcu dziewczę przejrzy na oczy, zwłaszcza teraz, gdy zderzyła się z rzeczywistością.
Może w końcu do niej dotrze, że mężczyźni tacy jak Arrow to za wysokie progi dla nich, panienek bez wiana? Taka panna mogła być nawet najpiękniejsza na całym świecie, mogła szczycić się urodą godną samej bogini, ale jeśli za nią nie stało wiano, to… cóż.
- Cóż… jest zdecydowanie cicha, mamo – stwierdziła, podchodząc do łóżka. Obrzuciła dość krytycznym spojrzeniem sukienkę – cóż, na lepszą raczej nie miała co liczyć – Anne, co jest? Już nie myślisz o Arrowie? I co tam pod nosem mamroczesz? – rzuciła do siostry i zaczęła naciągać na siebie sukienkę – Zresztą, ruchy, bo jeszcze przegapisz bal. A potem będziesz przeżywać, że nie skosztowałaś tych lawendowych ciasteczek. Nie, nie przemycę ci ich – oświadczyła dość kategorycznym tonem.