19.09.2023, 19:31 ✶
Atreus należał do tego rodzaju ludzi, którzy nie myśleli nad kwestią zapłaty, głównie dlatego, że jego sakiewka zawsze była pełna i nie narzekał na jakikolwiek brak galeonów. Kwestię zapłaty więc, zostawiał w domyśle, niezbyt rozwodząc się nad tym kiedy wystosowywał właściwe listy do drugiego mężczyzny. Z resztą... nie bardzo też wiedział ile by można dobie za taką usługę policzyć. Był aurorem, a nie teoretykiem magii, który był w stanie odpowiednio wycenić swoją i cudzą wiedzę.
Było coś imponującego w umiejętności posługiwania się magią bezróżdżkową (chociaż nie przekładało się to na to, że jednocześnie imponował mu człowiek, który ją opanował). Kiedy był mały i nagle jego świat zatrząsł się w posadach, kiedy dotarło do niego że nie wszyscy czarodzieje musieli korzystać z różdżek, jego wyobraźnia zaczęła pracować i przed oczami stawały mu sceny, jak ktoś przy uderzeniach pięściami wznieca na przeciwniku płomienie, albo jednym ruchem palca odbiera mu dech w piersiach. Prawda była nieco bardziej skomplikowana, ale te dziecięce fantazje trzymały się go nawet długo, póki nie został sprowadzony na ziemię przez zwykłe rozczarowanie.
- Witam, miło mi - Bulstrode zbliżył się do gościa i wyciągnął do niego dłoń na powitanie. Następnie cofnął się, sięgając ręką do znajdującego się nieopodal stolika, na którym znajdowała się szyszka i wskazał na nią. - Oto on. Jak widać, zaklęty w szyszkę - zastanawiało trochę, czemu akurat szyszka. Wydawały się kruche i mało poręczne. Już o wiele lepiej sprawiałby się na przykład wykopany z ziemi kamień. - Chciałbym dowiedzieć się przede wszystkim, czy można by określić miejsce do którego można się za jego pomocą przenieść. Bez używania go, oczywiście.
Było coś imponującego w umiejętności posługiwania się magią bezróżdżkową (chociaż nie przekładało się to na to, że jednocześnie imponował mu człowiek, który ją opanował). Kiedy był mały i nagle jego świat zatrząsł się w posadach, kiedy dotarło do niego że nie wszyscy czarodzieje musieli korzystać z różdżek, jego wyobraźnia zaczęła pracować i przed oczami stawały mu sceny, jak ktoś przy uderzeniach pięściami wznieca na przeciwniku płomienie, albo jednym ruchem palca odbiera mu dech w piersiach. Prawda była nieco bardziej skomplikowana, ale te dziecięce fantazje trzymały się go nawet długo, póki nie został sprowadzony na ziemię przez zwykłe rozczarowanie.
- Witam, miło mi - Bulstrode zbliżył się do gościa i wyciągnął do niego dłoń na powitanie. Następnie cofnął się, sięgając ręką do znajdującego się nieopodal stolika, na którym znajdowała się szyszka i wskazał na nią. - Oto on. Jak widać, zaklęty w szyszkę - zastanawiało trochę, czemu akurat szyszka. Wydawały się kruche i mało poręczne. Już o wiele lepiej sprawiałby się na przykład wykopany z ziemi kamień. - Chciałbym dowiedzieć się przede wszystkim, czy można by określić miejsce do którego można się za jego pomocą przenieść. Bez używania go, oczywiście.