19.09.2023, 19:47 ✶
- Myślę, że to naprawdę było Limbo – powiedziała Florence z wahaniem, bo ostatecznie nie była spirytystką, a jej zainteresowania tematyką zaświatów były bardzo… znikome. – Kwestia polega na tym… jaka jego część? Jeżeli nasz świat jest tak różnorodny, dlaczego nie miałoby być tak samo z Limbo? Może pozostaliście w przedsionku. W miejscu, które nie odbiera wspomnień.
Chciałaby mieć dla niego lepsze odpowiedzi, ale czarodzieje nie znaleźli ich przez tysiąc lat. Z drugiej strony… przez tysiące lat chyba nikomu nie przyszło do głowy zrobić coś takiego, co zrobił Voldemort.
Nie miała okazji skomentować jego kolejnych wypowiedzi, skoro pojawił się Orion. Z fiolką krwi w ręku usiadła wyprostowana, jak zwykle zresztą. Później ją przebada, chociaż przeczuwała już, że akurat te fizyczne testy nie wykażą żadnych anomalii. Problem tkwił w energii. W czymś, co odebrano.
– Nie jest moim pacjentem – stwierdziła Florence, uśmiechając się lekko do Oriona. Nie ona wystawiała mu zwolnienie, chociaż pewnie nawet gdyby to zrobiła… to prawdopodobnie nie nalegałaby na to, żeby został dłużej poza pracą. – Poza tym obawiam się, że jeżeli Atreus nie wróciłby do pracy, bardzo szybko zacząłby się nudzić, a wtedy niech Bogini ma nas w swojej opiece.
Panna Bulstrode zdążyła nauczyć się, że znudzony Atreus był jedną z największych katastrof w tym domu. Poza tym mimo całej swojej nadopiekuńczości przynajmniej próbowała pamiętać, że jej mały braciszek dorósł już jakiś czas temu i powinna ograniczyć marudzenia i trzęsienie się na nim. Choćby dlatego, że marudzenia zbyt częste przestałyby robić wrażenie.
Milczała, kiedy wymieniali uwagi o papierach, raportach, o przesłuchaniach, które niczego nie wykazały. Wahała się, choć wahanie nie leżało w jej naturze. Teraz, pod wpływem tej rozmowy, myśli Florence mimowolnie umknęły ku Beltane, i temu, co działo się tuż przed nim. Ku Arabelli, Cedricowi, Patrickowi, jego prośbie i własnym snom. Nic z tego nie uwidoczniło się na jej twarzy, zdawała się – pozornie – tak samo opanowana jak zwykle, ale w istocie przez moment w jej głowie trwała prawdziwa burza.
Ale tak, to był moment. Nie potrwał długo. Bo Florence zaraz się uspokoiła i postanowiła zadać dręczące ją pytanie.
– Czy Biuro Aurorów spodziewało się ataku? – zapytała wprost. Bo wiedziała przecież, że niektórzy się spodziewali. Nie miała jednak pojęcia, skąd pochodziła ta informacja.
Chciałaby mieć dla niego lepsze odpowiedzi, ale czarodzieje nie znaleźli ich przez tysiąc lat. Z drugiej strony… przez tysiące lat chyba nikomu nie przyszło do głowy zrobić coś takiego, co zrobił Voldemort.
Nie miała okazji skomentować jego kolejnych wypowiedzi, skoro pojawił się Orion. Z fiolką krwi w ręku usiadła wyprostowana, jak zwykle zresztą. Później ją przebada, chociaż przeczuwała już, że akurat te fizyczne testy nie wykażą żadnych anomalii. Problem tkwił w energii. W czymś, co odebrano.
– Nie jest moim pacjentem – stwierdziła Florence, uśmiechając się lekko do Oriona. Nie ona wystawiała mu zwolnienie, chociaż pewnie nawet gdyby to zrobiła… to prawdopodobnie nie nalegałaby na to, żeby został dłużej poza pracą. – Poza tym obawiam się, że jeżeli Atreus nie wróciłby do pracy, bardzo szybko zacząłby się nudzić, a wtedy niech Bogini ma nas w swojej opiece.
Panna Bulstrode zdążyła nauczyć się, że znudzony Atreus był jedną z największych katastrof w tym domu. Poza tym mimo całej swojej nadopiekuńczości przynajmniej próbowała pamiętać, że jej mały braciszek dorósł już jakiś czas temu i powinna ograniczyć marudzenia i trzęsienie się na nim. Choćby dlatego, że marudzenia zbyt częste przestałyby robić wrażenie.
Milczała, kiedy wymieniali uwagi o papierach, raportach, o przesłuchaniach, które niczego nie wykazały. Wahała się, choć wahanie nie leżało w jej naturze. Teraz, pod wpływem tej rozmowy, myśli Florence mimowolnie umknęły ku Beltane, i temu, co działo się tuż przed nim. Ku Arabelli, Cedricowi, Patrickowi, jego prośbie i własnym snom. Nic z tego nie uwidoczniło się na jej twarzy, zdawała się – pozornie – tak samo opanowana jak zwykle, ale w istocie przez moment w jej głowie trwała prawdziwa burza.
Ale tak, to był moment. Nie potrwał długo. Bo Florence zaraz się uspokoiła i postanowiła zadać dręczące ją pytanie.
– Czy Biuro Aurorów spodziewało się ataku? – zapytała wprost. Bo wiedziała przecież, że niektórzy się spodziewali. Nie miała jednak pojęcia, skąd pochodziła ta informacja.