19.09.2023, 20:16 ✶
Zmarszczył lekko brwi, kiedy Orion wyraził swoje obawy, co do jego szybkiego powrotu do pracy. Było w tym coś drażniącego, uderzającego w nieodpowiedni, jakoś zanadto odsłonięty w tym momencie punkt.
- Florence nie miała tu akurat wiele do powiedzenia - żachnął się, uśmiechając do brata w ten nieprzyjemny, grzeczny sposób, który szybko zmieniał się w krzywy grymas. Tak jak sama z resztą powiedziała, nie była jego lekarzem, nie w tym przypadku, nawet jeśli jeszcze przed chwilą pochylała się nad nim badając go i pobierając krew.
- Czy to kara za to, że jednak przeżyłem? - zapytał bez mrugnięcia okiem, w odpowiedzi na deklarację Oriona, że od teraz będzie musiał sam zajmować się jeśli nie całą papierologią, to przynajmniej jej częścią. Miał szczerą nadzieję, że to odwołanie zadziała, ciągnąc brata za poczucie winy i zmusi do dalszego odwalania mozolnej roboty. Bo przecież wyczuwał ją, albo raczej widział w otaczających go barwach - tą winę, którą się obarczał, a która momentami była widoczna nawet gołym okiem, bez konieczności uciekania się do spoglądania trzecim okiem.
- Nawet niezbyt. Większość rozmów ze świadkami plasuję gdzieś zaraz po spisywaniu raportów w swoim rankingu nudnych rzeczy związanych z naszą pracą. Z resztą, musiałbyś być jeszcze świadkiem czegoś konkretnego... Chociaż... coś wydarzyło się w biurze, kiedy mnie nie było? - spojrzał na brata nawet nieco zaciekawiony, ale zaraz jego uwagę odwróciły słowa Florence. Spojrzał na nią, przez moment się zastanawiając - Znaczy... zostały specjalnie zwiększone patrole i święcie i dobrali nas w pary z brygadzistami, więc raczej czegoś się spodziewali. Pytanie czy było to coś na aż taką skalę? Nie sądzę - pomijając oczywiście niektórych. Prawdę powiedziawszy, do tej pory Atreusa bardziej interesował własny stan i wizyta w Limbo, a nie sama napaść śmierciożerców i walka z nimi.
- Florence nie miała tu akurat wiele do powiedzenia - żachnął się, uśmiechając do brata w ten nieprzyjemny, grzeczny sposób, który szybko zmieniał się w krzywy grymas. Tak jak sama z resztą powiedziała, nie była jego lekarzem, nie w tym przypadku, nawet jeśli jeszcze przed chwilą pochylała się nad nim badając go i pobierając krew.
- Czy to kara za to, że jednak przeżyłem? - zapytał bez mrugnięcia okiem, w odpowiedzi na deklarację Oriona, że od teraz będzie musiał sam zajmować się jeśli nie całą papierologią, to przynajmniej jej częścią. Miał szczerą nadzieję, że to odwołanie zadziała, ciągnąc brata za poczucie winy i zmusi do dalszego odwalania mozolnej roboty. Bo przecież wyczuwał ją, albo raczej widział w otaczających go barwach - tą winę, którą się obarczał, a która momentami była widoczna nawet gołym okiem, bez konieczności uciekania się do spoglądania trzecim okiem.
- Nawet niezbyt. Większość rozmów ze świadkami plasuję gdzieś zaraz po spisywaniu raportów w swoim rankingu nudnych rzeczy związanych z naszą pracą. Z resztą, musiałbyś być jeszcze świadkiem czegoś konkretnego... Chociaż... coś wydarzyło się w biurze, kiedy mnie nie było? - spojrzał na brata nawet nieco zaciekawiony, ale zaraz jego uwagę odwróciły słowa Florence. Spojrzał na nią, przez moment się zastanawiając - Znaczy... zostały specjalnie zwiększone patrole i święcie i dobrali nas w pary z brygadzistami, więc raczej czegoś się spodziewali. Pytanie czy było to coś na aż taką skalę? Nie sądzę - pomijając oczywiście niektórych. Prawdę powiedziawszy, do tej pory Atreusa bardziej interesował własny stan i wizyta w Limbo, a nie sama napaść śmierciożerców i walka z nimi.