Obowiązki pomagały. Bez względu, jakie by one nie były. Gdyby nie zawodowa rutyna, zapewne dużo ciężej by zniósł ostatni miesiąc. Tuż po Beltane sądził, że to okres oczekiwania na pogrzeb Derwina był najgorszy – każdy dzień zdawał się jedynie odwlekać nieuniknione. W końcu praktycznie na drugi dzień wiedzieli już, jaki los spotkał krewniaka. Potem od pogrzebu minął jeden dzień, dwa, a sytuacja wcale nie ulegała wielkiej poprawie. Wręcz przeciwnie. Może i determinacja w rodzinie wzrosła pod wpływem spotkania Zakonu Feniksa, jednak praktycznie każdego domownika można było przyłapać na tym, jak spogląda przygnębiony w okno lub przegląda serię rodzinnych fotografii, próbując dojść do porządku z tym, co się stało.
Erik miał to szczęście, że tuż po przekroczeniu progu Ministerstwa Magii po prostu nie mógł skupiać się tylko na sobie. Byli inni, którzy potrzebowali pomocy. Były sprawy, które należało dokończyć i takie, które trzeba było, jak najszybciej wdrożyć, co by nie zniknęły pośród trybików bezlitosnej maszyny biurokracji czarodziejów. Chociaż ten jeden raz wszechogarniający chaos instytucji rządowej zdawał się działać na jego korzyść. Nie sądził, że kiedykolwiek będzie mu dane coś podobnego stwierdzić.
— Odwalasz dobrą robotę. Z kawiarnią, to jest. I nie tylko. Idziesz do przodu, a to dobrze dla was obu. Jeszcze trochę i będziesz mogła poszerzyć ekipę. To powinno cię nieco odciążyć. — Wprawdzie nie równało się temu, że Nora będzie mogła spędzić kilka tygodni z dala od własnego biznesu, jednak powinna móc wyjść wcześniej, bez martwienia się o to, że lokal spłonie lub zapadnie się pod ziemię. — Poza tym, jest lato. Lepiej, żeby była na wsi, niż kisiła się na Pokątnej całe dnie.
Uśmiechnął się minimalnie. Cieszył się, że chrześnica była we względnie bezpiecznym miejscu i mogła cieszyć się towarzystwem krewnych, nie musząc przejmować się rozterkami dorosłych w stolicy.
— Zaraz w dzielnicy będzie niezły syf. Dzieciaki wrócą ze szkoły, Pokątną znowu zaleją rodzice — zawiesił głos, zerkając badawczo na blondynkę. — W sumie, co ja właściwie gadam. Dla twojego biznesu to nawet lepiej, prawda?
Zbaraniał, gdy spytała go, czemu właściwie ją tutaj zaprosił. Otworzył usta, jednak po chwili znowu je zamknął, nie wiedząc dokładnie co powiedzieć. Jego plan nieco się zmienił. Oryginalnie liczył, że do czasu przybycia blondynki znajdzie łódkę i ją z miejsca zaskoczy. Teraz jednak ten „ekscytujący” element kompletnie nie wypali.
— Potrzebuję opinii i rady. A ty się znasz na estetyce, jak mało kto. — Zapomnijmy na moment o tym, że tuż przed otwarciem klubokawiarni Longbottom insynuował coś zupełnie innego. — Poza tym... Będziesz pierwszym świadkiem mojej rozrzutności i lekkomyślności! — Wyrzucił sztywno dłonie w powietrze w geście przedramatyzowanej euforii. — Nawet Brenna jeszcze o niczym nie wie. Mamie też nic nie powiedziałem, zanim spytasz. — Zaczerwienił się, gdy zdał sobie sprawę, co właściwie powiedział. Eh, zdecydowanie powinien pomyśleć dwa razy, zanim zacznie mielić jęzorem. — Tylko ten... Musimy się trochę przejść. W tamtą stronę. — Wskazał drugi koniec przystani. — Przynajmniej mam nadzieję, że to tam.
Chrząknął znacząco i ruszył powolnym, acz stanowczym krokiem we wskazanym wcześniej kierunku. Jego wzrok błądził po kolejnych łódkach, aż w końcu zwrócił uwagę na jedną, która wydawała się nieco nowsza od reszty. I mniej pordzewiała, zwrócił uwagę w myślach, zatrzymując się przy niej. Przekrzywił głowę w bok. Kiedy ostatni raz widział łódkę, ledwo był w stanie dostrzec jej oryginalne kolory, bo praktycznie cała była pokryta brudem i rdzą. A teraz... Teraz wyglądała niemalże luksusowo. Jego „Ersa”!
Nie wyjaśniając niczego, Erik wziął rozpęd i wskoczył na jacht, cudem nie upadając na pokład. Odwrócił się ku Norze z uśmiechem i wyciągnął rękę w jej stronę.
— Zapraszam na pokład, panno Figg.
Ersa to luksusowa i przestronna jednostka, która zapewnia swoim pasażerom komfortowe i relaksujące doznania w ramach rekreacyjnych morskich wypadów. Ma elegancki i smukły kształt, z białym kadłubem i niebieskim pasem ciągnącym się wzdłuż dolnych partii lewej i prawej burty.
Jacht ma dwie kondygnacje z rozległym tarasem słonecznym na górze oraz przytulnymi, acz małymi kajutami na dolnym pokładzie. Chociaż na najlepsze warunki mieszkalne mogą tu liczyć maksymalnie dwie-trzy osoby, tak dzięki mini-kanapie i leżankom zlokalizowanym w środku i na zewnątrz, okręt jest w stanie tymczasowo zakwaterować większą ilość osób, ale przy dużo mniej komfortowych warunkach mieszkalnych.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞