Majestatyczne, a zarazem tajemnicze Góry Kaledońskie wyraźnie kontrastowały z humorem, jaki mu tego dnia towarzyszył. Przede wszystkim: nie wyspał się, a samo to było zbrodnią samą w sobie. Co więcej, jakby tego było mało, nie zdążył wypić swojej porannej herbaty, przez co dręczyły go bóle głowy, tylko pogarszającego jego nastawienie. W trakcie, gdy Brenna zdawała się wyspana i pełna wigoru, jej brat sapał i co chwilę zatrzymywał się, aby otrzeć pot z czoła. Nawet jeśli ułatwiali sobie trasę doraźną teleportacją z jednego punktu w drugi, tak wciąż uszczuplali swoje zasoby energii. Przynajmniej tak wydawało się Erikowi.
— Owszem, jest tu całkiem ładnie — potwierdził automatycznie, oświetlając sobie różdżką dalszą część trasy. Zatrzymał się na krawędzi, spoglądając na siostrę z góry. Westchnął ciężko. — Mam nadzieję, że nie będziemy musieli wchodzić do jakichś jaskiń. — Wzdrygnął się na samą myśl i opuścił się na skarpę. — Z dwojga złego już wolę otwarte przestrzenie. Nawet jeśli są zamglone i wyglądają, jakby zaraz coś miało na mnie wyskoczyć.
Nie musiał wspominać wprost o swojej klaustrofobii. Wychowali się razem, toteż siostra musiała być w pełni świadoma tego, że Erik nie przepadał za małymi, ciasnymi pomieszczeniami, a już zwłaszcza takimi stworzonymi przez naturę. Póki był w budynkach wzniesionych przez ludzi, potrafił sobie wmówić, że nic mu nie grozi, bo przecież w latach '70 istniały już jakieś normy bezpieczeństwa! Z jaskiniami, jamami i tunelami było gorzej. W każdej chwili coś ci mogło spaść na głowę i pogrzebać żywcem. Brr.
— Trzeba było podpytać Patricka, czy Zakon nie ma jakichś kontaktów w Departamencie Kontroli nad Magicznymi Stworzeniami — żachnął się na wzmiankę o olbrzymach-głodomorach. — Powinni znać ich zwyczaje, czy coś takiego. Przydałoby nam się to teraz. — W trakcie, gdy Brenna przyglądała się okolicy, Erik ruszył naprzód, zeskakując na kolejną skarpę. Dopiero po kolejnym skoku zorientował się, że siostra dalej uważnie taksuje wzrokiem otoczenie. — Czego ty tak właściwie szukasz? Widzisz tam coś w ogóle przez tą mgłę?
Skrzywił się, zirytowany tym, że nie dzieli się swoimi przemyśleniami na głos. Nawet nie miał pojęcia, jak bardzo pożałuje swojego pytania, gdy Brenna w końcu raczy podzielić się z nim informacją na temat tego, czego tak wypatrywała. Eh, a mógł zostać w domu i nauczyć Ponuraka nowej sztuczki. To nieeeee.... Trzeba było się wepchnąć prosto w paszczę niebezpieczeństwa! Z drugiej strony, ktoś musiał tej dziewczyny pilnować. Ocalił ją od utonięcia, więc może tym razem przyjdzie mu uratować ją przed bliskim spotkaniem z maczugą olbrzyma.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞