Rzucenie się w wir codziennych zajęć pomagało. To był chyba najprostszy sposób, aby nie myśleć o tym, co się wydarzyło. Skupienie się na tym, co dzieje się tu i teraz. Praca była idealnym rozwiązaniem, skutecznie odciągała myśli od tej tragedii. Tylko, że nikt nie mógł pracować ciągle. Nadal przychodziły te chwile, kiedy pojawiały się przemyślenia. Czy to wszystko jest tego warte? Tylko jeśli nie oni, to kto? Wiedziała, że otacza się takimi osobami, które nie mogłyby przejść obojętnie wobec krzywdy innych i ona sama również była jedną z takich osób. Może było to ryzykowne, ale działali zgodnie ze swoim sumieniem, będą mogli spojrzeć w lustra, kiedy to się skończy, w przeciwieństwie, co do niektórych. Tych, którzy dbali tylko i wyłącznie o własny interes.
Nora w przeciwieństwie do Erika nie miała nad sobą nikogo. To ona sama wyznaczała sobie cele. Zależało jej na tym, aby cukiernia sprawnie prosperowała, poświęcała więc temu bardzo dużo czasu. Zabawiała klientów, wymyślała nowe receptury, wypiekała, wszystko robiła sama. Uważała, że nikt nie odnajdzie się w tym lepiej od niej. Był to też pewien sposób na ucieczkę, miała tyle obowiązków, że faktycznie brakowało jej czasu, aby podrapać się po dupie.
- Niby odciąży, ale mam wrażenie, że nie do końca. - Niby miała już Wendy, ale no właśnie, Wendy nie była Norą, nie przejmowała się wszystkim jak ona, często podchodziła dosyć lekkomyślnie do tego, co trzeba było zrobić. - Ta młoda, Wendy, która u mnie pracuje. Nie robi wszystkiego perfekcyjnie, boję się, że klienci zaczną zauważać różnicę. - Nora przyzwyczaiła ich do pewnych standardów, bardzo wysokich i martwiła się, jak zareagują, kiedy nie będą ciągle takie wysokie. Musiała bardziej przycisnąć Wendy, aby stosowała się do wytycznych, co nie było takie proste, bo Figg miała problem z tym, aby wzbudzać respekt.
- Niby tak, ale Brenna ostatnio straszyła mnie, że w Dolinie nie jest bezpiecznie, nie wybaczyłabym sobie, gdyby Mabel coś się stało. - Może powinna ją faktycznie zamknąć w pokoju na zapleczu cukierni? Szkoda jej jednak było dzieciaka, wolała, aby spędzała lato w towarzystwie jej matki, tyle, że no właśnie, a co jeśli te dziwne stwory, o których mówiła Longbottom pojawią się niedaleko domu Abbottów? Tak źle i tak niedobrze.
Miała świadomość, że zbliżający się czas będzie dla niej bardzo pracowity. Jakby dotychczas nie był... Wakacje sprowadzały do Londynu dzieciaki ze szkół. Na pewno wielu z nich trafi do klubokawiarni. Niby ją to cieszyło, ale też trochę przerażało. Wolała nie myśleć, jak sobie z tym wszystkim poradzi. Powinna powiększyć grono swoich pracowników - zdecydowanie. - Niby lepiej, ale i tak nie narzekam, boję się, że sobie nie poradzimy z takimi tłumami. - Nie miała problemu z tym, aby podzielić się z Erikiem swoimi obawami.
Figg dostrzegła zdziwienie przyjaciela, kiedy zadała mu to istotne pytanie. Wpatrywała się w niego dłuższą chwilę, czekając na odpowiedź. Zupełnie nie spodziewała się, że wybije go nim z rytmu. - Ja się znam na estetyce jak mało kto? - Przeszywała go wzrokiem, bo nie do końca by się to zgadzało z tym, co mówił podczas ich ostatniej kłótni, o której oczywiście nie zapomniała. Wtedy miał inne zdanie na ten temat. No, ale niech mu będzie, to by znaczyło, że dotarło do niego co nieco, czyż nie?
- Mów dalej, rozrzutność i lekkomyślność zupełnie do ciebie nie pasują, czy może dopiero objawiły się cechy prawdziwego, męskiego dziedzica pradawnego rodu czarodziejów? - Longbottom odbiegał od tych czarodziejów, których rodziny znajdowały się w skorowidzu. Nigdy nie wydawał jej się być rozrzutny, wręcz przeciwnie. Figg uważała, że był aż zanadto skromny jak na swój status społeczny. Oczywiście poza tym, że wydawał majątek na Mabel, co nie umknęło jej oczywiście.
- Jestem pierwsza?? - Krzyknęła z entuzjazmem. Cieszyło ją, że Erik wybrał właśnie ją, aby pochwalić się swoim nowym pomysłem. Nie wiedziała, czy to dobrze o niej świadczyło, może potrzebował, aby na pierwszy ogień poszedł ktoś, kto nie będzie go oceniał. Figg raczej reagowała z entuzjazmem na wszystkie jego pomysły w przeciwieństwie do matki, czy Brenny.
- To chodźmy, szkoda czasu! - Dreptała całkiem szybko na tych swoich krótkich nóżkach, bo nie mogła się doczekać, aż Erik jej pokaże, o co chodziło. Trochę się domyślała, przecież wspominał jej o tym, że chce kupić łódkę, nie sądziła jednak, że to zrobi.
Wtedy dotarli do jakiejś łódki, Erik wskoczył na nią jak dzik w maliny. Nora stała oniemiała i na niego patrzyła. Co tu się właściwie działo? Nie czekała długo, juz po chwili przyjaciel wyciągnął rękę w jej stronę, oczywiście, że skorzystała z pomocy. Gdyby nie to, to pewnie potknęłaby się o własne stopy i wylądowała w wodzie. - Pięknie tutaj! - Powiedziała, kiedy znalazła się na pokładzie. - Płyniemy na wycieczkę, wypożyczyłeś ten stateczek? - Nie sądziła, że go kupił.