Uwielbiał się ukrywać. Taki już był. Cenił nie tyle swoją prywatność, ile raczej... Anonimowość. Dobrze czuł się z myślą, że wystarczy kilka machnięć różdżką i szczypta wyobraźni, aby mógł kompletnie zmienić swój wygląd i kroczyć wśród ludzi niezauważony. Bez względu na to, czy przebywał w magicznych dzielnicach Londynu, czy też w plugawym świecie mugoli – szanse na to, że ktokolwiek go rozpozna, były minimalne. Był niczym duch. Nikt go nie zauważał, w gruncie rzeczy był niepodobny do nikogo, tworząc za każdym razem inną personę, ale on... On widział wszystkich.
Tym razem zdecydował się jednak pojawić w towarzystwie, przywdziewając swoją własną twarz. Nawet nie pokusił się o to, aby poprawić wizualnie swoją fryzurę, czy pozbyć się worków pod oczami, które towarzyszyły mu po nieprzespanej nocy. Praca jako nocny spiker wiązała się z tym, że nie zawsze miał czas się wyspać. Jednak widowisko, którego miał być świadkiem, było w stu procentach warte tego, aby odpuścić sobie kilka godzin w objęciach Morfeusza.
Z uwagi na dużą ilość zaproszonych gości, Rabastan postanowił nie brać do środka swojego kruka Edgara. Zamiast tego polecił mu zostać na zewnątrz. Wątpił, aby to ptaszysko wróciło do domu bez swojego pana, a nie chciał ryzykować, że zostanie jeszcze podziobany przed samym wejściem na to... show. Bądź co bądź, miał walczyć j jego kuzyn, a na widowni pewnie będzie pełno przedstawicieli rodu.
Czy wyróżniał się z tłumu? Niezbyt. Postawił na klasyczną czerń – od stóp do głów. Ciemne buty, ciemne spodnie, ciemna koszula. W sumie jedynym elementem jego wyglądu, który kontrastował z tą barwą, była jego blond czupryna i srebrny łańcuszek zwisający z szyi. Po okazaniu zaproszenia Rabastan został przekierowany do odpowiedniej loży.
— Założę się, że żałujesz, że nie ma cię tam z naszą „dzielną czwórką” — odezwał się, bez wcześniejszego przywitania, kiedy przystanął przy młodej ciemnowłosej dziewczynie. — Obserwowanie tego przedstawienia z daleka musi budzić u ciebie zazdrość. Zamiast machać tam różdżką, będziesz siedziała tutaj, — Odebrał od kelnerki dwa kieliszki z szampanem i wręczył jedno szkło swojej znajomej. — Okropny, czyż nie, Bellatriks Lestrange?
Uniósł brwi z rozbawieniem, taksując ją uważnym spojrzeniem. Kiedy już się napatrzył, zwrócił swą uwagę ku arenie. Przez chwilę wydawało mu się, że udało mu się złapać spojrzenie Louvaina, toteż uniósł kieliszek z szampanem w górę, w tej wyjątkowy cichy sposób życząc mu powodzenia w nadchodzącej rozgrywce/. Pytanie tylko, czy został dostrzeżony przez kuzyna.