Współpraca mogłaby być owocna. Obie rodziny w temacie magicznych zwierząt, by na tym zyskały. Czy to w oswajaniu, sprowadzaniu czy polowaniu. Artemis nie tylko polowaniami się zajmowali, ale i badaniem różnych gatunków. Zidentyfikowanych i niezidentyfikowanych. Nie zajmowali się jednak oficjalną sprzedażą, ale po znajomościach coś załatwiali. Nicholas mimo przynależności pomagał, kiedy potrzebne było więcej rąk do pomocy. Ostatnio jego bracia wyjechali, musi ich zastępować.
Yaxley nie miałby nic przeciwko, gdyby Prewett chciał wiedzieć coś więcej na temat ich działalności. Mógłby nawet załatwić mu spotkanie z jego ojcem, aby ten zdradził mu coś więcej. Pytanie jeszcze, co na temat współpracy między rodzinami powie głowa rodu Prewett?
Obaj panowie na przestrzeni lat się zmienili. Ale światło i ciemność jaką emanowali, były wyraźniejsze. Jak daleko zaszli, w celach sobie postawionych? Nicholasowi wystarczyło spojrzeć na Laurenta, aby w nim zobaczyć odbicie Lukrecji. Jakby za dnia był kimś inny, jak i w nocy. Tak. Nicholas był gościem niespodziewanym. Coś nakierowało go, aby tutaj zajrzeć. Myślał o własnym dużym zwierzęciu, ale nie pomyślał, że trzeba umieć je ujeżdżać. Przecież tego można się nauczyć. Nicholas zająknął się w udzieleniu prostej odpowiedzi na dość proste pytanie. Nie lubił okazywać słabości, że czegoś nie umie. Co innego w zaklęciach, eliksirach. A co innego zwyczajne umiejętności wymagające fizycznego ruchu.
Rozmowa z Abraksanem była interesująca. Ostrzegał Laurenta przed Nicholasem. Chłód zimnych oczu nie zmieniał się, nawet patrząc na magicznego konia. Śnieżnego. Idealnego. Zainteresował Nicholasa. Do takiego stopnia, że „muszę go mieć”. Jakby Lucyfer nie mógłby żyć bez Michaela. Brat z bratem. Wyrzucony za bunt do piekła. Tym piekłem nie musiała być lawa i podziemia. To mogło być nawet lodowe królestwo, w którym także trudno przetrwać.
Odpowiedział Yaxley, nie spojrzawszy nawet na Prewetta, ale obserwując Michaela. To że mówił, mógł mieć w sobie wcielenie Archanioła. Być może ta odpowiedź była zaskoczeniem, a może i nie. Ruszyli dalej do samego stada. Magiczne stworzenia bacznie na niego spoglądały. Ostrożnością i dystansem. Jeżeli zaoferowany do pogłaskania abraksan nie stawiał oporu lęku i wycofania się, lub odwrotnie - agresją, Nicholas wyciągnął dłoń aby go pogłaskać od spodu jego pyska. I niestety, młody pamiętał o propozycji przejechania się. Nicholas westchnął.
- Odpuszczę sobie dzisiaj. Jeszcze któryś zechce mnie z chęcią zabić. Stworzenia mają to do siebie, że potrafią wyczuwać i widzieć więcej niż my ludzie. Mną kieruje ciemność. Tobą światło… Lukrecjo.
W tym momencie opuścił dłoń i spojrzał na Laurenta. Tym znanym mu chłodnym spojrzeniem, błyskiem szkła lodowego lustra.
- Pamiętasz bajkę Królowa Śniegu?
Zapytał. Jakby w tym akurat momencie, chciał mu przypomnieć ich pierwsze spotkanie. Niczym Kay patrzył na Gerdę.