Philip bardzo dobrze orientował się w obecnej sytuacji i powiązanych z nią zamieszkach. Los ofiar nie pozostawał mu obojętny. Gdyby tak było to nawet nie starałby się uratować tego człowieka przed stratowaniem, choć to na dobrą sprawę utożsamiać z działaniami podejmowanymi przez wszystkich obecnych tu specjalistów. Wszystkich tych czarodziejów i czarownic, którzy zdawali się doskonale wiedzieć co robią. Posiadali więcej możliwości od niego. Po nim, jako sportowcu, nie należało się spodziewać tego, że będzie w stanie zrobić coś więcej. Poza dobrym wrażeniem i widowiskiem podczas meczów oraz spotkań, oczywiście.
— Zdaję sobie z tego sprawę, jednak przy obecności personelu medycznego Ministerstwa i uzdrowicieli z Munga to powinno przebiegać znacznie sprawniej. — Philip w dalszym ciągu uważał, że to kwestia organizacji swojej pracy w kryzysowej sytuacji, w której wszyscy się znaleźli. Do wyrażania swojego zdania nie potrzebował posiadać magomedycznej.
— Nie zamierza pan go wybudzić? — Zapytał po chwili. Gdyby sam znalazł się w podobnej sytuacji to wolał aby uzdrowiciel wybudził go zamiast podejmować próbę przetransportowania go do szpitala w stanie nieprzytomności. Po dostaniu takim zaklęciem zdecydowanie wolałby wrócić do domu. Nie przepadał za przebywaniem w szpitalu.
— Pomogę. — Odparł jedynie. Przykucnął na ziemi aby chwycić tamtego mężczyznę za nogi i podźwignąć go razem z uzdrowicielem trzymającym nieprzytomnego pod pachami. Wspólnymi siłami ułożyli poszkodowanego na wyczarowanych przez nieznanego mu z imienia uzdrowiciela, który powierzył kolejnego pacjenta innym magomedykom.
— Mam taki zamiar. — Odpowiedział temu mężczyźnie, z zamiarem oddalenia się w stronę należącej do siebie kamienicy. Nie zamierzał zatrzymywać tego uzdrowiciela zatrzymywać dłużej, niż to konieczne. Nim jednak zdołał zrobić choć jeden krok, z tłumu wynurzył się lekko zataczający, pozostający pod wpływem alkoholu mężczyzna. Z trudem stojąc, trzymał butelkę w dłoni i wykrzykiwał nieprzychylne konserwatywnym czarodziejom czystej krwi hasła. Philip postanowił go zignorować, uznając, że nie będzie odpowiadać na zaczepki pijanego charłaka. Nie szukał przecież guza.
Charłak prosił się o kłopoty, których w końcu się doczekał. Nadbiegło ku niemu dwóch mężczyzn, z którymi wdał się w ostrą słowną przepychankę. Przeradzała się ona w zaciekłą bójkę z wykorzystaniem własnych pięści i butelki alkoholu, rozbitej na głowie jednego przeciwników. Co gorsza, do niej dołączały kolejne osoby, zdolne już używać magii. Nieznacznie opanowane zamieszki przybierały na nowo na sile.
Nie był w stanie rozdzielić wszystkich zaangażowanych w ten konflikt i nawet nie planował tego zrobić. Zamierzał dotrzeć za to do domu. Czuł się znacznie pewniej z różdżką w dłoni, którą wzniósł w dobrym momencie. W jego kierunku pomknęło zaklęcie paraliżujące, które przełamało wzniesioną przez niego tarczę. Przechylił się do tyłu, upadając na chodnik. Pozostawał jednak przytomny.