Jeśli ktokolwiek sądził, że Philip podniósł rzuconą mu przez Lestrange'a rękawicę z innych powodów, niż czysto egoistycznych, to pozostawał w wielkim błędzie. Jedynym, który to wszystko rozdmuchał, był jego oponent. Za wszystkie doniesienia medialne odpowiadał wyłącznie Louvain, jak przystało na organizatora tego widowiska. On do tego ręki nie przyłożył. Dużo to mówiło o jego stosunku do całej sprawy.
Jeśli przyjdzie mu napisać te przeprosiny dla Loretty, które zostaną zamieszczone na pierwszej stronie Proroka Codziennego, to było oczywiste, że nie będą one płynąć prosto z jego serca, tylko będą napisane w myśl zasady "papier wszystko przyjmie". Nie zmieniało to faktu, że powinien porozmawiać z tą kobietą w cztery oczy, bez krążącego wokół niczym wściekły pies jej brata bliźniaka. Potrzeba rozmowy z byłą kochanką wiązała ze wszystkimi następstwami przełamanego już rytuału, które znacząco wpłynęły na jego życie, dając mu całkiem nową perspektywę.
— Już bardziej nie mogę być gotów. — Zapewnił swojego sekundanta z promiennym uśmiechem, uwydatniającym lekkie dołeczki w jego policzkach. Wyczekiwał tego momentu od dnia, w którym został wyzwany na ten pojedynek. Poruszanie się w podobnym towarzystwie, to, że mieli ze sobą całkiem sporo wspólnego, jak i sama popularność, przyczynią się do tego, że po tym pojedynku zaproponuje Erikowi wypad do tętniącego nocnym życiem magicznego Londynu. Philip należał do grona tych osób, które nie zapominają o udzielonych mu przysługach.
— To słuszna rada, Eriku. Nie zamierzam go lekceważyć. — Słowa Erika wystarczyły do tego aby sam spoważniał, bardzo doceniając tę radę odnośnie swojego przeciwnika. — Przez to, że jest tutaj, żeby bronić imienia swojej siostry, podejrzewam, że może posunąć się znacznie dalej i złamać obowiązujące podczas tego pojedynku reguły. Po nim spodziewałbym się próby napaści w jakimś zaułku. — Przemawiały przez niego wszystkie uprzedzenia, silna niechęć, jednak zdążył się wyznać na tym czarodzieju. Podczas Beltane Louvain próbował go pobić i wcale nie zdziwiłby się, gdyby spróbował go napaść po raz kolejny. Tak nie bez znaczenia było to, że Erik pracował w Departamencie Przestrzegania Prawa. Nie uszło to jego uwadze, że on wskazał ruchem głowy na kolejnych gości.
— I tak zostało to bardziej rozdmuchane, niż być powinno. Wybuchu takiego sporu lepiej uniknąć. Jeśli na czymś się znam to na robieniu widowisk. Nie wyjdą rozczarowani. Tylko nie zgniłe pomidory... wolałbym już dostać tłuczkiem. — Wyraził swoje zdanie odnośnie zapowiedzi dotyczących tego widowiska. Sam na nim widziałby wyłącznie osoby posiadające imienne zaproszenia. Czarodzieje i czarownice zasiadający w loży honorowej powinni zachowywać się przyzwoicie, jednak na teren hali wpuszczano również innych ludzi. Nie był w stanie przewidzieć tego, jak zareagują jego fani albo osoby mu nieprzychylne. Ze swojej strony stanie na wysokości zadania. Liczył, że szczęście będzie mu sprzyjać. Ostatnie o czym marzył to zostanie trafionym zgniłym pomidorem.