Norce przyszło bardzo szybko stracić swoją beztroską. Została matką ledwie ukończyła Hogwart. Nie zgasła jednak, wręcz przeciwnie. Przyjęła tę lekcję od losu z pokorą. Dostosowała się do tego, czego chciało dla niej przeznaczenie. Mimo, że musiała porzucić przez to swoje marzenia o stażu we Francji, który był na wyciągnięcie ręki. Pojawiły się inne priorytety. Nie poddawała się jednak, nadal doskonaliła swoje umiejętności, może w taki sposób, jaki chciała, ale się nie poddawała. Była zawzięta, nie miała czasu na odpoczynek, jednak nadal brnęła przed siebie, bo wiedziała, że kiedyś osiągnie to, na czym tak jej zależało. Przyniosło to efekty, bo w końcu, po tych kilku latach udało jej się otworzyć swoją własną cukiernię na Pokątnej, mało kto jednak wie, ile wyrzeczeń kosztowało to pannę Figg. Nigdy o tym nie wspomina, nie lubi robić z siebie cierpiętnicy. Zresztą, gdyby tak ciągle marudziła, to pewnie nikt nie chciałby z nią przebywać.
- Wsadzisz w nie ciastko? - Pierwszy sposób, który pannie Figg przychodził na myśl, chociaż zrozumiała, że nie o to mu chodziło. Starała się trzymać dystans, odpowiedni. Nie mogła sobie pozwolić na to, aby ktokolwiek się zbytnio do niej zbliżył. Ważne dla niej było to, żeby trzymać relacje na poziomie przyjaźni. Bała się tego, co mogłoby się wydarzyć, gdyby opuściła gardę. W tym wszystkim nie chodziło tylko o nią, a również o Mabel, która była jej największym skarbem. Nie chciała, żeby przywiązywała się ona do kogokolwiek, bo Nora Figg nie wierzyła w to, że znajdzie się ktoś, kto zechce być z nią na dłużej. Czuła, że jest w pewien sposób wybrakowana. Nie była atrakcyjnym obiektem do romantycznego zainteresowania. Przyzwyczaiła się do tej myśli i w pewien sposób pogodziła się nawet z tym, że przyjdzie jej przeżyć w ten sposób życie.
- Ponoć właśnie prawdziwych przyjaciół poznaje się po tym, że mogą ze sobą milczeć. - Odpowiedziała z uśmiechem. Słowa nie zawsze były potrzebne, czasem dobrze było sobie razem posiedzieć w ciszy, jednak nie był to odpowiedni dzień. Nie po to się tutaj spotkali, szczególnie, że dawno się nie widzieli. Szkoda było marnować czas na tkwienie w ciszy.
Nie widział i pewnie nie zobaczy. Za bardzo zależało jej na tym, żeby nie pozwolić sobie na przekroczenie granic w nawiązywaniu relacji z mężczyznami. Gdy Norka sobie coś zakładała, to robiła wszystko, aby właśnie tak było. Trzymała się tego od ośmiu lat i raczej nic tego nie zmieni. Chyba, że znalazłby się wyjątkowo uparty śmiałek, który nie wystraszyłby się jej odmów, ale to zapewne trwałoby wiele czasu.
Ogromny uśmiech pojawił się na jej twarzy po raz kolejny. Komplementy związane z jej wypiekami były tymi, które najbardziej łechtały jej ego. Wiele lat doskonaliła swoje umiejętności, aby dojść do perfekcji. Mało kto był jej w tym dorównać. - Lata praktyki, lata nieprzespanych nocy i inne takie. - Odparła z zadowoleniem. Naprawdę wiele poświęciła, żeby osiągnąć sukces. Co najważniejsze, nie była w tym zupełnie skromna, można by nawet uznać, że jest za bardzo pewna siebie, tyle, że Figg uważała, że akurat w tej dziedzinie może zadzierać nosa.
W przeciwieństwie do Laurenta Norka zamówiła kawę z mlekiem. Pijała zazwyczaj mleko z kawą, ale tutaj nie będzie prosiła o taką profanację. Wiedziała, że różne mogłyby być reakcje na jej upodobania.
- To prawda. Spotkanie minie, ale kwiaty będą o nim przypominać, dopóki nie zwiędną. - Później wszystko wróci do normalności, znowu nie spotkają się przez długi czas, aby kiedyś sobie o sobie przypomnieć.