20.09.2023, 21:26 ✶
Atreus stał nieopodal Louvaina i obserwował powoli wypełniającą się widownię, ale przede wszystkim wianuszek fanów, który otaczał Lestrange. Czuł odrobinę zazdrości, bo przecież przyjaciel przewyższał go popularnością i to w sposób znaczący, ale z drugiej strony miał wrażenie, że gdyby znalazł się aż na jego poziomie, przez większość czasu czułby się zwyczajnie zmęczony.
Wsunął dłonie do kieszeni spodni, kiedy zauważył, że mężczyzna wreszcie odrywa się od otaczającej go grupki i odwraca się w jego stronę. Sam też wykonał parę kroków, szybko znajdując się obok niego, z szelmowskim uśmiechem przyczepionym do ust.
- Jak zwykle, fenomenalnie - wyciągnął jedną dłoń z kieszeni i poklepał go po ramieniu, żeby się już tak nie martwił. Kusiło go trochę, żeby sobie pożartować, że może skręcił nadgarstek, albo nawet oba, ale sobie już darował, mając wrażenie że nawet jeśli Louvain sprawia wrażenie rozluźnionego, to gdzieś tam w środku gryzie go trema.
- Nawet lepiej - uśmiechnął się nieco szerzej. - Bo teraz, możemy porzucać parę zaklęć dla lepszego efektu. No i teraz to ty jesteś kapitanem - podążył spojrzeniem w bok, podobnie do niego szukając Erika i Philipa. Przez moment przyglądał im się, patrząc jak też o czymś rozmawiają, aż w końcu przeniósł wzrok na publikę, aż trafił na kręcącego się gdzieś wśród ludzi Laurenta w towarzystwie Victorii. Podniósł rękę nad głowę, chcąc zwrócić uwagę Prewetta, bo ten wyglądał, jakby ewidentnie kogoś szukał. Równie dobrze mógł to być albo sam Bulstrode, albo Lestrange.
- A ty jak tam? Zrobiłeś już sobie rozgrzewkę? - rzucił jeszcze do Louvaina, spoglądając kątem oka na niego i na jego szatę. Sam Atreus był ubrany w ciemny garnitur, który w odpowiednim świetle przybierał kolor głębokiego błękitu, a na który narzucona była wierzchnia szata, krojem przypominająca te, które nosiły Srebrne Różdżki.
Wsunął dłonie do kieszeni spodni, kiedy zauważył, że mężczyzna wreszcie odrywa się od otaczającej go grupki i odwraca się w jego stronę. Sam też wykonał parę kroków, szybko znajdując się obok niego, z szelmowskim uśmiechem przyczepionym do ust.
- Jak zwykle, fenomenalnie - wyciągnął jedną dłoń z kieszeni i poklepał go po ramieniu, żeby się już tak nie martwił. Kusiło go trochę, żeby sobie pożartować, że może skręcił nadgarstek, albo nawet oba, ale sobie już darował, mając wrażenie że nawet jeśli Louvain sprawia wrażenie rozluźnionego, to gdzieś tam w środku gryzie go trema.
- Nawet lepiej - uśmiechnął się nieco szerzej. - Bo teraz, możemy porzucać parę zaklęć dla lepszego efektu. No i teraz to ty jesteś kapitanem - podążył spojrzeniem w bok, podobnie do niego szukając Erika i Philipa. Przez moment przyglądał im się, patrząc jak też o czymś rozmawiają, aż w końcu przeniósł wzrok na publikę, aż trafił na kręcącego się gdzieś wśród ludzi Laurenta w towarzystwie Victorii. Podniósł rękę nad głowę, chcąc zwrócić uwagę Prewetta, bo ten wyglądał, jakby ewidentnie kogoś szukał. Równie dobrze mógł to być albo sam Bulstrode, albo Lestrange.
- A ty jak tam? Zrobiłeś już sobie rozgrzewkę? - rzucił jeszcze do Louvaina, spoglądając kątem oka na niego i na jego szatę. Sam Atreus był ubrany w ciemny garnitur, który w odpowiednim świetle przybierał kolor głębokiego błękitu, a na który narzucona była wierzchnia szata, krojem przypominająca te, które nosiły Srebrne Różdżki.