Nicholas uchodził za osobę tajemniczą. Był i jest jak chodząca zagadka. Nigdy nie wiadomo co może powiedzieć, jak zareagować, jakiego czynu wykonać. Jakie podejmie działania, co czuje i co okazuje. Okazywać może jedynie obojętność, neutralność, nie chcąc pokazywać jawnie swoich emocji. Na przestrzeni lat doświadczeń, nauczył się znacznie lepiej ukrywać. Jego rozmówcy dość często, nie wiedzą czego się spodziewać. Przywdziewanie masek stało się już nie tylko techniką, zakładania ich w widocznych barwach, ale i mentalnie. Dla każdego mógł być kimś innym. Także dla Laurenta.
Yaxley w swoich słowach nie żartował. Darzył szacunkiem każde magiczne stworzenie. Były inteligentne na swój sposób. Wyczuwały więcej niż oni sami. Również było to widać w rumaka imieniem Michael. Nicholas przyznał mu rację, co ogier najwyraźniej docenił.
Zapewnienie Laurenta było pocieszające, że żadne tutejsze stworzenie nie skrzywdzi Nicholasa. Żadne też nie oddaliło się i ten jeden przyprowadzony przez Prewetta, pozwolił na dotknięcie. Przyjemnie było czuć to silne ciało i skórę pod swoimi palcami. Bardzo prawdopodobne, że gdyby Nicholas dosiadł takiego ogiera i ten z nim ruszy, mógłby nie utrzymać się, tracąc na tym równowagę, upadając na ziemię. Dyplomatycznie Yaxley próbował się wykręcić z tej oferty. Nie znali się zbyt dobrze, aby mógł okazywać swoje słabości i brak w czymś umiejętności.
Wysłuchał Laurenta odnośnie jego wiedzy o stworzeniach magicznych, zgadzając się z jego słowami. Choć Nicholas widział to też inaczej. Może to ze względu na jego pracę w Komnacie Śmierci i posiadaniu styczności z duszami poprzez nekromancję?
Nicholas postanowił spróbować, zagadać w jego języku, jakby chciał mu przypomnieć ich spotkanie. Bowiem widział, że młody Laurent nie od razu skojarzył go, choćby po głosie, posturze i znanym mu spojrzeniu głębokiej zimy. Trzeba przyznać, że pomogło. Dał mu czas, aby teraz on poukładał swoje puzzle. Pamiętał. Uśmiechnął się. Rozbawiła go nawet sytuacja. Ale nie na długo. Te cechy szybko zniknęły, przepuszczając na pierwszy rząd strach i obawę. Atmosfera wokół nagle się zmieniła. Nicholas rozejrzał się po abraksanach, na końcu znów na Laurenta, który się cofnął.
Wyjaśnił Nicholas. Mimo iż brzmiał poważnie, to jednak rzekł prawdę. Zapewne zrodziły się pytania, dlaczego tutaj jest? To przecież też nie przypadek. A może jednak?
- Prawdą jest, że chciałem zobaczyć abraksany. Ale nie miałem pojęcia, że spotkam Ciebie. Miałem wrażenie, że twoje słowa zabrzmiały na mnie jak klątwa.
Dodał dla wyjaśnienia. Czekając na jakąkolwiek reakcję Laurenta.