To tak... nie powinno być. Nie powinno wyglądać. Laurent nie był głupi, wiedział, że wszyscy wielcy tego świata mieli chwile słabości, nawet kiedy ich nie okazywali. Mieli chwile, w których wszystko ich przytłaczało, albo nagle spadało za dużo problemów na głowę. Ktoś coś powiedział, ktoś coś zrobił. Potrzeba odreagowania była jak potrzeba zachłyśnięcia się powietrzem, kiedy za długo coś przetrzymywało cię pod wodą. A może to był ktoś..? Atreus nie potrafił oddychać. Albo nie potrafił latać - już nie wiem, wszystko było rozmyte, mieszało się. Jak ten zapach alkoholu i krwi - jeden misz masz, do którego jeden z nich był przyzwyczajony, a drugiemu przyśpieszyło odrobinę serce. Jak kogoś nauczyć, jak sobie radzić z tymi emocjami? Przecież to pierdolona hipokryzja. Przecież sam sobie z nimi nie radzisz. A jednak mówiłbyś mądre słowa, że przecież trzeba, że ktoś na pewno może mu pomóc, że jeśli chce być samodzielny to niech sam tej pomocy szuka - jeśli nie u ludzi, to w książkach! Niech czerpie wiedzę od mądrych głów, które więcej przeżyły i więcej widziały, a nie takie gówniarze, jak oni - ledwo odstawili mleko matki spod nosa i wydawało im się, że mogliby zatrząść całym światem. Czy uderzanie pięściami w ścianę naprawdę pomagało? To było to, co sprawiało, że czuł się czysty? Nie, bo nie chodziło przecież o sam ich upust, nie tak do końca. Nie w tym wypadku. Tutaj ten problem leżał gdzieś głębiej i tkwił jak drzazga w umyśle Szalenie przystojnego mężczyzny, za którym niejedna panienka już szalała i szaleć na pewno będą dalej. Bo przecież - łobuz kocha najbardziej, czy nie tak? Ano... tak. Tutaj też miało to zostać dosadnie pokazane. Że przecież wystarczy kilka uderzeń, a miłość? Och, jak to w bajkaaach..! Przezwycięży wszystko.
Tak, pewnie nie powinien był tego mówić. Widząc, jak ten świat się rozpada i jak sypie się nawet na jego dłonie. Widząc samotną, zniszczoną sylwetkę człowieka, który chciał tak samo walczyć o to życie, jak ty sam walczyć chciałeś. Różniło was tak wiele... tak dużo, że tak jak zazwyczaj nie miałeś problemów z rozczytywaniem ludzi - jego zrozumieć nie mogłeś aż nazbyt często. Atreus nie był puzzlami, gdzie wystarczy podopasowywać fragmenty. On był jakimś węzłem gordyjskim, który ciągle się mocniej plątał i mieszał. Pewnie dlatego, że samego siebie nie rozumiał. Że nie chciał spoglądać na siebie jak na słabego, dlatego wolał spoglądać tylko na tę wersję siebie, którą lubił. Tamtą? Wypychał, zostawiał. Kosz na śmieci - to godne dla niej miejsce. Niech zgnije, a jeśli dotknie go szczęście to ulegnie rozkładowi i już nigdy więcej jej nie zobaczy. Tylko że trup taki, jakiego miał Atreus, nie był tym, który grzecznie leżał pod dywanem. I oplatał go tymi śmierdzącymi ramionami raz po raz, tylko czekając, aż się potknie. Czy taka była właśnie prawda? Tylko się domyślałeś, tylko podejrzewałeś. Bo taki był Atreus - niewiele chciał mówić.
Teraz za to chciał coś pokazać czynem.
Zatrzymał oddech, kiedy nagle kuzyn znalazł się przy nim, szarpnął nim jak lalką, przygniótł do ściany. Złapał go odruchowo za nadgarstki, ale... co to było za złapanie..! Laurent był drobnej budowy. Był chudy, niezdrowo chudy, słaby. Bardziej podobny do kobiety pod tym względem niż mężczyzny, nawet jeśli nie prezentował sobą androgenicznej budowy. Otworzył szerzej oczy, patrząc w zdziwieniu na Atreusa. Ba - w szoku. To był pierwszy moment szoku, kiedy Atreus pokazał twarz, jakiej nie widział nigdy. Albo nie, może nawet widział..? Nie taką samą, ale podobną, kiedy potrafił złapać jakiegoś gnoja, żeby go... co? Zabić..? Bo to słowo wydawało się wręcz tańczyć na krańcu języka. Laurent próbował go odsunąć, ale to było jak przepychanie się z... ze ścianą. Więc po
bardzo krótkiej chwili, w przypływie świadomości tego, przestał nawet próbować.
- Na pewno robisz, co możesz? - Powiedzieć, że Laurent nie czuł strachu byłoby kłamstwem. Bał się. Widział, w jakim kuzyn jest stanie i bał się... głównie tego, że potem będzie miał wyrzuty sumienia za to, co zrobił. I nie wiedział, czy to polepszy sytuacje, czy uda mu się do niego dotrzeć? Naprawdę chciał. Tylko, kurwa mać... jak często chcę to było za mało? Kurewsko za mało... - Odpowiedzialność i samodzielność w życiu to dzielenie się wyzwaniami i problemami z tymi, którzy mogą ci pomóc. Atreusie, ty się rozpadasz! Rozsypujesz się na moich oczach! Daj sobie czas, minął dopiero miesiąc!