21.09.2023, 01:28 ✶
W pewien sposób może byli swoimi odbiciami. Kiedy Atreus patrzył na Laurenta, widział teraz wszystko to, co sam odrzucał, ale przecież w samym Prewettcie mu to nie przeszkadzało, dlaczego więc tak bardzo wzbraniał się przed tym, żeby być chociaż odrobinę taki jak on? Nie wiedział i nawet jeśli bardzo by próbował, w tym stanie było możliwości, by nakreślił w głowie jakąkolwiek sensowną odpowiedź. Nie kiedy raz po raz zalewała go fala gniewu. Kiedy z każdym kolejnym słowem Laurenta wzmagała się i podtapiała go jakaś niewidzialna otchłań, która ciągnęła go w dół. I nawet gdy tak bardzo starał się pozostać na powierzchni, nie był w stanie. Zwyczajnie tonął i w tym akurat momencie, nie było dla niego ratunku, bo nie było chyba niczego gorszego, niż mierzenie się z prawdą w takim stanie. Prawdą, która wypływała z każdym kolejnym słowem Prewetta.
Był tak boleśnie szczery i jedyne czego pragnął Bulstrode, to żeby kuzyn się wreszcie zamknął. Żeby skulił się w sobie całkowicie i przestał próbować walczyć. Ba, Atreus już wolałby, żeby Laurent uderzał w niego pięściami, nawet jeśli nieporadnie, to zniósłby to z większą godnością niż nieznośną paplaninę, jakiej się oddawał.
- Zamknij się, zamknij się wreszcie - powiedział cicho, pochylając głowę do przodu i na moment opierając czoło o własne ręce, wciąż sztywno zaciśnięte na jego ubraniu. Słowa cięły niczym nóż, wcześniej zaledwie przyłożony do gardła i w pewnym momencie Atreus miał już zwyczajnie dość. Wcześniej może i rozsypywał się na oczach kuzyna, ale teraz coś się zmieniło. Został przepchnięty za jakąś niewidzialną granicę, gdzie nie było już nic. Wrócił do punktu wyjścia, znowu się oddalając, niknąc gdzieś, jakby znowu wciągnęło go samo limbo. Cofnął prawą dłoń, zaciskając ją w pięść i robiąc krótki zapach, wystarczający by cios nabrał rozpędu i trafił w twarz Laurenta.
Puścił go drugą dłonią, kiedy tylko cios sięgnął celu, pozwalając mu albo dalej stać, albo poddać się sile uderzenia. Cokolwiek stało się z Prewettem, kiedy spojrzał na kuzyna, mógł zobaczyć jak ten oddycha głęboko, stojąc dokładnie w tym samym miejscu i patrząc na niego nieobecnym spojrzeniem. Dłonie, nawet jeśli zwieszone wzdłuż ciała, zaciśnięte miał w pięści, w które palce wbijały się mocno, a knykcie bielały.
Był tak boleśnie szczery i jedyne czego pragnął Bulstrode, to żeby kuzyn się wreszcie zamknął. Żeby skulił się w sobie całkowicie i przestał próbować walczyć. Ba, Atreus już wolałby, żeby Laurent uderzał w niego pięściami, nawet jeśli nieporadnie, to zniósłby to z większą godnością niż nieznośną paplaninę, jakiej się oddawał.
- Zamknij się, zamknij się wreszcie - powiedział cicho, pochylając głowę do przodu i na moment opierając czoło o własne ręce, wciąż sztywno zaciśnięte na jego ubraniu. Słowa cięły niczym nóż, wcześniej zaledwie przyłożony do gardła i w pewnym momencie Atreus miał już zwyczajnie dość. Wcześniej może i rozsypywał się na oczach kuzyna, ale teraz coś się zmieniło. Został przepchnięty za jakąś niewidzialną granicę, gdzie nie było już nic. Wrócił do punktu wyjścia, znowu się oddalając, niknąc gdzieś, jakby znowu wciągnęło go samo limbo. Cofnął prawą dłoń, zaciskając ją w pięść i robiąc krótki zapach, wystarczający by cios nabrał rozpędu i trafił w twarz Laurenta.
Puścił go drugą dłonią, kiedy tylko cios sięgnął celu, pozwalając mu albo dalej stać, albo poddać się sile uderzenia. Cokolwiek stało się z Prewettem, kiedy spojrzał na kuzyna, mógł zobaczyć jak ten oddycha głęboko, stojąc dokładnie w tym samym miejscu i patrząc na niego nieobecnym spojrzeniem. Dłonie, nawet jeśli zwieszone wzdłuż ciała, zaciśnięte miał w pięści, w które palce wbijały się mocno, a knykcie bielały.