21.09.2023, 02:55 ✶
Nie uważał, żeby był tej pomocy wart. Albo inaczej - nie uważał, że potrzebował by ktoś nad nim litował. Te dwa pojęcia, pomoc i litość mieszały mu się w głowie od czasu do czasu, niepotrzebnie utrudniając mu tylko życie.
Przez dłuższą chwilę trwali tak, złapani za dłonie, kiedy Laurent wypłakiwał te swoje łzy za nich obu, a Bulstrode zwyczajnie patrzył na niego, jak powoli spływają po policzkach, raz po raz je naznaczający. Byłoby w tym coś oczyszczającego, gdyby nie fakt, że czuł się tak bardzo otumaniony własnym wybuchem. Nie był nawet w stanie zrobić cokolwiek innego jak tylko go obserwować, kiedy cofał wreszcie swoje drżące dłonie i sięgał po chusteczkę, żeby chociaż odrobinę oczyścić twarz.
Zesztywniał na moment, kiedy kuzyn odezwał się do niego ponownie, wodząc za nim spojrzeniem, kiedy podniósł się z ziemi i na moment zachwiał. Drgnął tylko, ale ręce nie wyciągnęły się w geście, który miałby go uchronić przed ewentualnym upadkiem, zbyt wystraszone, że znowu zrobią krzywdę.
Nie miał za co przepraszać, a mimo tego Atreus nie wyprowadził go z błędu, nie odzywając się już nawet pół słowem. Poczekał aż Laurent wyszedł, aż znowu znalazł się w kominku i aż usłyszał trzask płomieni, które zabrałyby go z domu Bulstrode'ów. Dopiero wtedy podniósł się wreszcie, a i to po jakimś czasie trwania w tej mało wygodnej pozycji, a pierwszą rzeczą po którą sięgnął była butelka, wciąż stojąca na stole.
Przywołał skrzata, każąc mu posprzątać ten cały bałagan, samemu wolnym krokiem kierując się w stronę schodów prowadzących na piętro, a potem korytarzem do swojego pokoju, co jakiś czas pociągając duże łyki z zabranej butelki.
Przez dłuższą chwilę trwali tak, złapani za dłonie, kiedy Laurent wypłakiwał te swoje łzy za nich obu, a Bulstrode zwyczajnie patrzył na niego, jak powoli spływają po policzkach, raz po raz je naznaczający. Byłoby w tym coś oczyszczającego, gdyby nie fakt, że czuł się tak bardzo otumaniony własnym wybuchem. Nie był nawet w stanie zrobić cokolwiek innego jak tylko go obserwować, kiedy cofał wreszcie swoje drżące dłonie i sięgał po chusteczkę, żeby chociaż odrobinę oczyścić twarz.
Zesztywniał na moment, kiedy kuzyn odezwał się do niego ponownie, wodząc za nim spojrzeniem, kiedy podniósł się z ziemi i na moment zachwiał. Drgnął tylko, ale ręce nie wyciągnęły się w geście, który miałby go uchronić przed ewentualnym upadkiem, zbyt wystraszone, że znowu zrobią krzywdę.
Nie miał za co przepraszać, a mimo tego Atreus nie wyprowadził go z błędu, nie odzywając się już nawet pół słowem. Poczekał aż Laurent wyszedł, aż znowu znalazł się w kominku i aż usłyszał trzask płomieni, które zabrałyby go z domu Bulstrode'ów. Dopiero wtedy podniósł się wreszcie, a i to po jakimś czasie trwania w tej mało wygodnej pozycji, a pierwszą rzeczą po którą sięgnął była butelka, wciąż stojąca na stole.
Przywołał skrzata, każąc mu posprzątać ten cały bałagan, samemu wolnym krokiem kierując się w stronę schodów prowadzących na piętro, a potem korytarzem do swojego pokoju, co jakiś czas pociągając duże łyki z zabranej butelki.
Koniec sesji