21.09.2023, 10:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.09.2023, 11:52 przez Brenna Longbottom.)
To nie jest rozmowa, Neville, bo rozmowa polega na tym, że dwoje ludzi mówi, co ma do powiedzenia, i sluchają się nawzajem, miała ochotę odpowiedzieć i przez moment poczuła irracjonalną chęć walnięcia mu pięścią prosto w nos. Nie dlatego, jak mówił do niej, ale z powodu tonu, jakim wyrażał się o córce. Maddie miała dziewięć lat, na litość boską. Nudziła się na statku, gdzie wszelkie rozrywki przeznaczano dla bogaczy. Brenna zdusiła jednak w sobie ten impuls, bo przecież porządne kobiety nie robią takich rzeczy i prawdopodobnie tylko połamałaby sobie palce.
W milczeniu przyjmowała kolejne zarzuty, niezdolna się im przeciwstawić. Ale każde następne zdanie sprawiało tylko, że chciała uciekać coraz bardziej i bardziej, najlepiej już, teraz, natychmiast, a postanowienie, by spróbować, chwiało się w posadach. Co z tego, że Danielle zazdrościła jej troskliwego męża? Heinzel tak naprawdę bardziej dbał o żonę i córkę, nawet jeśli nikt go specjalnie nie lubił. Mimo to nic nie powiedziała, jak zwykle w ciszy wysłuchując wszystkiego, co miał do powiedzenia, póki nie ruszyli do wyjścia z kajuty i nie położył dłoni na jej ramieniu.
Ten chłód nią wstrząsnął na tyle, że odruchowo cofnęła rękę, czego nigdy nie odważyła się dotąd zrobić. Chociaż przecież nie powinien, zawsze miał zimne dłonie, prawda? Jakby wyrwano z niego całe ciepło. Neville nigdy tego nie miał w sobie ani grama, nawet jeśli przed ślubem uważał inaczej.
- Jeśli poszukam jej sama, zwrócę mniejszą uwagę - powiedziała, nie chcąc sobie nawet wyobrażać, w jaki sposób spojrzałby na Maddie, gdyby dziewczynka faktycznie siedziała w kotłowni. Wolała znaleźć ją sama I potem wmówić mu, że była gdzieś indziej. Chociaż... córkę może przynajmniej by dostrzegł, bo na własną żonę patrzeć nie chciał.
Zadarła głowę, spoglądając na mrugającą żarówkę.
- Czyżby mieli problemy z prądem? - mruknęła, chyba bardziej do siebie niż do niego ale nie poświęciła temu więcej uwagi. Musiała znaleźć kogoś z obsługi i spytać, czy widzieli Maddie.
W milczeniu przyjmowała kolejne zarzuty, niezdolna się im przeciwstawić. Ale każde następne zdanie sprawiało tylko, że chciała uciekać coraz bardziej i bardziej, najlepiej już, teraz, natychmiast, a postanowienie, by spróbować, chwiało się w posadach. Co z tego, że Danielle zazdrościła jej troskliwego męża? Heinzel tak naprawdę bardziej dbał o żonę i córkę, nawet jeśli nikt go specjalnie nie lubił. Mimo to nic nie powiedziała, jak zwykle w ciszy wysłuchując wszystkiego, co miał do powiedzenia, póki nie ruszyli do wyjścia z kajuty i nie położył dłoni na jej ramieniu.
Ten chłód nią wstrząsnął na tyle, że odruchowo cofnęła rękę, czego nigdy nie odważyła się dotąd zrobić. Chociaż przecież nie powinien, zawsze miał zimne dłonie, prawda? Jakby wyrwano z niego całe ciepło. Neville nigdy tego nie miał w sobie ani grama, nawet jeśli przed ślubem uważał inaczej.
- Jeśli poszukam jej sama, zwrócę mniejszą uwagę - powiedziała, nie chcąc sobie nawet wyobrażać, w jaki sposób spojrzałby na Maddie, gdyby dziewczynka faktycznie siedziała w kotłowni. Wolała znaleźć ją sama I potem wmówić mu, że była gdzieś indziej. Chociaż... córkę może przynajmniej by dostrzegł, bo na własną żonę patrzeć nie chciał.
Zadarła głowę, spoglądając na mrugającą żarówkę.
- Czyżby mieli problemy z prądem? - mruknęła, chyba bardziej do siebie niż do niego ale nie poświęciła temu więcej uwagi. Musiała znaleźć kogoś z obsługi i spytać, czy widzieli Maddie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.