Drogi Atreusie,
czasem mam wrażenie, że najprostsze słowa są najtrudniejsze do przelania na papier czy wypowiedzenia. Siedząc przy tym pergaminie nie wiem, co mógłbym napisać. Chciałbym ci przekazać wiele rzeczy, ale nawet nie wiem, od czego zacząć. Może więc zacznę od najbardziej oczywistej rzeczy: przebaczam Ci. Czasami, tak między nami, mam wrażenie, że to głupota, ale nie potrafię się na Ciebie gniewać. Jest mi tylko tak... dogłębnie przykro. Przepraszam, że moje słowa poniosły mnie w tej rozmowie tak daleko, naprawdę nie chciałem Cię skrzywdzić. Nigdy nie będę chciał.
Trudy codzienności, z jaką się spotykamy, nie jest codziennością albumu fotograficznego - nie możesz przeskoczyć paru strony, żeby zobaczyć dokładnie to, co chcesz widzieć. Świat, Ty, ja, ludzie wokół Ciebie - wszystko potrzebuje czasu. Czasem krótszego, a czasem dłuższego. Nie oczekuję od Ciebie gotowości i Ty również nie powinieneś jej od siebie oczekiwać. Nie martw się również tym, że na razie poszukiwania dotyczące Zimnych nie przyniosły wielkich efektów. Może tego nie dostrzegasz, ale one efekty przynoszą - malutkie, kawałek po kawałku. Czasem badania nowych klątw, nowej magii, trwają lata. Inne nawet setki. W przeciągu miesiąca naprawdę wiele udało się dowiedzieć. Nie chcę cię zdemotywować. Chcę tylko pokazać, że to malutkie kroczki prowadzą do celu, nie wielkie skoki, by od razu znaleźć się na mecie.
Pewnie tego nie zauważyłeś, ale od dziecka Ci zazdrościłem. Tobie i osobom, z którymi się zadawałeś. Ja tego w sobie nie mam. I chociaż się starałem nigdy tego nie będę miał. Byłem chłopcem do popychania i pewnie już nim zostanę, dopóki śmierć mnie nie zabierze. Czasem wydaje mi się, że to przez moją głupotę. Ale na co dzień po prostu myślę, że jestem zwyczajnie żałosny. Niewystarczająco dobry do wszystkiego. Tak bardzo chciałem być taki jak Ty i wielu innych chłopców. Mieć siłę, charakter, być podziwiany i adorowany. Chciałem się nie bać. Nie wiem, czy wiesz, jakie to jest upokarzające, kiedy nie możesz niczego zrobić, kiedy ktoś inny łapie Cię za włosy i przeciąga po podłodze jak szmatę. Potrafisz sobie to wyobrazić? Czasem mam wrażenie, że urodziłem się dla żartu i że żartem jestem. Odpuściłem. Bo jeśli goniłbym za tym, kim być nie mogę, to nie stałbym się tylko bardziej nieszczęśliwy? Bo tak by było. Ten podziw jednak, jakim Cię obdarzyłem, nie maleje dlatego, że masz gorszy dzień, tydzień... miesiąc.
Nie będę na Ciebie naciskał. Ostatnie, czego pragnę, to Twojej krzywdy. I bardzo żałuję, że uczyniłem Ci wczoraj taką krzywdę. Tak bardzo mi przykro i tak bardzo Cię przepraszam...