Był zmęczony. Słońce tak przyjemnie padało na twarz, kiedy w końcu wyłonili się z gęstej linii drzew. Jednak się zatrzymał, kiedy odezwał się Patrick. Albo raczej - Michael się zatrzymał, kiedy Laurent delikatnie poruszył grzywą na jego szyi, dając sygnał do stopu. Rozchylił ciężkie powieki, a ich rozchylenie pozwoliło zobaczyć już niemal letnie, zachwycające niebo. Czysty błękit, do którego chciało się wyciągnąć dłoń by przesunąć po nim opuszkami palców i przekonać się, czy jest tak samo gładkie jak satyna. Nie od razu opuścił spojrzenie na osoby znajdujące się teraz w dole. Siłą rzeczy, skoro siedział na grzbiecie wielkiego rumaka.
To, co kobieta powiedziała, miało sens. Bardzo wiele sensu. Wnosiło pewne poprawki do jego własnych przemyśleń i nakierunkowały go na to, co sam podejrzewał.
- Bezpośrednio w Kniei - nie. Natomiast od Beltane tereny przy Kniei zaczęły być dziwnie martwe. - Chodziło mu o to, że nawet wtedy, kiedy byli na Beltane, to cała aura otoczenia, mimo że nie było widm, ta dziwna cisza, brak ptaków, brak zwierząt kicających po drzewach, wszystko to jakby rozstąpiło się przed obecnością tych paskudztw. - Śmierciotula. - Wyszedł naprzeciw opowieści Brenny. - Skontaktuję się z Departamentem do Spraw Magicznych Istot. - To jest - w sprawie tych całych Widm, bo a nóż widelec jednak nie jest to taki nowy gatunek? - Pisałem w tej sprawie do różnych ekspertów Magicznych Stworzeń, aczkolwiek bezskutecznie. Teraz zaczynam sądzić, że błędnie szukałem. Należy raczej zaczerpnąć wiedzę u ekspertów do spraw duchów. - Choć za to również odpowiadał wspomniany Departament, dlatego też do ich szefuńcia napisać zamierzał. - Jesteś pewna, że z martwego... na martwej osobie również mogą się pożywić? - Prawie mu włoski stanęły na karku. - Byłbym bardzo wdzięczny i zobowiązany, gdybym mógł liczyć na raporty spotkań z tymi istotami zarówno od waszej strony, innych aurorów jak i pobocznych świadków. Niekoniecznie dla mnie - dla szefa Departamentu. - Uściślił tutaj od razu. Bo tak naprawdę każda drobna, potwierdzona notka mogła zmienić wiele. - Ustalenie, jak wielkim zagrożeniem są te stworzenia i czy należy się ich... pozbyć wymaga bardzo, bardzo wielu potwierdzeń o ich stopniu zagrożenia. A o ile jestem wyznawcą, że każde istnienie zasługuje na życie, to życie ludzi zawsze jest priorytetem. Stąd moja prośba. - Wyjaśnił. W końcu niekoniecznie musieli wiedzieć, jak wygląda cały proces dokumentacji i wszelkich innych pierdół akurat wśród magicznych stworzeń. Jeśli zaś o widma chodzi to, cóż, ciężko pertraktować zaś z czymś, co odczuwa tylko głód. - Nie mam nic do dodania. Trzeba brać poprawkę na to, że te stworzenia mogą zacząć być bardziej agresywne i wychodzić z Kniei, kiedy przypadkowi ludzie przestaną być dla nich pożywieniem. Chciałbym też sprawdzić, czy żywią się na zwierzętach. - To znaczy - poszukać raczej czy są jakieś szczątki. Dobrze wiedzieć, że Patronus skutecznie je odpędza. - Postaram się was informować, jeśli czegoś się dowiem, co mogłoby wam pomóc. - Przyobiecał. W końcu aurorom przyda się chyba każda informacja związana z zachowaniem tych stworów, a w jego kompetencjach nie było kontaktowanie się z Harper, tylko Lazarusem. - Mam szczerą nadzieję - z wzajemnością.