Zaśmiał się perliście na to ciastko i spojrzał zauroczony na kobietę. Nie zamierzał brnąć tam, gdzie sobie tego nie życzyła, tworzyć presji czy nacisku. Ani nie zamierzał jej wyrywać z tego stanu, w jakim była z prostego powodu - nie był kimś, kto dałby jej to, czego szukała. Czego potrzebował. Dla chyba każdej kobiety nie był dla tego odpowiedni, bo nie szukał z nimi na stałe związku. Przynajmniej nie tego miłosnego. Znalezienie idealnego partnera dla Nory powinno być czyjąś misją dla kogoś. Koniecznie przy wzięciu poprawki, że ideały nie istnieją. Ktoś, kto mógłby ją wesprzeć i przywrócić tę wiarę w siebie. Kto byłby po prostu dobry i czuły. Te wymagania wcale nie były takie wygórowane - wydawałoby się. W dzisiejszym świecie jednak były jak margines społeczeństwa, deficyt, na jaki cierpiał ten świat. Tak, to musiałby być też ktoś, kto miałby nie tylko wystarczająco cierpliwości, żeby podejmować niemalże walkę z jej uporem, o którym nawet Laurent nie miał pojęcia, ale i też ktoś, kto miałby odpowiednie podejście, bo czasem upór nie wystarczy. Kiedy nie pojawiała się ta magiczna nić porozumienia, jakby coś klikało, to nawet najlepszy artysta z tego niczego nie ukręci. Pomijając tych, którzy byli po prostu sprytni, cwani, albo wystarczająco dobrymi aktorami, żeby udawać idealnie dopasowaną połówkę. A kiedy dostali, czego chcieli, to mówili "nara". Jeden, co tak zrobił, wystarczająco już wpłynął na psychikę tej kobiety.
- Słyszałem to powiedzenie. - I było bardzo ładne. Zresztą - prawdziwe. - To bardzo prosta suma komfortu, poczucia akceptacji, więc i bezpieczeństwa. - Przynajmniej on tak to widział, więc nie widział powodów, żeby w tym momencie zachować to dla siebie. To, że nadal między ludźmi były niedopowiedzenia nie oznaczało, że to poczucie ostoi miało nie istnieć. Czasami wręcz przeciwnie - niektóre rzeczy wypowiedziane właśnie pewien komfort niszczyły. Nawet nie dlatego, że druga osoba mogła cię nie zaakceptować, źle zrozumieć, czy coś w tym stylu. Dlatego, że ty samego siebie mogłeś w towarzystwie tej osoby nie akceptować po wypowiedzeniu tego, co miało być tajemnicą. - Przebywając w swoim towarzystwie wiecie, że nie musicie podtrzymywać sztucznie konwersacji, możecie się zająć swoimi myślami czy zajęciami. To jest swoboda. Wzajemna tolerancja. - Mógłby w zasadzie całkiem szeroko o tym opowiadać, jeszcze bardziej rozwlec swoje słowa. Kiedyś ktoś mu powiedział, że potrafiłby kogoś przekonać do tego, że biała serwetka przed nim leżąca jest czerwona. Nie rozumiał wtedy. Dzisiaj już wiedział, co ta osoba miała na myśli.
- Gdyby kwiaty były wieczne, tak jak chwile, nie byłyby tak pięknie. I nie potrafilibyśmy ich tak doceniać. - Laurent był zachwycony ulotnością. Uważał, że to, co najbardziej ulotne, było najpiękniejsze. Ponieważ zachwycało na jedno mocne uderzenia serca, było jak strzała przecinające ciało. - Ale... chciałem ci o czymś opowiedzieć, jak tajemniczo zaznaczyłem w liście. - Skinął kelnerowi, który przyniósł im kawy. Na pewno spojrzałby zdziwiony na Norę, gdyby ta powiedziała, że chce MLEKO z kawą, nie na odwrót, Laurent na pewno też przez moment byłby skonfundowany. Jednak nasz klient, nasz pan, a tolerancja Laurenta była czasami za duża na wiele rzeczy. - Słyszałaś może o tym, co się dzieje obecnie w Kniei Godryka? - Zagaił. - Żyją tam niebezpieczne istoty, dlatego Ministerstwo wydało zakaz zbliżania się do lasu. Istoty, na które skutecznie działa biała magia. Biała magia, która jest u nas zakazana nawet dla aurorów. Co o tym sądzisz, droga Noro? - Był przede wszystkim ciekaw jej stanowiska.