21.09.2023, 18:45 ✶
Po raz kolejny zęby złapały jedynie powietrze, co wywołało bliżej nieokreśloną frustrację.
Winny, śpiewała krew w żyłach, winny! Nie można tego tak zostawić, bo jeszcze zechce wrócić, ponownie dokonać zbrodni. Odruchowo pognała za nim - ale... rozpłynął się w ciemności.
Nie było kogo gonić.
Zawróciła zatem, pędząc tak, jakby miała skrzydła. Trąciła krótko pyskiem Brennę, zanim wróciła do swojej postaci - w tej ludzkiej miała znacznie więcej możliwości niż tej futrzastej.
Nie zdążyła nic powiedzieć.
Nie jestem sama.
Jakkolwiek by to nie brzmiało...
... już nie widziała Brenny, tylko sufit swojego pokoju. Potrzebowała kilku sekund na zrozumienie, gdzie jest, żeby zaraz potem poderwać się i wypaść na korytarz, nawet nie kłopocząc się zakładaniem kapci czy też narzucaniem na siebie jakiegokolwiek dodatkowego okrycia. Męska koszula, służąca za piżamę, musiała w pełni wystarczyć.
Nie potrzebowała wiele czasu, żeby wpaść do pokoju siostry - zwłaszcza że dosłownie mieszkały naprzeciwko siebie.
Pusto.
- Brenna?! - zawołała zaniepokojona, podniesionym głosem. Ale pokój nie przestawał być pusty i... zaraz.
- Panienko Mavelle? - usłyszała głos skrzatki. Bones odwróciła się gwałtownie w jej stronę, unosząc odruchowo różdżkę - ale chwila, to naprawdę tylko skrzatka, nie było powodu, żeby jej krzywdzić - Śniła panienka o Brennie?
- Skąd... - zaczęła, ale Malwa najwyraźniej uznała to za potwierdzenie, bowiem kontynuowała:
- Panienka Brenna kazała przekazać, że nic jej nie jest. I że zabiorą ją do lekarza.
Bones zamrugała kilka razy, tępo wpatrując się w skrzatkę. A następnie, bez słowa, wypadła z pokoju niczym burza.
Winny, śpiewała krew w żyłach, winny! Nie można tego tak zostawić, bo jeszcze zechce wrócić, ponownie dokonać zbrodni. Odruchowo pognała za nim - ale... rozpłynął się w ciemności.
Nie było kogo gonić.
Zawróciła zatem, pędząc tak, jakby miała skrzydła. Trąciła krótko pyskiem Brennę, zanim wróciła do swojej postaci - w tej ludzkiej miała znacznie więcej możliwości niż tej futrzastej.
Nie zdążyła nic powiedzieć.
Nie jestem sama.
Jakkolwiek by to nie brzmiało...
... już nie widziała Brenny, tylko sufit swojego pokoju. Potrzebowała kilku sekund na zrozumienie, gdzie jest, żeby zaraz potem poderwać się i wypaść na korytarz, nawet nie kłopocząc się zakładaniem kapci czy też narzucaniem na siebie jakiegokolwiek dodatkowego okrycia. Męska koszula, służąca za piżamę, musiała w pełni wystarczyć.
Nie potrzebowała wiele czasu, żeby wpaść do pokoju siostry - zwłaszcza że dosłownie mieszkały naprzeciwko siebie.
Pusto.
- Brenna?! - zawołała zaniepokojona, podniesionym głosem. Ale pokój nie przestawał być pusty i... zaraz.
- Panienko Mavelle? - usłyszała głos skrzatki. Bones odwróciła się gwałtownie w jej stronę, unosząc odruchowo różdżkę - ale chwila, to naprawdę tylko skrzatka, nie było powodu, żeby jej krzywdzić - Śniła panienka o Brennie?
- Skąd... - zaczęła, ale Malwa najwyraźniej uznała to za potwierdzenie, bowiem kontynuowała:
- Panienka Brenna kazała przekazać, że nic jej nie jest. I że zabiorą ją do lekarza.
Bones zamrugała kilka razy, tępo wpatrując się w skrzatkę. A następnie, bez słowa, wypadła z pokoju niczym burza.
Koniec sesji