09.11.2022, 10:48 ✶
Nim Brenna ruszyła na scenę, na słowa Cedrica odnośnie pierścionka - nie mogąc się powstrzymać - z westchnieniem poklepała go po głowie.
Czasem zapominała, że był już cały dorosły i tak dalej.
- Płaci się później, skarbie. I w razie potrzeby pożyczę ci pięćdziesiąt galeonów.
Jak trzeba, to i na wieczne nieoddanie. Czego się nie robi dla przyjaciół. Chociaż na pewno przychodziło jej to łatwiej dzięki temu, że mieszkając w rodzinnym domu i rzadko kupując nawet jedzenie, całą pensję miała dla siebie...
Brenna tak naprawdę była dość typową dziewczyną z dobrego domu: niczym nie wyróżniającą się na tle innych. Nie była nawet szczególnie charyzmatyczna, robiła zaledwie za tło wydarzenia - to jej brat był tym, który przyciągał spojrzenia i nawet zamaskowała uśmiech, unosząc do ust kieliszek, gdy wzniósł toast (zamoczyła zaledwie wargi: nie mogła się upić tego wieczora), wywołany świadomością tego, jak wiele oczu kieruje się ku niemu.
Nawet teraz, stojąc na scenie sama, gdy on się wycofał, tak naprawdę... odgrywała preludium do czasu, aż znowu wejdzie główny aktor. Ach, finał licytacji.
Nie mogła się doczekać aż zobaczy jego minę.
Atreus miał rację, że się spieszył - Brenna faktycznie nie zamierzała przemawiać długo, nie tylko dlatego, że nie uważała się w przeciwieństwie do brata za dobrego mówcę. Przede wszystkim doskonale wiedziała, że goście przyszli tutaj nie słuchać jej, a napić się, zjeść coś dobrego, zatańczyć i sprawdzić, czy nie zainteresuje ich jakiś fant. Nie słuchać tego, co miała do powiedzenia.
- Podpisanie dokumentów, dotyczące wylicytowanych przedmiotów oraz ich odbiór lub dostarczenie przez nas będzie możliwy albo teraz, albo po balu, w dogodnym terminie - poinformowała jeszcze tylko. Ktoś mógł w końcu chcieć zabrać coś od razu, ale Brenna też nie chciała zmuszać nikogo do załatwiania papierkowej roboty podczas zabawy ani dźwigania czegoś z powrotem na plecach. Po samej licytacji wręczała więc jedynie poświadczenia zdobycia danego przedmiotu.
Erika zostawiła chwilowo w spokoju. Biedny Longbottom mógł równie dobrze przyłączyć się do niej, jeśli nie dostał tam zawału (jeszcze), jak i ruszyć zabawiać gości (Elliota, znaczy się).
- Naszą licytację rozpoczniemy od obrazu autorstwa niezwykle utalentowanej Loretty Lestrange, podarowanego przez samą artystkę. Wierzę, że jej nazwisko nie może być wam obce. Obecnie został wyeksponowany na sali, abyście mogli się mu przyjrzeć. Cena wywoławcza wynosi trzydzieści pięć galeonów - zapowiedziała Brenna, dłonią wskazując na jeden z dwóch obrazów, zawieszonych w pobliżu listy darczyńców. Loretta była w społeczeństwie czarodziejów sławna, posiadała własną galerię, a jej prace cieszyły się dużym wzięciem.
Duży obraz przedstawiał ludzkie głowy, z których ku niebu wyrastały szalenie różne, barwne kwiaty, główkami odchylone w kierunku bezkresnego, acz skażonego masywem chmur błękitu. Dobór kolorów i kreska wyraźnie pokazywały kunszt artystki.
Tymczasem dwie osoby już wynosiły z sąsiedniego pomieszczenia manekiny, na których ustawiono suknie: jedną, ciemną jak noc i drugą, zmieniającą barwę na przestrzeni materiały, przepięknie zdobioną.
- Suknie, podarowane przez pannę Seraphinę Prewett, bez wątpienia jedną z czarodziejek o najlepszym wyczuciu mody w Anglii - kontynuowała Brenna z uśmiechem. - Suknia numer jeden, ozdobiona piórami abraxanów z prywatnej hodowli Prewettów, czterdzieści galeonów. Suknia numer dwa, prosto z paryskich salonów, wykonana z jedwabiu. Trzydzieści pięć galeonów.
Kolejny przedmiot pojawił się kierowany różdżką gospodyni - w pięknie zdobionym, szczelnym pudełku, które otworzyło się wraz z ruchem dłoni Brenny. W środku znajdowała się ozdoba do włosów, kunsztownej roboty, imitująca roślinny wzór.
- Wykonana z różowego złota, diamencików oraz pereł ozdoba do włosów, podarowana przez rodzinę Potterów, słynącą z wielkiej o te włosy dbałości. Dzieło nieżyjącego już jubilera z rodu Filtwicków, którego zakład jubilerski spłonął w roku 1945, bezpowrotnie zaprzepaszczając tajemnice jego rzemiosła. Cena wywoławcza czterdzieści pięć galeonów.
Tak, Brenna albo jej matka prawdopodobnie wierciły dziurę w brzuchu tamtejszej stronie rodziny aż ofiarowano im coś ładnego. Może dla świętego sposobu, może dla reklamy, wszak rodowy majątek zdobyto właśnie na szamponach. Biorąc pod uwagę jej rozmowę z Seraphiną o ozdobach do włosów, unikalnych rzeczach i tym, że postara się o coś, co ją zainteresuje - istniała spora szansa, że o znalezienie się tego przedmiotu na licytacji zadbała Brenna.
/Zasady licytacji:
1. Puszczam w poście po parę przedmiotów, by każdy miał szansę czymś się zainteresować, a nie trwało to wieki. Drobna zmiana kolejności wobec zapowiedzi, ale będą wszystkie rzeczy, które wymieniałam!
W kolejnej turze pojawią się: zegar, wejściówka do kasyna, złota, duża brosza w kształcie serca z zakładu, gdzie pracuje Viorica i być - może - pierścionek.
2. Jeśli coś chcecie zalicytować: podajcie nazwę przedmiotu, sumę, jaką oferujecie i podkreślcie tę akcję w poście. Zaznaczcie też, czy będą o przedmiot walczyć. Jeśli wam zależy, a nie wiecie, czy dacie radę licytować dalej w kolejnej turze - odezwijcie się na priv z info, jak bardzo w skali od 1 do 6 będą licytować. Nie musicie podawać kwot, do jakich będziecie licytować, nie wnikajmy w kasę aż tak
3. W razie dużego zainteresowania jednym itemem, będę omawiać sytuację z graczami (biorąc pod uwagę upór postaci, jej możliwości finansowane, możliwość dorzucenia czegoś do puli, by postać dostała coś podobnego)
4. W przypadku, gdy nikt nie wyrazi chęci licytacji - przyjmuję, że albo npc, albo ktoś z rodziny Longbottom wylicytuje za cenę wywoławczą
5. Co do cen, strzelam na podstawie tego, że podglądowo, w HP była mowa, że 1 galeon to około 5 funtów czyli ok. 25 zeta. Do tego dochodzi fakt, że w 70 latach była wyższa wartość pieniądza. Dość drogie różdżki to 7 - 10 galeonów. Nie wnikajmy za bardzo, czy dobrze dałam te wywoławcze, błagam, na wypadek, gdyby Beza potem miała plany co do siły nabywczej na przyszłość
)
Czasem zapominała, że był już cały dorosły i tak dalej.
- Płaci się później, skarbie. I w razie potrzeby pożyczę ci pięćdziesiąt galeonów.
Jak trzeba, to i na wieczne nieoddanie. Czego się nie robi dla przyjaciół. Chociaż na pewno przychodziło jej to łatwiej dzięki temu, że mieszkając w rodzinnym domu i rzadko kupując nawet jedzenie, całą pensję miała dla siebie...
Brenna tak naprawdę była dość typową dziewczyną z dobrego domu: niczym nie wyróżniającą się na tle innych. Nie była nawet szczególnie charyzmatyczna, robiła zaledwie za tło wydarzenia - to jej brat był tym, który przyciągał spojrzenia i nawet zamaskowała uśmiech, unosząc do ust kieliszek, gdy wzniósł toast (zamoczyła zaledwie wargi: nie mogła się upić tego wieczora), wywołany świadomością tego, jak wiele oczu kieruje się ku niemu.
Nawet teraz, stojąc na scenie sama, gdy on się wycofał, tak naprawdę... odgrywała preludium do czasu, aż znowu wejdzie główny aktor. Ach, finał licytacji.
Nie mogła się doczekać aż zobaczy jego minę.
Atreus miał rację, że się spieszył - Brenna faktycznie nie zamierzała przemawiać długo, nie tylko dlatego, że nie uważała się w przeciwieństwie do brata za dobrego mówcę. Przede wszystkim doskonale wiedziała, że goście przyszli tutaj nie słuchać jej, a napić się, zjeść coś dobrego, zatańczyć i sprawdzić, czy nie zainteresuje ich jakiś fant. Nie słuchać tego, co miała do powiedzenia.
Start licytacji
- Podpisanie dokumentów, dotyczące wylicytowanych przedmiotów oraz ich odbiór lub dostarczenie przez nas będzie możliwy albo teraz, albo po balu, w dogodnym terminie - poinformowała jeszcze tylko. Ktoś mógł w końcu chcieć zabrać coś od razu, ale Brenna też nie chciała zmuszać nikogo do załatwiania papierkowej roboty podczas zabawy ani dźwigania czegoś z powrotem na plecach. Po samej licytacji wręczała więc jedynie poświadczenia zdobycia danego przedmiotu.
Erika zostawiła chwilowo w spokoju. Biedny Longbottom mógł równie dobrze przyłączyć się do niej, jeśli nie dostał tam zawału (jeszcze), jak i ruszyć zabawiać gości (Elliota, znaczy się).
- Naszą licytację rozpoczniemy od obrazu autorstwa niezwykle utalentowanej Loretty Lestrange, podarowanego przez samą artystkę. Wierzę, że jej nazwisko nie może być wam obce. Obecnie został wyeksponowany na sali, abyście mogli się mu przyjrzeć. Cena wywoławcza wynosi trzydzieści pięć galeonów - zapowiedziała Brenna, dłonią wskazując na jeden z dwóch obrazów, zawieszonych w pobliżu listy darczyńców. Loretta była w społeczeństwie czarodziejów sławna, posiadała własną galerię, a jej prace cieszyły się dużym wzięciem.
Duży obraz przedstawiał ludzkie głowy, z których ku niebu wyrastały szalenie różne, barwne kwiaty, główkami odchylone w kierunku bezkresnego, acz skażonego masywem chmur błękitu. Dobór kolorów i kreska wyraźnie pokazywały kunszt artystki.
Tymczasem dwie osoby już wynosiły z sąsiedniego pomieszczenia manekiny, na których ustawiono suknie: jedną, ciemną jak noc i drugą, zmieniającą barwę na przestrzeni materiały, przepięknie zdobioną.
- Suknie, podarowane przez pannę Seraphinę Prewett, bez wątpienia jedną z czarodziejek o najlepszym wyczuciu mody w Anglii - kontynuowała Brenna z uśmiechem. - Suknia numer jeden, ozdobiona piórami abraxanów z prywatnej hodowli Prewettów, czterdzieści galeonów. Suknia numer dwa, prosto z paryskich salonów, wykonana z jedwabiu. Trzydzieści pięć galeonów.
Kolejny przedmiot pojawił się kierowany różdżką gospodyni - w pięknie zdobionym, szczelnym pudełku, które otworzyło się wraz z ruchem dłoni Brenny. W środku znajdowała się ozdoba do włosów, kunsztownej roboty, imitująca roślinny wzór.
- Wykonana z różowego złota, diamencików oraz pereł ozdoba do włosów, podarowana przez rodzinę Potterów, słynącą z wielkiej o te włosy dbałości. Dzieło nieżyjącego już jubilera z rodu Filtwicków, którego zakład jubilerski spłonął w roku 1945, bezpowrotnie zaprzepaszczając tajemnice jego rzemiosła. Cena wywoławcza czterdzieści pięć galeonów.
Tak, Brenna albo jej matka prawdopodobnie wierciły dziurę w brzuchu tamtejszej stronie rodziny aż ofiarowano im coś ładnego. Może dla świętego sposobu, może dla reklamy, wszak rodowy majątek zdobyto właśnie na szamponach. Biorąc pod uwagę jej rozmowę z Seraphiną o ozdobach do włosów, unikalnych rzeczach i tym, że postara się o coś, co ją zainteresuje - istniała spora szansa, że o znalezienie się tego przedmiotu na licytacji zadbała Brenna.
/Zasady licytacji:
1. Puszczam w poście po parę przedmiotów, by każdy miał szansę czymś się zainteresować, a nie trwało to wieki. Drobna zmiana kolejności wobec zapowiedzi, ale będą wszystkie rzeczy, które wymieniałam!
W kolejnej turze pojawią się: zegar, wejściówka do kasyna, złota, duża brosza w kształcie serca z zakładu, gdzie pracuje Viorica i być - może - pierścionek.
2. Jeśli coś chcecie zalicytować: podajcie nazwę przedmiotu, sumę, jaką oferujecie i podkreślcie tę akcję w poście. Zaznaczcie też, czy będą o przedmiot walczyć. Jeśli wam zależy, a nie wiecie, czy dacie radę licytować dalej w kolejnej turze - odezwijcie się na priv z info, jak bardzo w skali od 1 do 6 będą licytować. Nie musicie podawać kwot, do jakich będziecie licytować, nie wnikajmy w kasę aż tak
3. W razie dużego zainteresowania jednym itemem, będę omawiać sytuację z graczami (biorąc pod uwagę upór postaci, jej możliwości finansowane, możliwość dorzucenia czegoś do puli, by postać dostała coś podobnego)
4. W przypadku, gdy nikt nie wyrazi chęci licytacji - przyjmuję, że albo npc, albo ktoś z rodziny Longbottom wylicytuje za cenę wywoławczą
5. Co do cen, strzelam na podstawie tego, że podglądowo, w HP była mowa, że 1 galeon to około 5 funtów czyli ok. 25 zeta. Do tego dochodzi fakt, że w 70 latach była wyższa wartość pieniądza. Dość drogie różdżki to 7 - 10 galeonów. Nie wnikajmy za bardzo, czy dobrze dałam te wywoławcze, błagam, na wypadek, gdyby Beza potem miała plany co do siły nabywczej na przyszłość
)Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.