09.11.2022, 11:14 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.11.2022, 20:58 przez Brenna Longbottom.)
Być może niesłusznie lekceważyła Thomas. Każdy czarodziej, nawet najsłabszy, mógł być niebezpieczny, gdy doprowadzono go do ostateczności. A jednak nie wydawało się, aby groźba Annie ją poruszyła. Może tylko dobrze udawała, nie chcąc pokazać przed dziewczyną wahania, które mogłoby sprawić, że i ona zacznie się wahać nad posłuchaniem. Uniosła jedynie własną różdżkę odrobinę wyżej, w razie potrzeby gotowa rzucić protego.
Okazało się jednak, że prawdopodobnie nie będzie to konieczne.
- Nie muszą wiedzieć, że rzucimy zaklęcia, a jeżeli nie będziesz chciała tam zostać dłużej, znajdę ci potem inną kryjówkę. Kiedy dostanę na to więcej niż pięć minut - oświadczyła Brenna, również sięgając do zdjęć, by ściągnąć ze ściany podobiznę kota, który istniał już tylko na tej fotografii i kobiety, u boku której stała Annie. - Lepiej, żeby nie znali jej twarzy - wyjaśniła, podając zdjęcia Thomas. Niech je spakuje wraz z rzeczami, niech zabiera, co zechce, byle szybko: a jeśli jakieś tu zostaną, to powinna zniknąć postać Jo.
Nie kłamała. Była gotowa wykombinować inną kryjówkę. Ostatecznie, jeśli nie byłoby innego wyjścia, zabrałaby ją nawet do siebie, choć wolała tego uniknąć: Annie nie wydawała się kimś, kto odnajdzie się w domu pełnym ludzi powiązanych z Zakonem Feniksa. Nie wspominając o tym, że trzeba by zbyt wiele rzeczy przed nią kryć: o domownikach i o tym, co robili.
- Pójdę z tobą spakować rzeczy - powiedziała jeszcze, spoglądając na Stewarda, czy nie zaprotestuje. Nie chciała ani pozwolić, by Annie poszła sama - po pierwsze, śmierciożercy mogli wedrzeć się gdzieś od tyłu, po drugie, po prostu nie wiedziała, czy dziewczyna umie rzucać "pakuj", a się im spieszyło. Nie mogła jednak też pogodzić się z myślą, że Mavelle zostanie sama na zewnątrz, a żadne z nich w razie czego nie będzie mogło dotrzeć do niej dostatecznie szybko. Logicznym zdawało się więc, aby jedno towarzyszyło Thomas, a drugie pilnowało wejścia i czekało na ewentualny sygnał od Bones...
Jeżeli nie usłyszała protestu, a Annie nie zmieniła zdania, ruszyła za nią. Hogwarcki kufer, torba, cokolwiek, parę zaklęć i powinni być gotowi do drogi. Nie mówiła wiele, dość nietypowo dla siebie, całkowicie skupiona na pośpiesznym zagarnięciu rzeczy, co rusz nasłuchując odgłosów zamieszania...
Oby nie zbyt późno.
Okazało się jednak, że prawdopodobnie nie będzie to konieczne.
- Nie muszą wiedzieć, że rzucimy zaklęcia, a jeżeli nie będziesz chciała tam zostać dłużej, znajdę ci potem inną kryjówkę. Kiedy dostanę na to więcej niż pięć minut - oświadczyła Brenna, również sięgając do zdjęć, by ściągnąć ze ściany podobiznę kota, który istniał już tylko na tej fotografii i kobiety, u boku której stała Annie. - Lepiej, żeby nie znali jej twarzy - wyjaśniła, podając zdjęcia Thomas. Niech je spakuje wraz z rzeczami, niech zabiera, co zechce, byle szybko: a jeśli jakieś tu zostaną, to powinna zniknąć postać Jo.
Nie kłamała. Była gotowa wykombinować inną kryjówkę. Ostatecznie, jeśli nie byłoby innego wyjścia, zabrałaby ją nawet do siebie, choć wolała tego uniknąć: Annie nie wydawała się kimś, kto odnajdzie się w domu pełnym ludzi powiązanych z Zakonem Feniksa. Nie wspominając o tym, że trzeba by zbyt wiele rzeczy przed nią kryć: o domownikach i o tym, co robili.
- Pójdę z tobą spakować rzeczy - powiedziała jeszcze, spoglądając na Stewarda, czy nie zaprotestuje. Nie chciała ani pozwolić, by Annie poszła sama - po pierwsze, śmierciożercy mogli wedrzeć się gdzieś od tyłu, po drugie, po prostu nie wiedziała, czy dziewczyna umie rzucać "pakuj", a się im spieszyło. Nie mogła jednak też pogodzić się z myślą, że Mavelle zostanie sama na zewnątrz, a żadne z nich w razie czego nie będzie mogło dotrzeć do niej dostatecznie szybko. Logicznym zdawało się więc, aby jedno towarzyszyło Thomas, a drugie pilnowało wejścia i czekało na ewentualny sygnał od Bones...
Jeżeli nie usłyszała protestu, a Annie nie zmieniła zdania, ruszyła za nią. Hogwarcki kufer, torba, cokolwiek, parę zaklęć i powinni być gotowi do drogi. Nie mówiła wiele, dość nietypowo dla siebie, całkowicie skupiona na pośpiesznym zagarnięciu rzeczy, co rusz nasłuchując odgłosów zamieszania...
Oby nie zbyt późno.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.