Dźwięki, które docierały z wnętrza statku nie wróżyły nic dobrego. Można było podejrzewać, że jeszcze chwila, a on rozsypie się w drobny mak, drzazgi. Musieli się pospieszyć.
Na pokładzie brakowało kilku ciał. Podejrzewała, że może Brenna, jej kuzynka i ten trzeci auror poszli dalej, może tak jak oni przebudzili się ze snu i zaczęli szukać rozwiązania. Nie mieli jednak czasu na to, żeby ich znaleźć. Powinni sami zacząć działać, jeśli chcieli wyjść stąd cało i zdrowo.
Nadal czuła się nieco dziwnie. Chwilę wcześniej przecież była Geraldine Price - praczką, a teraz wróciła do swojego ciała. Pierwszy raz spotkała się z czymś takim, bo w tym śnie ona dosłownie była tamtą kobietą. Przejęła jej wspomnienia i marzenia, nie miała pojęcia jak do tego doszło. To musiał być jakiś wyjątkowy rytuał? Magia jak widać nadal potrafiła ją zaskoczyć.
- Ja je czuję, one są wszędzie. - Wolała ostrzec swoich towarzyszy. Po plecach przeszedł jej dreszcz, bo było ich tylko troje, a musieli sobie z tym wszystkim poradzić. Nie miała pojęcia jakim cudem to zrobią, pozostawało jej wierzyć w to, że Brenna i reszta zaczęli likwidować te potwory. To zwiększało ich szanse na przeżycie.
Ostrożnie wspinała się po schodach, były śliske, a wolałaby się z nich nie sturlać, bo to tylko mogłoby utrudnić eksplorację tego miejsca.
Wylądowali w miejscu, które musiało być restauracją. Rozejrzała się dokładnie po pomieszczeniu i dostrzegła sylwetkę przy jednym ze stolików. Geraldine Yaxley nie czekała, ruszyła w stronę tej osoby. Może im coś podpowie? Potrzebowali jakiś wskazówek, dobrze też by było, gdyby wiedzieli z czym przyjdzie im walczyć. Mocno trzymała różdżkę w dłoni, gotowa do ataku, gdyby pojawiła się taka potrzeba.