22.09.2023, 18:47 ✶
Ponury nastrój Heather, widoczny jak na dłoni, sprawiał tylko, że Brenna jeszcze bardziej nie chciała pokazać dziewczynie tych emocji, które kłębiły się gdzieś w jej duszy. Gniewu, żalu, żałoby, przytłoczenia wszystkim, co działo się ostatnio – Beltane i wszystkiego, co ze sobą niosło, widm, statku, rozmowy w Strażnicy – i rozpaczliwej nadziei, że może.
Może jednak.
Może Catherine ciągle żyła.
Dlatego, chociaż może nie plotła jak zwykle i nie uśmiechała się szeroko, bo okoliczności temu nie sprzyjały, wyraz twarzy miała bardzo spokojny, a mówiła rzeczowym tonem i głos ani razu jej nie zadrżał.
- Bardzo bym chciała go znaleźć, Heath, ale to nie takie proste - powiedziała. Tak naprawdę nie mogli niczego udowodnić, bo nawet nie dało się stwierdzić na sto procent, że zdrajca był zaangażowany jakoś w rozprawę i ochronę Catherine. Zdaniem Brenny było to jasne, ale "przecież każdy to wie", nie stanowiło dowodu przez Wizengamotem. Poza tym... inni będą kryć kolegę. Zwolennicy Voldemorta mieli to do siebie, że zwykle byli albo wpływowymi ludźmi czystej krwi, którzy tych wpływów nie chcieli tracić i pozwolić światu się zmienić, albo zubożałymi, mało utalentowanymi czarodziejami, którzy z kolei chcieli ugrać coś dla siebie. Przynajmniej część spośród tych pierwszych pracowała w Ministerstwie.
I nie tylko będą chronić siebie nawzajem. Także ktoś, kto nie miał niczego wspólnego z Voldemortem, mógł stanąć po stronie takiego. Dla zysku, z niewiary w zbrodnię, z lojalności wobec krewnego... i tak dalej.
Gdyby ot tak dało się ich aresztować, Borginowie, o których wiedzieli, że ścigają Crawleyów, już byliby martwi.
- Ale o zdrajcach w departamencie, o tym, na kogo powinnaś uważać i jak reagować, pogadamy później - dodała jeszcze, bardzo cicho, bo zbliżały się do celu. - Tak, jest w domu, on, Mav i Dora, w razie czego od razu to przejmą.
Tyle że to była ta optymistyczna wersja. Zakładająca, że faktycznie Barlow żyła, że Wood wypatrzy coś ciekawego albo że Brenna coś zobaczy. Tymczasem Catherine mogła być martwa albo porwana. Widmowidzenie było kapryśne i nie istniała gwarancja, że zobaczy cokolwiek - nie mówiąc już o zobaczeniu czegoś faktycznie przydatnego.
Pokonały ostatnie kilka metrów, po pokrytej rosą trawie, zbliżając się ku drzwiom, wyważonym zaklęciem.
- Longbottom i Wood, na prośbę Biura! - zawołała Brenna już z daleka, żeby przypadkiem z miejsca nie dostać oszałamiaczem za wpychanie się gdzieś, gdzie nie trzeba.
Może jednak.
Może Catherine ciągle żyła.
Dlatego, chociaż może nie plotła jak zwykle i nie uśmiechała się szeroko, bo okoliczności temu nie sprzyjały, wyraz twarzy miała bardzo spokojny, a mówiła rzeczowym tonem i głos ani razu jej nie zadrżał.
- Bardzo bym chciała go znaleźć, Heath, ale to nie takie proste - powiedziała. Tak naprawdę nie mogli niczego udowodnić, bo nawet nie dało się stwierdzić na sto procent, że zdrajca był zaangażowany jakoś w rozprawę i ochronę Catherine. Zdaniem Brenny było to jasne, ale "przecież każdy to wie", nie stanowiło dowodu przez Wizengamotem. Poza tym... inni będą kryć kolegę. Zwolennicy Voldemorta mieli to do siebie, że zwykle byli albo wpływowymi ludźmi czystej krwi, którzy tych wpływów nie chcieli tracić i pozwolić światu się zmienić, albo zubożałymi, mało utalentowanymi czarodziejami, którzy z kolei chcieli ugrać coś dla siebie. Przynajmniej część spośród tych pierwszych pracowała w Ministerstwie.
I nie tylko będą chronić siebie nawzajem. Także ktoś, kto nie miał niczego wspólnego z Voldemortem, mógł stanąć po stronie takiego. Dla zysku, z niewiary w zbrodnię, z lojalności wobec krewnego... i tak dalej.
Gdyby ot tak dało się ich aresztować, Borginowie, o których wiedzieli, że ścigają Crawleyów, już byliby martwi.
- Ale o zdrajcach w departamencie, o tym, na kogo powinnaś uważać i jak reagować, pogadamy później - dodała jeszcze, bardzo cicho, bo zbliżały się do celu. - Tak, jest w domu, on, Mav i Dora, w razie czego od razu to przejmą.
Tyle że to była ta optymistyczna wersja. Zakładająca, że faktycznie Barlow żyła, że Wood wypatrzy coś ciekawego albo że Brenna coś zobaczy. Tymczasem Catherine mogła być martwa albo porwana. Widmowidzenie było kapryśne i nie istniała gwarancja, że zobaczy cokolwiek - nie mówiąc już o zobaczeniu czegoś faktycznie przydatnego.
Pokonały ostatnie kilka metrów, po pokrytej rosą trawie, zbliżając się ku drzwiom, wyważonym zaklęciem.
- Longbottom i Wood, na prośbę Biura! - zawołała Brenna już z daleka, żeby przypadkiem z miejsca nie dostać oszałamiaczem za wpychanie się gdzieś, gdzie nie trzeba.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.