22.09.2023, 18:52 ✶
Sprawa widm, nie byłą Atreusowi tak obca, jak mogłoby się wydawać. Bo pewnie niezbyt by się nimi interesował, gdyby nie fakt że sam miał okazję jeszcze w maju pochylić się nad sprawą, która się z nimi łączyła. Potem zwyczajnie zaczął rozpytywać, tyle ile mógł, zbierając te nieliczne, lakoniczne informacje w głowie, żeby nie przyjść na polanę z pustymi rękoma. Chociaż może nikt nie miałby mu tego za złe? W końcu był tutaj głównie dlatego, że Prewett potrzebował kogoś z ładną, błyszczącą odznaką Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów i po prawdzie to Atreusowi wcale to nie przeszkadzało.
Na polanę w Dolinie zwyczajnie się teleportował, stawiając na miejscu o czasie i witając ze wszystkimi uściskiem dłoni. Cierpliwie wysłuchał co miał do powiedzenia Laurent, a że szybko uświadomił sobie, że tych słów może być bardzo, ale to bardzo dużo, wyciągnął papierosy, odpalając sobie jednego i z grzeczności oferując reszcie towarzyszy, gdyby tylko mieli ochotę.
- Ja nie. Nie po Beltane, a podczas święta, przynajmniej na polanie, nie dało się wyczuć niczego, o czym wspomina Laurent - odpowiedział na pytanie Sebastiana, wydmuchując dym gdzieś w bok. Podobnie jak on, nie miał okazji brać udziału w akcjach wolontariuszy, głównie dlatego, że był wtedy przykuty do łóżka w kowenie. Zamiast tego jednak, czytał raporty i wiedział, że możliwie przynajmniej jedna osoba została znaleziona jako ofiara tych stworów.
- A w co w ogóle chcemy ją łapać? Na sznurek? - zapytał, spoglądając to na Laurenta, to na Geraldine bo to oni zdawali się dysponować największymi pokładami wiedzy w zakresie magicznych stworzeń i pochwytywania. Bulstrode zwyczajnie chciał wiedzieć czy mają na to jakiś plan, albo przynajmniej szkic tego planu, zanim jeszcze zagłębią się w las.
Na polanę w Dolinie zwyczajnie się teleportował, stawiając na miejscu o czasie i witając ze wszystkimi uściskiem dłoni. Cierpliwie wysłuchał co miał do powiedzenia Laurent, a że szybko uświadomił sobie, że tych słów może być bardzo, ale to bardzo dużo, wyciągnął papierosy, odpalając sobie jednego i z grzeczności oferując reszcie towarzyszy, gdyby tylko mieli ochotę.
- Ja nie. Nie po Beltane, a podczas święta, przynajmniej na polanie, nie dało się wyczuć niczego, o czym wspomina Laurent - odpowiedział na pytanie Sebastiana, wydmuchując dym gdzieś w bok. Podobnie jak on, nie miał okazji brać udziału w akcjach wolontariuszy, głównie dlatego, że był wtedy przykuty do łóżka w kowenie. Zamiast tego jednak, czytał raporty i wiedział, że możliwie przynajmniej jedna osoba została znaleziona jako ofiara tych stworów.
- A w co w ogóle chcemy ją łapać? Na sznurek? - zapytał, spoglądając to na Laurenta, to na Geraldine bo to oni zdawali się dysponować największymi pokładami wiedzy w zakresie magicznych stworzeń i pochwytywania. Bulstrode zwyczajnie chciał wiedzieć czy mają na to jakiś plan, albo przynajmniej szkic tego planu, zanim jeszcze zagłębią się w las.