09.11.2022, 12:10 ✶
Florence wzięła z jednej z tac kieliszek z szampanem. Odwróciła się do Atreusa na sekundę przy tym, nim się odezwał: może przez przypadek, a może wiedziona tym szóstym zmysłem, który jakieś piętnaście lat temu kazał stanąć przed jego sypialnią, kiedy akurat planował nocne wymykanie się z domu...
- Jestem pewna, że będziesz w niej niesamowicie wyglądał - zapewniła przyciszonym głosem, nie chcąc ściągać na nich uwagi w chwili witania gości. Tak, może była pod tym względem głupia, a może tylko doskonale wytresowana przez matkę i jej pilnuj braci, Florence, ale kobiecie faktycznie zależało na jego szczęściu. Na tyle, że poczuła się miło zaskoczona, że postanowił najwyraźniej zatroszczyć się o narzeczoną.
Oby. Bogowie, oby chciał to kupić dla Elaine, nie dla siebie albo jakiejś kochanki...
- Pamiętaj tylko potem wydać dyspozycję zapłaty, inaczej będę musiała zastawić nasz dom - dodała, nie mając zamiaru protestować wobec prośbie. Mówiła półżartem, półserio. Nie korzystała z rodowego majątku i nie mogła sobie pozwolić na szastanie pieniędzmi na prawo i lewo. Owszem, pewnie byłoby stać ją na zakup tej sukienki, ale musiałaby albo wyczyścić oszczędności, albo kolejny miesiąc żyć na podobieństwo skrzata domowego.
Nie zatrzymywała brata, pozwalając mu wrócić do jego uroczej partnerki. Poczekała aż gospodyni przedstawi najpierw obraz i padną ewentualne oferty, a potem, kiedy zaprezentowano suknię, wyszła nieco bliżej podwyższenia.
- Czterdzieści pięć galeonów za suknię numer jeden! - oświadczyła głośno, licytując w imieniu młodszego Bulstroda. I miała zamiar licytować dalej, co najwyżej dyskretnie zerkając ku niemu co jakiś czas, czekając na moment, w którym mógłby uznać, że kwota przekracza jednak sumę, jaką chciałby wydać na taką licytację.
- Jestem pewna, że będziesz w niej niesamowicie wyglądał - zapewniła przyciszonym głosem, nie chcąc ściągać na nich uwagi w chwili witania gości. Tak, może była pod tym względem głupia, a może tylko doskonale wytresowana przez matkę i jej pilnuj braci, Florence, ale kobiecie faktycznie zależało na jego szczęściu. Na tyle, że poczuła się miło zaskoczona, że postanowił najwyraźniej zatroszczyć się o narzeczoną.
Oby. Bogowie, oby chciał to kupić dla Elaine, nie dla siebie albo jakiejś kochanki...
- Pamiętaj tylko potem wydać dyspozycję zapłaty, inaczej będę musiała zastawić nasz dom - dodała, nie mając zamiaru protestować wobec prośbie. Mówiła półżartem, półserio. Nie korzystała z rodowego majątku i nie mogła sobie pozwolić na szastanie pieniędzmi na prawo i lewo. Owszem, pewnie byłoby stać ją na zakup tej sukienki, ale musiałaby albo wyczyścić oszczędności, albo kolejny miesiąc żyć na podobieństwo skrzata domowego.
Nie zatrzymywała brata, pozwalając mu wrócić do jego uroczej partnerki. Poczekała aż gospodyni przedstawi najpierw obraz i padną ewentualne oferty, a potem, kiedy zaprezentowano suknię, wyszła nieco bliżej podwyższenia.
- Czterdzieści pięć galeonów za suknię numer jeden! - oświadczyła głośno, licytując w imieniu młodszego Bulstroda. I miała zamiar licytować dalej, co najwyżej dyskretnie zerkając ku niemu co jakiś czas, czekając na moment, w którym mógłby uznać, że kwota przekracza jednak sumę, jaką chciałby wydać na taką licytację.