22.09.2023, 20:19 ✶
Brenna wierzyła w umiejętności bojowe brata. Ale wiedziała też doskonale, że… cóż… wolałby pewnie ten ranek spędzić śpiąc niż włócząc się z nią po górach.
Nie przeszkodziło jej jednak go tutaj wyciągnąć.
– Gdybyś chciał nasłać na kogoś olbrzymy, wykorzystując do konkretnego ataku, trzymałbyś je gdzieś w ukryciu, skąd w razie potrzeby je przetransportujesz, czy może zabrałbyś je na środek Pokątnej, żeby każdy mógł zobaczyć je wcześniej? – spytała retorycznie. – Mam nadzieję, że to plotki i zaraz pójdziemy stąd na ciasteczka, ale grupa mugoli widziała „potwory”, trzy osoby zaginęły tu w ciągu dwóch tygodni, a nasz informator przysięga, że widział olbrzyma i że w okolicy kręcili się tajemniczy ludzie…
Erik nie musiał się martwić. Tak, jego siostra nie miała instynktu samozachowawczego, ale z olbrzymem próbowałaby walczyć tylko, gdyby ktoś inny znalazł się w niebezpieczeństwie. Nie chciała rzucać się w absolutnie niepotrzebne i prawie niemożliwe do wygrania starcie.
– Ministerstwo nie może się dowiedzieć – powiedziała, a w jej ton wkradły się ostrzejsze nuty. Problem z ludźmi polegał na tym, że nie mogli wciągnąć ich zbyt wielu, bo każdy mógł okazać się słabym ogniwem. Mieli wiele osób „na uboczu”, z których usług korzystali, ale jednak… trzonem Zakonu była zaledwie grupka.
A Brenna wciąż śniła koszmary, w których ktoś z nich został wzięty żywcem, torturowany i wydał wszystkich innych. Czy to byłby koniec Zakonu, czy tylko nowy początek? Nie chciała o tym nawet myśleć.
Chwilę później buszowała po okolicy jako wilk. Gdy Erik do niej gadał warknęła cicho, nie z agresją, a raczej jakby chciała powiedzieć „nie przeszkadzaj”. Jej czuły nos był bombardowany przez setki zapachów – i Erik jak na jej gust użył o wiele za dużo wody kolońskiej, pewnie nowego produktu Potterów… ale woń padliny oraz jeszcze inna, bardzo nieprzyjemna, wybijały się ponad ten zapach. Kręciła się przez chwilę, po czym podniosła łeb w górę, węsząc w powietrzu. Chwytając trop.
Trzasnęło i na wilgotnej ziemi znów kucała Brenna.
– Dzięki za powstrzymanie, bez tego jak nic nie dałabym rady się powstrzymać – powiedziała i potarła nos. Znów czuła „normalnie”, ale miała wrażenie, że te poprzednie zapachy przylgnęły jakoś do niej. – Coś tu cuchnie. Okropnie i nie jest to ta padlina. Trop prowadzi do…
Mówiąc uniosła głowę, spoglądając na prawo, chcąc pokazać skały, ku którym biegł trop. Ale urwała nagle, zamarła, po prostu wpatrując się w jakiś punkt przed sobą. Nigdy nie była w tej okolicy, góry kaledońskie widziała wyłącznie z daleka, ale mogłaby przysiąc, że poruszyły coś, gdzieś, głęboko, głęboko w niej. Kolana Brenny zaryły w ziemię, a spojrzenie stało się zamglone, gdy…
…biegła przez las, pijana radością, adrenaliną i poczuciem mocy, już nie człowiek, a wilczyca, bo udało się, udało, drzewa Zakazanego Lasu migały wokół szybko, niebo było czarne, i wilczyca zawyła do księżyca, wyśpiewując swoją pieśń zwycięstwa. Była wilkiem, wilk zawsze czaił się tam gdzieś wewnątrz i…
…Brenna mrugnęła.
Usiłując skupić się na tym wspomnieniu, które zdawało się wymykać, próbować uciec.
Jak w ogóle mogła zapomnieć? Ten pierwszy raz, gdy się przemieniła, gdy odkryła jakąś część siebie i… była szczęśliwa, nie tylko dlatego, że osiągnęła cel, ale też bo sama sobie zdała się wreszcie kompletna…? Nieważne, jak głupio brzmiałoby to dla kogoś innego...
Nie przeszkodziło jej jednak go tutaj wyciągnąć.
– Gdybyś chciał nasłać na kogoś olbrzymy, wykorzystując do konkretnego ataku, trzymałbyś je gdzieś w ukryciu, skąd w razie potrzeby je przetransportujesz, czy może zabrałbyś je na środek Pokątnej, żeby każdy mógł zobaczyć je wcześniej? – spytała retorycznie. – Mam nadzieję, że to plotki i zaraz pójdziemy stąd na ciasteczka, ale grupa mugoli widziała „potwory”, trzy osoby zaginęły tu w ciągu dwóch tygodni, a nasz informator przysięga, że widział olbrzyma i że w okolicy kręcili się tajemniczy ludzie…
Erik nie musiał się martwić. Tak, jego siostra nie miała instynktu samozachowawczego, ale z olbrzymem próbowałaby walczyć tylko, gdyby ktoś inny znalazł się w niebezpieczeństwie. Nie chciała rzucać się w absolutnie niepotrzebne i prawie niemożliwe do wygrania starcie.
– Ministerstwo nie może się dowiedzieć – powiedziała, a w jej ton wkradły się ostrzejsze nuty. Problem z ludźmi polegał na tym, że nie mogli wciągnąć ich zbyt wielu, bo każdy mógł okazać się słabym ogniwem. Mieli wiele osób „na uboczu”, z których usług korzystali, ale jednak… trzonem Zakonu była zaledwie grupka.
A Brenna wciąż śniła koszmary, w których ktoś z nich został wzięty żywcem, torturowany i wydał wszystkich innych. Czy to byłby koniec Zakonu, czy tylko nowy początek? Nie chciała o tym nawet myśleć.
Chwilę później buszowała po okolicy jako wilk. Gdy Erik do niej gadał warknęła cicho, nie z agresją, a raczej jakby chciała powiedzieć „nie przeszkadzaj”. Jej czuły nos był bombardowany przez setki zapachów – i Erik jak na jej gust użył o wiele za dużo wody kolońskiej, pewnie nowego produktu Potterów… ale woń padliny oraz jeszcze inna, bardzo nieprzyjemna, wybijały się ponad ten zapach. Kręciła się przez chwilę, po czym podniosła łeb w górę, węsząc w powietrzu. Chwytając trop.
Trzasnęło i na wilgotnej ziemi znów kucała Brenna.
– Dzięki za powstrzymanie, bez tego jak nic nie dałabym rady się powstrzymać – powiedziała i potarła nos. Znów czuła „normalnie”, ale miała wrażenie, że te poprzednie zapachy przylgnęły jakoś do niej. – Coś tu cuchnie. Okropnie i nie jest to ta padlina. Trop prowadzi do…
Mówiąc uniosła głowę, spoglądając na prawo, chcąc pokazać skały, ku którym biegł trop. Ale urwała nagle, zamarła, po prostu wpatrując się w jakiś punkt przed sobą. Nigdy nie była w tej okolicy, góry kaledońskie widziała wyłącznie z daleka, ale mogłaby przysiąc, że poruszyły coś, gdzieś, głęboko, głęboko w niej. Kolana Brenny zaryły w ziemię, a spojrzenie stało się zamglone, gdy…
…biegła przez las, pijana radością, adrenaliną i poczuciem mocy, już nie człowiek, a wilczyca, bo udało się, udało, drzewa Zakazanego Lasu migały wokół szybko, niebo było czarne, i wilczyca zawyła do księżyca, wyśpiewując swoją pieśń zwycięstwa. Była wilkiem, wilk zawsze czaił się tam gdzieś wewnątrz i…
…Brenna mrugnęła.
Usiłując skupić się na tym wspomnieniu, które zdawało się wymykać, próbować uciec.
Jak w ogóle mogła zapomnieć? Ten pierwszy raz, gdy się przemieniła, gdy odkryła jakąś część siebie i… była szczęśliwa, nie tylko dlatego, że osiągnęła cel, ale też bo sama sobie zdała się wreszcie kompletna…? Nieważne, jak głupio brzmiałoby to dla kogoś innego...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.