22.09.2023, 22:17 ✶
- Szkoda - podsumował cicho, przez moment robiąc taką minę, jakby to ona jemu łamała serce. Na całe szczęście dla nich obojga, była to tylko kolejna wyolbrzymiona reakcja, zaledwie teatralny gest.
Czuł potrzebę zajęcia czymś dłoni, więc sięgnął do jednej z kieszeni, wyciągając z niej zapalniczkę. Zwyczajnie miał ochotę zapalić, ale skoro byli w szpitalu, to postanowił to sobie darować, bo w innym przypadku pewnie zaraz w drzwiach stanąłby któryś z pracowników, gromiąc go spojrzeniem. Leniwym ruchem otworzył ją, by po paru sekundach zamknąć.
Brenna strasznie kiepsko trafiła, jeśli nie chciała mieć przy sobie aurowidza, ale przynajmniej w przypadku Atreusa, ten nie widział skomplikowanej pajęczyny ludzkich powiązań, nie wspominając już o tym, że nie chciał z bliska zaglądać w ten bałagan, który znajdował się między nimi.
Tak naprawdę to Atreus nikomu nie powiedział gdzie idzie bo jeszcze tego brakowało, żeby się musiał kolegom spowiadać za każdym razem kiedy znikał zza biurka. Wątpił jednak by z tej okazji Borginowi zrobiło się jakoś wybitnie źle i postanowił go dla bezpieczeństwa śledzić, albo zawiadomić drugiego.
- Książka jak książka - odpowiedział jej, wzruszając przy tym ramionami. Historie można było przekazać na wiele sposobów, ale było coś, co w literaturze mugolskiej wydawało mu się ciekawe, to jest że magia zawsze tam była cudem. Magnetycznym zjawiskiem, które pobudzało wyobraźnie. Dla czarodziejów była zwyczajnie elementem dnia powszedniego. - Brzmi trochę jak fabuła czasów w których żyjemy, nie sądzisz? - podsumował. Pstryk, pstryk. Zapalnicza klikała cicho co jakiś czas, chociaż pewnie gdyby tylko chciał, mógłby to robić bezgłośnie. Jemu jednak ten dźwięk nie przeszkadzał, jakoś uspokajając i nadając rytmu myslom. Chociaż w sumie sam nie wiedział, czym niby miał się denerwować. Samą Brenną i jej stanem? Bo kiedy tak na nią patrzył, nie mógł zapomnieć nocy, niby kolejnej męczącej, ale w pewien sposób jakoś straszniejszej.
- Pomyśl tak, mogło być o wiele gorzej. Mógł powiedzieć Antkowi, a jestem pewien, że ten wtedy wyścieliłby ci cały pokój kwiatami i karteczkami 'wracaj do zdrowia' do tego stopnia, że nie miałabyś się jak ruszyć. Zamiast tego masz książkę i rozmowę, która nie zabierze ci wiele z życia - zaśmiał się, widząc jak nakrywa twarz poduszką w przypływie frustracji. Ciekawe co by było, gdyby dopowiedziałby całą resztę otrzymanej wiadomości. Wstałaby i wyskoczyła oknem, żeby jak najprędzej rzucić się do zamordowania brata? W końcu jednak spoważniał, przez chwilę milcząc i klikając tą swoją zapalniczką, aż w końcu przestał. Mimowolnie też ściszył głos, ale wciąż mówił tak, żeby go słyszała mimo tej poduszki.
- Brenna, mogę spytać co się właściwie stało? Nie codziennie dostaje się tego rodzaju listy, tak samo jak i nie codziennie czuje się coś takiego.
Czuł potrzebę zajęcia czymś dłoni, więc sięgnął do jednej z kieszeni, wyciągając z niej zapalniczkę. Zwyczajnie miał ochotę zapalić, ale skoro byli w szpitalu, to postanowił to sobie darować, bo w innym przypadku pewnie zaraz w drzwiach stanąłby któryś z pracowników, gromiąc go spojrzeniem. Leniwym ruchem otworzył ją, by po paru sekundach zamknąć.
Brenna strasznie kiepsko trafiła, jeśli nie chciała mieć przy sobie aurowidza, ale przynajmniej w przypadku Atreusa, ten nie widział skomplikowanej pajęczyny ludzkich powiązań, nie wspominając już o tym, że nie chciał z bliska zaglądać w ten bałagan, który znajdował się między nimi.
Tak naprawdę to Atreus nikomu nie powiedział gdzie idzie bo jeszcze tego brakowało, żeby się musiał kolegom spowiadać za każdym razem kiedy znikał zza biurka. Wątpił jednak by z tej okazji Borginowi zrobiło się jakoś wybitnie źle i postanowił go dla bezpieczeństwa śledzić, albo zawiadomić drugiego.
- Książka jak książka - odpowiedział jej, wzruszając przy tym ramionami. Historie można było przekazać na wiele sposobów, ale było coś, co w literaturze mugolskiej wydawało mu się ciekawe, to jest że magia zawsze tam była cudem. Magnetycznym zjawiskiem, które pobudzało wyobraźnie. Dla czarodziejów była zwyczajnie elementem dnia powszedniego. - Brzmi trochę jak fabuła czasów w których żyjemy, nie sądzisz? - podsumował. Pstryk, pstryk. Zapalnicza klikała cicho co jakiś czas, chociaż pewnie gdyby tylko chciał, mógłby to robić bezgłośnie. Jemu jednak ten dźwięk nie przeszkadzał, jakoś uspokajając i nadając rytmu myslom. Chociaż w sumie sam nie wiedział, czym niby miał się denerwować. Samą Brenną i jej stanem? Bo kiedy tak na nią patrzył, nie mógł zapomnieć nocy, niby kolejnej męczącej, ale w pewien sposób jakoś straszniejszej.
- Pomyśl tak, mogło być o wiele gorzej. Mógł powiedzieć Antkowi, a jestem pewien, że ten wtedy wyścieliłby ci cały pokój kwiatami i karteczkami 'wracaj do zdrowia' do tego stopnia, że nie miałabyś się jak ruszyć. Zamiast tego masz książkę i rozmowę, która nie zabierze ci wiele z życia - zaśmiał się, widząc jak nakrywa twarz poduszką w przypływie frustracji. Ciekawe co by było, gdyby dopowiedziałby całą resztę otrzymanej wiadomości. Wstałaby i wyskoczyła oknem, żeby jak najprędzej rzucić się do zamordowania brata? W końcu jednak spoważniał, przez chwilę milcząc i klikając tą swoją zapalniczką, aż w końcu przestał. Mimowolnie też ściszył głos, ale wciąż mówił tak, żeby go słyszała mimo tej poduszki.
- Brenna, mogę spytać co się właściwie stało? Nie codziennie dostaje się tego rodzaju listy, tak samo jak i nie codziennie czuje się coś takiego.