22.09.2023, 22:34 ✶
– Nie mam pojęcia, o czym mówisz – skwitowała, odsuwając poduszkę. Na litość pańską, Borgin i kwiaty… to znaczy, dobrze, wysłał jej jedne ostatnio, ale wciąż traktowała to jako swego rodzaju próbę udowodnienia czegoś. Chociaż aż ją skręcało na myśl, że Erik miałby przekazać cokolwiek Borginom. Borginom! – I nie, nie mogło być gorzej? – oświadczyła po jego kolejnych słowach.
Uniosła się, podpierając na ręku, tak, by w miarę możliwości nie urazić już żadnej z ran i nie przenieść ciężaru ciała na prawą stronę. A nie było to łatwe, bo uszkodzone żebra były z jednej strony, a z rana z drugiej. Tyle że teraz myślała nie o nich, a o tym, że choć bardzo rzadko miała ochotę zapaść się pod ziemię, to tym razem pragnęła tego z całego serca.
Jakby i tak nie było jej głupio, biorąc pod uwagę, że cztery dni temu zafundowała mu pewnie pobudkę o świcie z powodu kłusowników, dwa dni temu z powodu trolli, a teraz jeszcze bezsenną noc, to Erik musiał do tego dołożyć swoje.
- Posłał cię tutaj, zamiast wysłać mi to pocztą, a wcześniej zdawał się przekonany, że twoje imię przekona mnie do pójścia na ten wasz pojedynek. Znam mojego brata. – Znała każdy wyraz jego twarzy, każdy rodzaj uśmiechu, każdy drobny gest i każdy ton głosu. Wiedziała, jakie książki czytuje, kiedy w walce odsłania lewą stronę, co lubi jeść na śniadanie. W jaki sposób namówić go, aby coś zrobił, jak go od tego zniechęcić i jakie listy pisze (nawiasem mówiąc zresztą ten, który Atreus dostał, wyglądał jak typowa korespondencja między Brenną a jej bratem...) Obserwowała go całe swoje życie, a on nie był dobry w ukrywaniu pewnych rzeczy. Tak, to z Mavelle częściej wpakowała się w kłopoty, bo Erika... nie chciała w pewne rzeczy wciągać, zabierać do miejsc pełnych ciemności, ale był jej bratem, częścią jej samej.
I on też powinien wiedzieć pewne rzeczy - na przykład, że chociaż straszliwie nie chciała iść na żadne głupie pojedynki, to poszłaby, gdyby po prostu poprosił, a nie przekonają jej nazwiska innych uczestników... A wspominał specjalnie o Atreusie. Wietrzyła podstęp już wtedy, ale odpisała dokładnie tak, jakby odpisała, gdyby wspomniał o Nottcie albo Lestrangu... I teraz nie wierzyła już, że to był przypadek. Wiedziała, kiedy Erik coś knuł. Och, sama nie raz knuła, jak wysyłając Cameronowi bilety do wesołego miasteczka, byli w tym trochę podobni. Tyle że Erik dał się na tym od razu przyłapać. Zawsze uważała, że w tym jest lepsza. I dlatego była też pewna, że w domu absolutnie żadnych komplikacji po Beltane nie pokazała nikomu, także jemu: czy chodził o magię ognia, czy o nową kolekcję koszmarów, o wspomnienie wuja, widmowego chłopca i przypatrującego się jej uważnie śmierciożercy. Musiał coś wywęszyć w inny sposób.
- On próbuje nas swatać. Nic ode mnie nie usłyszał, Mav też milczy, więc może coś mu strzeliło do głowy, może walnąłeś mu kamieniem w okno i wyjrzał na zewnątrz albo urocze plotki Borginów jednak się rozprzestrzeniły, ale dla własnego bezpieczeństwa powinieneś trzymać się od niego jak najdalej. I nigdy nie wymawiać mojego imienia w jego obecności. Spróbuję go spacyfikować, ale to może chwilę zająć, bo od dobrych paru miesięcy koniecznie chce znaleźć mi chłopaka- walnęła prosto z mostu. To był jeden z powodów, dla których tak wściekła się przy rozmowie z Borginem: znała zapędy brata i nie chciała, by dostrzegł tu okazję.
Mogła milczeć, udawać, że nie wie, o co chodzi, tak by nawet wolała, mimo całej swojej bezpośredniości, ale problem by pozostał, a lepiej było ostrzec Atreusa przed Erikiem wprost. Na litość bogini, on miał kolegów, którzy próbowali ją przekonać, by trzymała się z dala, ona dla odmiany brata z obsesją na punkcie pozbycia się siostry z domu, który próbował zrobić coś odwrotnego. Może Erik za dużo przebywał z Malfoyem? I innymi przedstawicielami rodów, w których te całe odpowiednie związku sióstr i córek wciąż były bardzo ważne? Chyba że naprawdę aż tak bardzo miał jej dość, ale mógł po prostu przekonać dziadka, by wyrzucił ją z domu. Byłoby prościej dla nich wszystkich.
Jakby nie było dość problemu z tą całą magią. Bardzo potrzebowała do tego jeszcze pomysłów Erika.
– I nic specjalnego. Sprawdzaliśmy, czy morderca ze snów musi zbliżyć się do śpiącej ofiary. W pokojach niektórych, których próbował napaść, było otwarte okno, które wcześniej zamknęły. Wychodzi na to, że nie, nie musi otwierać żadnych okien – mruknęła, ale wręcz nieuważnie, bo to, że omal jej nie uduszono albo nie zadźgano, wydawało się jej teraz mniej istotne niż zepchnięcie brata z jakiegoś klifu. Kłamać nie było sensu. Zamierzała w końcu napisać o tym Harper, było możliwe, że usłyszy coś w biurze.
Uniosła się, podpierając na ręku, tak, by w miarę możliwości nie urazić już żadnej z ran i nie przenieść ciężaru ciała na prawą stronę. A nie było to łatwe, bo uszkodzone żebra były z jednej strony, a z rana z drugiej. Tyle że teraz myślała nie o nich, a o tym, że choć bardzo rzadko miała ochotę zapaść się pod ziemię, to tym razem pragnęła tego z całego serca.
Jakby i tak nie było jej głupio, biorąc pod uwagę, że cztery dni temu zafundowała mu pewnie pobudkę o świcie z powodu kłusowników, dwa dni temu z powodu trolli, a teraz jeszcze bezsenną noc, to Erik musiał do tego dołożyć swoje.
- Posłał cię tutaj, zamiast wysłać mi to pocztą, a wcześniej zdawał się przekonany, że twoje imię przekona mnie do pójścia na ten wasz pojedynek. Znam mojego brata. – Znała każdy wyraz jego twarzy, każdy rodzaj uśmiechu, każdy drobny gest i każdy ton głosu. Wiedziała, jakie książki czytuje, kiedy w walce odsłania lewą stronę, co lubi jeść na śniadanie. W jaki sposób namówić go, aby coś zrobił, jak go od tego zniechęcić i jakie listy pisze (nawiasem mówiąc zresztą ten, który Atreus dostał, wyglądał jak typowa korespondencja między Brenną a jej bratem...) Obserwowała go całe swoje życie, a on nie był dobry w ukrywaniu pewnych rzeczy. Tak, to z Mavelle częściej wpakowała się w kłopoty, bo Erika... nie chciała w pewne rzeczy wciągać, zabierać do miejsc pełnych ciemności, ale był jej bratem, częścią jej samej.
I on też powinien wiedzieć pewne rzeczy - na przykład, że chociaż straszliwie nie chciała iść na żadne głupie pojedynki, to poszłaby, gdyby po prostu poprosił, a nie przekonają jej nazwiska innych uczestników... A wspominał specjalnie o Atreusie. Wietrzyła podstęp już wtedy, ale odpisała dokładnie tak, jakby odpisała, gdyby wspomniał o Nottcie albo Lestrangu... I teraz nie wierzyła już, że to był przypadek. Wiedziała, kiedy Erik coś knuł. Och, sama nie raz knuła, jak wysyłając Cameronowi bilety do wesołego miasteczka, byli w tym trochę podobni. Tyle że Erik dał się na tym od razu przyłapać. Zawsze uważała, że w tym jest lepsza. I dlatego była też pewna, że w domu absolutnie żadnych komplikacji po Beltane nie pokazała nikomu, także jemu: czy chodził o magię ognia, czy o nową kolekcję koszmarów, o wspomnienie wuja, widmowego chłopca i przypatrującego się jej uważnie śmierciożercy. Musiał coś wywęszyć w inny sposób.
- On próbuje nas swatać. Nic ode mnie nie usłyszał, Mav też milczy, więc może coś mu strzeliło do głowy, może walnąłeś mu kamieniem w okno i wyjrzał na zewnątrz albo urocze plotki Borginów jednak się rozprzestrzeniły, ale dla własnego bezpieczeństwa powinieneś trzymać się od niego jak najdalej. I nigdy nie wymawiać mojego imienia w jego obecności. Spróbuję go spacyfikować, ale to może chwilę zająć, bo od dobrych paru miesięcy koniecznie chce znaleźć mi chłopaka- walnęła prosto z mostu. To był jeden z powodów, dla których tak wściekła się przy rozmowie z Borginem: znała zapędy brata i nie chciała, by dostrzegł tu okazję.
Mogła milczeć, udawać, że nie wie, o co chodzi, tak by nawet wolała, mimo całej swojej bezpośredniości, ale problem by pozostał, a lepiej było ostrzec Atreusa przed Erikiem wprost. Na litość bogini, on miał kolegów, którzy próbowali ją przekonać, by trzymała się z dala, ona dla odmiany brata z obsesją na punkcie pozbycia się siostry z domu, który próbował zrobić coś odwrotnego. Może Erik za dużo przebywał z Malfoyem? I innymi przedstawicielami rodów, w których te całe odpowiednie związku sióstr i córek wciąż były bardzo ważne? Chyba że naprawdę aż tak bardzo miał jej dość, ale mógł po prostu przekonać dziadka, by wyrzucił ją z domu. Byłoby prościej dla nich wszystkich.
Jakby nie było dość problemu z tą całą magią. Bardzo potrzebowała do tego jeszcze pomysłów Erika.
– I nic specjalnego. Sprawdzaliśmy, czy morderca ze snów musi zbliżyć się do śpiącej ofiary. W pokojach niektórych, których próbował napaść, było otwarte okno, które wcześniej zamknęły. Wychodzi na to, że nie, nie musi otwierać żadnych okien – mruknęła, ale wręcz nieuważnie, bo to, że omal jej nie uduszono albo nie zadźgano, wydawało się jej teraz mniej istotne niż zepchnięcie brata z jakiegoś klifu. Kłamać nie było sensu. Zamierzała w końcu napisać o tym Harper, było możliwe, że usłyszy coś w biurze.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.