22.09.2023, 22:48 ✶
- Tu się zgodzę. Brzmisz jak poeta, potrafisz słowami kogoś oczarować.
Przyznał Nicholas, bo być może sam przez wspomaganie amortencji wpadł prawie w sidła poetyckich słów Laurenta. Do takiego stopnia, że mimo świadomości jego bycia pod wpływem narkotyków, obawiał się iż mógłby go zmienić. Wejść z butami do jego zimnego, lodowego i czarnego śmiercią świata, aby dokonać zmian, wpuścić światło i kolory. Nicholas się tego obawiał. Dlatego, nie zabierał go z Rose Noire. Nie dał mu wolności a mógł tego dokonać bez problemów.
To zdecydowanie nie był ten Laurent jakiego poznał tamtego dnia. Szkoda, że nie znał go wcześniej niż w Rose Noire. Miałby pewność, który jest prawdziwy. A ten wydawał się lepiej myśleć, analizować i rozmawiać.
- Nie wiem.
Wzruszył ramionami. Czy miał potrzebę usprawiedliwiania się? Czy było mu obojętne?
- Interpretuj to jak chcesz.
Odparł, jakby dla niego to jednak nie było takie ważne, ale co chciał, to powiedział. Gdyby Laurent pamiętał wszystko, takich pytań by nie zadawał. Z drugiej strony, nie chce on tego pamiętać. Więc w sumie nie muszą drążyć tego tematu.
A więc znalazł Laurent kogoś, kto pomógł mu rozprawić się z Dante, ale pewnie nie do końca skutecznie. Ten człowiek żyje nadal. Nicholas pamięta jego wcześniejsze przerażenie , myśląc że Yaxley jest tutaj z polecenia. Gdyby wyeliminowali tego Dante skuteczniej, chłopak miałby spokojne życie.
- Rozumiem.
Odparł krótko na tę informację. Cóż więcej miał mówić? Ważne w tym, że Laurent, znany jako Lukrecja żyje sobie wolnością. Dostał motywację, skorzystał z niej dobrze.
Na moment ich rozmowa została przerwana pojawieniem się innego stworzenia, łaszącego się do Laurenta. Jarczuk. Pytanie o szkiełko, było znów powrotem do tych rozmów z przeszłości.
- Dotarło już dawno i zagnieździło się.
Odpowiedział szczerze. Niekoniecznie musiało chodzić o to, czego dokonywał. Co robił. Ale jego zawód był ciemny, mroczny i zimny. Mógł nawet i to wchłonąć do siebie. Nicholas udzielając odpowiedzi, obserwował Laurenta i jarczuka mu towarzyszącemu.
Przyznał Nicholas, bo być może sam przez wspomaganie amortencji wpadł prawie w sidła poetyckich słów Laurenta. Do takiego stopnia, że mimo świadomości jego bycia pod wpływem narkotyków, obawiał się iż mógłby go zmienić. Wejść z butami do jego zimnego, lodowego i czarnego śmiercią świata, aby dokonać zmian, wpuścić światło i kolory. Nicholas się tego obawiał. Dlatego, nie zabierał go z Rose Noire. Nie dał mu wolności a mógł tego dokonać bez problemów.
To zdecydowanie nie był ten Laurent jakiego poznał tamtego dnia. Szkoda, że nie znał go wcześniej niż w Rose Noire. Miałby pewność, który jest prawdziwy. A ten wydawał się lepiej myśleć, analizować i rozmawiać.
- Nie wiem.
Wzruszył ramionami. Czy miał potrzebę usprawiedliwiania się? Czy było mu obojętne?
- Interpretuj to jak chcesz.
Odparł, jakby dla niego to jednak nie było takie ważne, ale co chciał, to powiedział. Gdyby Laurent pamiętał wszystko, takich pytań by nie zadawał. Z drugiej strony, nie chce on tego pamiętać. Więc w sumie nie muszą drążyć tego tematu.
A więc znalazł Laurent kogoś, kto pomógł mu rozprawić się z Dante, ale pewnie nie do końca skutecznie. Ten człowiek żyje nadal. Nicholas pamięta jego wcześniejsze przerażenie , myśląc że Yaxley jest tutaj z polecenia. Gdyby wyeliminowali tego Dante skuteczniej, chłopak miałby spokojne życie.
- Rozumiem.
Odparł krótko na tę informację. Cóż więcej miał mówić? Ważne w tym, że Laurent, znany jako Lukrecja żyje sobie wolnością. Dostał motywację, skorzystał z niej dobrze.
Na moment ich rozmowa została przerwana pojawieniem się innego stworzenia, łaszącego się do Laurenta. Jarczuk. Pytanie o szkiełko, było znów powrotem do tych rozmów z przeszłości.
- Dotarło już dawno i zagnieździło się.
Odpowiedział szczerze. Niekoniecznie musiało chodzić o to, czego dokonywał. Co robił. Ale jego zawód był ciemny, mroczny i zimny. Mógł nawet i to wchłonąć do siebie. Nicholas udzielając odpowiedzi, obserwował Laurenta i jarczuka mu towarzyszącemu.