22.09.2023, 23:38 ✶
Borgin mógłby oświadczać się jej regularnie co wtorek, a ona i tak uznałaby to za podstęp. Bo był Borginem i zmierzał dokładnie w tę samą stronę, co jego rodzina - samo nazwisko i krew nie przesądzały niczego, ale już to, dokąd podążałeś, owszem. Może gdyby nie to, dotarłoby do niej, że faktycznie kiedyś ją lubił, chociaż pewnie też nie od razu – był przecież kobieciarzem, a ona naprawdę była ślepa i zwyczajnie nie była tym typem dziewczyny, która w świecie czystokrwistych zwracała uwagę mężczyzn – ale jako że był, kim był, nie miała zamiaru nawet dopuścić do siebie takiej myśli. Nie, kiedy nie miała stu procentowej pewności, że to Stanley, nie on, groził Dorze śmiercią.
Widziała jego rozbawienie i… ani trochę się mu nie dziwiła. Pewnie też by ją to rozbawiło w analogicznej sytuacji. Tyle że chodziło o nią i jej brata.
– Ani trochę – przyznała szczerze, bo nie chodziła na zebrania Srebrnych Różdżek, unikała ich prawie tak mocno, jak Atreusa na początku maja. Poza tym miała wielką nadzieję, że do lipca więź będzie dalekim wspomnieniem, a wtedy wpadnięcie na siebie gdziekolwiek byłoby prawdopodobnie niezręczne. Przynajmniej dla niej, bo dla niego pewnie nie miałoby to znaczenia. Jego nazwisko raczej więc ją odstraszało od udziału niż zachęcało.
– Wiem, kiedy mój brat coś knuje – skwitowała tylko jego pytanie, odnośnie tego, czy jest pewna. Z nią było trochę trudniej pod tym względem, pewnie dlatego, że knuła coś niemal zawsze. Tylko to były różne rzeczy. – A on powinien wiedzieć, że będę chciała go zamordować za powiedzenie komukolwiek, poza bardzo ścisłym gronem, że trafiłam do szpitala. – skwitowała. A i tak postanowił zaryzykować.
Nie wytrzymała przy kolejnych wypowiedziach, parsknęła śmiechem, po czym skrzywiła się i odruchowo sięgnęła ku bokowi. Bo tak, w porządku, miał rację, to naprawdę było zabawne. A ona naprawdę nie powinna się śmiać, nie z tymi cholernymi żebrami i równie cholerną raną.
– Przestań mnie rozśmieszać, nie wolno mi się śmiać najmniej do jutra – stwierdziła, chociaż rozbawienie wciąż pobrzmiewało w jej głosie. – Nie, dziękuję. I może być „ta wariatka” albo „twoja siostra, nie pamiętam imienia” myślę, że będzie idealnie – zasugerowała, po czym po prostu przewróciła oczami, kiedy znów wspomniał o Borginach. – Ale byłoby lepiej, gdybyś po prostu z nim nie rozmawiał. Wcale. I na litość Merlina, jeśli jeszcze raz wymówisz nazwisko Borgin, to chyba cię walnę. Jeśli próbujesz znaleźć mu dziewczynę, to szukaj gdzieś indziej. I nie, tego się nie boję, nie wpadłoby mi to nawet do głowy. Martwię się raczej, że będę tłumaczyć się matce. Albo że Erik postanowi wspomnieć o tym przy kilku innych osobach, a tak jakby jesteś teraz trochę sławny. Już rozmawialiśmy o tym, że wolałabym, żeby żadna kapłanka nie zepchnęła mnie ze schodów. I że nie chcę trafiać na pierwsze strony gazet. Poza tym naprawdę mam tego dość, wystarczy, że jakiś czas temu ubzdurał sobie Casa.
Widziała jego rozbawienie i… ani trochę się mu nie dziwiła. Pewnie też by ją to rozbawiło w analogicznej sytuacji. Tyle że chodziło o nią i jej brata.
– Ani trochę – przyznała szczerze, bo nie chodziła na zebrania Srebrnych Różdżek, unikała ich prawie tak mocno, jak Atreusa na początku maja. Poza tym miała wielką nadzieję, że do lipca więź będzie dalekim wspomnieniem, a wtedy wpadnięcie na siebie gdziekolwiek byłoby prawdopodobnie niezręczne. Przynajmniej dla niej, bo dla niego pewnie nie miałoby to znaczenia. Jego nazwisko raczej więc ją odstraszało od udziału niż zachęcało.
– Wiem, kiedy mój brat coś knuje – skwitowała tylko jego pytanie, odnośnie tego, czy jest pewna. Z nią było trochę trudniej pod tym względem, pewnie dlatego, że knuła coś niemal zawsze. Tylko to były różne rzeczy. – A on powinien wiedzieć, że będę chciała go zamordować za powiedzenie komukolwiek, poza bardzo ścisłym gronem, że trafiłam do szpitala. – skwitowała. A i tak postanowił zaryzykować.
Nie wytrzymała przy kolejnych wypowiedziach, parsknęła śmiechem, po czym skrzywiła się i odruchowo sięgnęła ku bokowi. Bo tak, w porządku, miał rację, to naprawdę było zabawne. A ona naprawdę nie powinna się śmiać, nie z tymi cholernymi żebrami i równie cholerną raną.
– Przestań mnie rozśmieszać, nie wolno mi się śmiać najmniej do jutra – stwierdziła, chociaż rozbawienie wciąż pobrzmiewało w jej głosie. – Nie, dziękuję. I może być „ta wariatka” albo „twoja siostra, nie pamiętam imienia” myślę, że będzie idealnie – zasugerowała, po czym po prostu przewróciła oczami, kiedy znów wspomniał o Borginach. – Ale byłoby lepiej, gdybyś po prostu z nim nie rozmawiał. Wcale. I na litość Merlina, jeśli jeszcze raz wymówisz nazwisko Borgin, to chyba cię walnę. Jeśli próbujesz znaleźć mu dziewczynę, to szukaj gdzieś indziej. I nie, tego się nie boję, nie wpadłoby mi to nawet do głowy. Martwię się raczej, że będę tłumaczyć się matce. Albo że Erik postanowi wspomnieć o tym przy kilku innych osobach, a tak jakby jesteś teraz trochę sławny. Już rozmawialiśmy o tym, że wolałabym, żeby żadna kapłanka nie zepchnęła mnie ze schodów. I że nie chcę trafiać na pierwsze strony gazet. Poza tym naprawdę mam tego dość, wystarczy, że jakiś czas temu ubzdurał sobie Casa.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.