22.09.2023, 23:43 ✶
Kiedy Geraldine zbliżała się w kierunku siedzącego przy jednym ze stolików człowieka, jej zmysły zaczęły – dosłownie – wyć z bólu i ostrzegać, by uciekała. A ten po prostu siedział i patrzył na unoszącą się coraz wyżej znad morza mgłę.
Na pierwszy rzuty oka wyglądał jak żywy trup. Ale dość osobliwy żywy trup. Z jego ciała ostały się ledwo kości, trochę ścięgien, mięśni i nieco włosów na głowie. Ale jednocześnie smoking, który miał na sobie wyglądał prawie jak nowy – tylko brudny od morskiego piasku, glonów i wodorostów. Najdziwniejsze były jednak jego oczy, oczodoły właściwie – choć brakowało tam prawdziwych gałek, miejsca ich wypełniała kłębiąca się ciemna energia.
Mężczyzna powoli odwrócił w ich stronę głowę. Jego spojrzenie zawisło nie na Geraldine, ale na Eriku. I nagle Longbottom poczuł ból w okolicach szyi. Jakby ktoś go zaczął dusić. Czuł dotyk śliskich, mokrych, przeraźliwie lodowatych rąk (prawie jakby ściskało mu szyję któreś z zimnych). Przed oczami stanęła mu sylwetka młodego mężczyzny z pustymi oczami, wyciągającego do niego ręce.
Victoria i Geraldine nic nie widziały. To wszystko działo się jakby w głowie Erika a jednocześnie ból i brak tlenu, który czuł był jak najzupełniej prawdziwy. On naprawdę był duszony i musiał działać, żeby za moment nie upaść na podłogę i nie zemdleć z braku tlenu.
Victorię usłyszała dźwięk obijanych o siebie kieliszków. Brzmiały jak odgłos dzwoniących lampek z szampanem. Jakby ktoś, w innej części tej restauracji opijał właśnie jakiś sukces. Ale jeśli rozejrzała się dookoła, nie dostrzegła nigdzie by rzeczywiście ktoś coś opijał. Poza ich trójką i żywym trupem nikogo tutaj nie było.
Ale Geraldine właśnie czuła, że był. Jej zmysły ostrzegały ją przed siedzącym i zachowującym się osobliwie ludzko żywym trupem, ale jednocześnie podpowiadały jej, że nie byli tu tylko we czwórkę. Działo się tu coś więcej, jakby z sekundy na sekundę statek coraz bardziej ożywał. Nie wszystko chciało ich zamordować, ale niemal wszystko chciało im opowiedzieć jakąś historię. Tylko, że ta opowieść, kończyła się ich prawdziwą śmiercią.
Na pierwszy rzuty oka wyglądał jak żywy trup. Ale dość osobliwy żywy trup. Z jego ciała ostały się ledwo kości, trochę ścięgien, mięśni i nieco włosów na głowie. Ale jednocześnie smoking, który miał na sobie wyglądał prawie jak nowy – tylko brudny od morskiego piasku, glonów i wodorostów. Najdziwniejsze były jednak jego oczy, oczodoły właściwie – choć brakowało tam prawdziwych gałek, miejsca ich wypełniała kłębiąca się ciemna energia.
Mężczyzna powoli odwrócił w ich stronę głowę. Jego spojrzenie zawisło nie na Geraldine, ale na Eriku. I nagle Longbottom poczuł ból w okolicach szyi. Jakby ktoś go zaczął dusić. Czuł dotyk śliskich, mokrych, przeraźliwie lodowatych rąk (prawie jakby ściskało mu szyję któreś z zimnych). Przed oczami stanęła mu sylwetka młodego mężczyzny z pustymi oczami, wyciągającego do niego ręce.
Victoria i Geraldine nic nie widziały. To wszystko działo się jakby w głowie Erika a jednocześnie ból i brak tlenu, który czuł był jak najzupełniej prawdziwy. On naprawdę był duszony i musiał działać, żeby za moment nie upaść na podłogę i nie zemdleć z braku tlenu.
Victorię usłyszała dźwięk obijanych o siebie kieliszków. Brzmiały jak odgłos dzwoniących lampek z szampanem. Jakby ktoś, w innej części tej restauracji opijał właśnie jakiś sukces. Ale jeśli rozejrzała się dookoła, nie dostrzegła nigdzie by rzeczywiście ktoś coś opijał. Poza ich trójką i żywym trupem nikogo tutaj nie było.
Ale Geraldine właśnie czuła, że był. Jej zmysły ostrzegały ją przed siedzącym i zachowującym się osobliwie ludzko żywym trupem, ale jednocześnie podpowiadały jej, że nie byli tu tylko we czwórkę. Działo się tu coś więcej, jakby z sekundy na sekundę statek coraz bardziej ożywał. Nie wszystko chciało ich zamordować, ale niemal wszystko chciało im opowiedzieć jakąś historię. Tylko, że ta opowieść, kończyła się ich prawdziwą śmiercią.
Tura trwa do 24.09.2023 roku do godziny 21.00
Gdybyście mieli wątpliwości, co powinniście w tym momencie robić, po prostu dajcie mi znać.