Dla Laurenca nie było zaskoczeniem, że znaczna część rodziny się tutaj zjawiła. Szczególnie rodzeństwo i kuzynostwo. Rodziców nie widział i tak jak zapewniał Louvain, nie zapraszał ich. Co innego, gdyby zechcieli sami przybyć. Nie problem było dla nich zakupić sobie bilet i patrzeć jak ich syn pojedynkuje się z Nottem. Chociaż, czy byliby tym zainteresowani?
Mały Louis jak tylko jego oczy dostrzegły ciotki i wujków, z szerokim uśmiechem dziecka machał do nich, tacie pokazując i sprawdzając, czy też widzi znajomego dla niego wuja Raba. Louis nie potrafił jeszcze wymawiać pełnych imion, a chodziło mu o Rabastana. Niektórych imiona skracał po swojemu, co łatwiej było mu zapamiętać i skojarzyć z danym członkiem rodziny. Laurence, tylko pogłaskał swoje dziecko po głowie i potwierdzał, że to oni. Z kolei swoich powitał, czy to uniesieniem dłoni, skinieniem głowy, a nawet uściskiem dłoni. Niektórzy byli zajęci swoimi rozmowami, przy czym nie zamierzał im przeszkadzać.
Kiedy siedzieli na trybunach, Victoria podeszła do nich aby nie tylko się przywitać, ale także przedstawić Laurenta Prewetta. Laurence wstał, aby uścisnąć dłoń mężczyźnie również się przedstawiając, zaś mały Loius po przywitaniu się z ciocią, jak na dziecko przystało z kulturą wychowaną. Nie wypadałoby rzucać się zaraz do uścisku, aby nie pognieść sukienki. Jeszcze ciocia się pogniewa. Powstrzymał się od tego działania, wiedząc że tata jego patrzy. Gdyby nie ta gala pojedynkowa, to pewnie zrobiłby sobie statystykę dnia, ilu wujków i ciotek wytulał. Ich rodzina jest ogromna! Rzadko się jest świadkiem takiego rodzinnego zgromadzenia.
[a]Kiedy wysoki i obcy mężczyzna dla Louisa, wyciągnął dłoń, chłopiec spojrzał na rodzica, który go zachęcił. To też była lekcja dla niego poznawania nowych dorosłych osób. Niepewnie, ale Louis podszedł i podał dłoń. Przyglądał Laurentowi z ciekawości, grzecznie witając się.
Z Louvainem rozmawiał już jakiś czas temu i zwrócił mu uwagi, dodał mu swojego wsparcia, zatem nie widział w tej chwili potrzeby, aby go zagadywać. Wierzył, że brat ma rozum i zdrowy rozsądek i nie będzie łamał zasad. Jego brat był wypatrzony przez bystre oczy jego syna. Louis nie przestawał informować go, kogo widzi.
Mały kibic dostrzegł wuja Louvaina. Laurence uśmiechnął się do syna i spojrzał w kierunku areny pojedynku poważniejąc. Nie da się ukryć, że ten pojedynek trochę go niepokoił. Mimo wszystko, wierzył w rozsądek brata.