23.09.2023, 00:30 ✶
Brenna
Neville zacisnął usta w cienką linię. Niby patrzył na małżonkę normalnie, ale tak naprawdę jego oczy zwęziły się. Pokręcił głową.
- Jeśli zrobimy to razem, będzie szybciej – pouczył ją jakby była małym dzieckiem. Sam podniósł głowę i popatrzył na migające lampki nieufnie. – Chyba tak. Wydaje mi się, że ostatnio częściej pojawia się problem z elektryką. Mam nadzieję, że nie czeka na nas jakaś większa awaria – zauważył.
I jak na Neville, była to dość długa wypowiedź. Żadnego: co mnie to obchodzi? Normalne zdanie, może nawet zdradzające, że nie do końca podobały mu się problemy z prądem. Albo też uświadomił sobie, że jeśli Madeleine znowu zakradła się na dolny pokład i prąd zgaśnie, to ich córka pozostanie całkiem sama, pochłonięta ciemnościami w miejscu, z którego może nawet nie będzie wiedziała jak wyjść.
Ruszył za żoną korytarzem ku drewnianym schodom prowadzącym w dół. Przez sekundę, może dwie nawiedziła Brennę dziwna myśl, że wcześniej te schody były mokre i śliskie i ich wspaniałość dawno minęła. Ale to nie była przecież prawda, bo nawet teraz, schodząc po schodach mogła oprzeć rękę bogato zdobionej balustradzie a jej buty miękko grzęzły w przymocowanym do stopni czerwonym dywanie.
Dostrzegła, że z jednej z kajut drugiej klasy właśnie wychodziła dwójka mężczyzn.
Atreus
Mark Cavendish przewrócił ostentacyjnie oczami.
- Właśnie dlatego ty jesteś hazardzistą a ja szantażystą – zażartował cicho. Chyba zażartował? Choć właściwie do tego sprowadzał się jego cały plan: pocałuj żonę na oczach męża a potem postaw na szalę jego reputację. – Ale dobra. Ustąpię ci. Mam tylko nadzieję, że naprawdę ją pocałujesz a nie zaczniesz udawać księcia na białym koniu i ostrzeżesz przed moją intrygą – rzucił ciszej.
Za to jego widok migającego światła widocznie wprawił w konsternację. Wzdrygnął się, chyba jednak nie dość przekonany co do niezawodności statku, na którym przyszło im płynąć.
- Dobra. Pokażę ci która to i działajmy – wymamrotał.
Tylko, że Mark nie musiał niczego pokazywać Atreusowi. I to nie tak, żeby Atreus Cavendish rzeczywiście znał Brennę Sedley. Tak, widział ją – ale trudno było nie widzieć kogoś, z kim od kilku tygodni płynęło się w jednym rejsie, jadało obiady w tej samej restauracji i chodziło po tym samym pokładzie. Nie znał jej jednak z imienia, a z małżeństwa bardziej kojarzył Neville’a – nieszczególnie przyjaznego mężczyznę, który choć sam nie grał w karty, spędzał całe wieczory obserwując cudzą grę.
Z jakiegoś powodu poczuł jednak, że cały plan brata dotykał akurat tej schodzącej po schodach kobiety. A on chciał ją ochronić. I to jakby nie do końca była jego własna myśl? To znaczy na pewno była jego własna, ale do tej pory chyba nie był aż tak rycerski? A może?
- To jak? – zapytał go półgębkiem Mark. – Mam przejmować jej męża? Czy opuściła cię odwaga?
Mavelle
Anne zmarszczyła brwi. Na ogół nie była jakąś wyjątkowo tępą dziewczyną, ale dzisiejszego popołudnia myślenie ewidentnie zaczęło sprawiać jej pewną trudność. Tak jakby czegoś nie pamiętała, jakby coś usunięto z jej pamięci i zrobiono to na tyle nieudolnie, że wciąż zdawała sobie sprawę z tego, że czegoś brakowało.
- I przyszła mama Marianne – zaczęła powoli, z wyraźną trudnością w głosie Anne. A potem pokręciła głową. – Nie, to bezsensu. Przyszła Marianne. Czemu ja tam poszłam? To nie ma sensu – ostatnie dwa zdania wyszeptała ciszej, jakby sama do siebie. – Pan Arrow też tam był.
Matka Mavelle i Anne sapnęła ciężko.
- Poszłaś wypić szampana z Aveliną i jej matką. Zgodnie z oczekiwaniami, sir Howard wreszcie się jej oświadczył – przypomniała poirytowanym tonem. – Zupełnie nie rozumiem czemu teraz udajesz, że tego nie pamiętasz. Trajkotałaś o tym od tygodnia. Jeśli przyszła do was w restauracji Marianne to jest bardzo głupią dziewczyną. Kobieta powinna mieć dumę. Wolał inną? Trudno. Ona znajdzie lepszego od niego – cała tyrada matki była dość długa i właściwie to Mavelle nawet nie potrafiła powiedzieć, czy nawiązywała w niej rzeczywiście do sytuacji Marianne i sir Howarda czy też mówiła o sobie i o ich ojcu, który dla młodszej kobiety przehulał większość ich majątku.
Anne złapała Mavelle za rękę.
- Chodźmy do Marianne – poprosiła niespodziewanie.
Tura trwa do 25.09.2023 roku do godziny 21.00