23.09.2023, 01:08 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.09.2023, 01:13 przez Brenna Longbottom.)
– Nie proś – powiedziała po prostu, uśmiechając się krzywo. Brat nie poprosił i całe szczęście, bo to prawdopodobnie zadziałałoby znacznie lepiej niż głupie podchody. Ale sprawa wyglądała tak, że Brenna faktycznie nie chciała tam być. Nie chciała iść na zebranie pełne Srebrnych Różdżek, nie ekscytowały jej takie widowiska i wolała, aby ktoś nie uznał za dobry pomysł poprosić o wypowiedź siostrę sekundanta, gdyby przypadkiem Erikowi przyszło walczyć i wygrałby z Louvainem. I nie chciała obiecywać, że pójdzie gdzieś, gdzie w lipcu będzie Atreus Bulstrode. – Nie wiesz, co mówisz, nawet w żartach. Gdybym miała do wyboru iść bić się ze stadem śmierciożerców albo radzić z moją wkurzoną matką, wybrałabym to pierwsze – stwierdziła, i chyba nawet mówiła poważnie. Sama się dziwiła, że jej dementorem nie jest rozczarowana matka.
Martwiła się kapłankami i całą otoczką, bo z jej perspektywy wszystko wyglądało zupełnie inaczej niż z niego. Brenna zwyczajnie zawsze myślała o tysiącu spraw dookoła, swoje poczynania warunkując w dużej mierze tym, co uważała za dobre dla Zakonu Feniksa i rodziny. On nie. Dochodził do tego fakt, że może chociaż i samą, normalną rozmowę, byłaby skłonna nie uznać za wpływ magii, bo zwykle całkiem nieźle radziła sobie z rozmawianiem z ludźmi – nawet jeżeli musiała mówić za wszystkich rozmówców – to już całą resztę na to zrzucała. Poza tym do niektórych rzeczy podchodzili skrajnie inaczej.
– Zakochałeś się w nim, że ciągle o nim gadasz? – spytała z jawną irytacją, bo Brenna naprawdę miała problem z Borginami. Z gatunku tych poważnych. Morderczo wręcz poważnych. Poza tym była więcej niż pewna, że miał takich dziewczyn na pęczki, a niedługo i tak ożeni się z jakąś ładną czystokrwistą, która albo będzie siedzieć w domu i organizować herbatki, albo razem z nim murdować mugoli.
Przez ułamek sekundy korciło ją, by walnąć go książką, która leżała przy jej boku, ale szkoda było rozwalać nie tak dawno temu zdobyte wydanie Mesjasza Diuny. Zgarnęła więc poduszkę, aby walnąć mu nią prosto w twarz, skoro już i tak nachylił się w jej kierunku, bo przecież obiecała mu, że mu przyłoży, jeżeli jeszcze raz wspomni o Anthonym. Chociaż to było nie tylko za niego, a całokształt. Chociaż tak, wiedziała, że prawdopodobnie robił to celowo, by ją sprowokować. I tak, natychmiast tego pożałowała, bo znowu poczuła ranę na plecach i mogła mieć tylko nadzieję, że ta się nie otworzyła od nagłego ruchu.
– Wspomniałam coś o nie rozmawianiu z moim bratem? To obejmuje też niepisanie do niego.
Martwiła się kapłankami i całą otoczką, bo z jej perspektywy wszystko wyglądało zupełnie inaczej niż z niego. Brenna zwyczajnie zawsze myślała o tysiącu spraw dookoła, swoje poczynania warunkując w dużej mierze tym, co uważała za dobre dla Zakonu Feniksa i rodziny. On nie. Dochodził do tego fakt, że może chociaż i samą, normalną rozmowę, byłaby skłonna nie uznać za wpływ magii, bo zwykle całkiem nieźle radziła sobie z rozmawianiem z ludźmi – nawet jeżeli musiała mówić za wszystkich rozmówców – to już całą resztę na to zrzucała. Poza tym do niektórych rzeczy podchodzili skrajnie inaczej.
– Zakochałeś się w nim, że ciągle o nim gadasz? – spytała z jawną irytacją, bo Brenna naprawdę miała problem z Borginami. Z gatunku tych poważnych. Morderczo wręcz poważnych. Poza tym była więcej niż pewna, że miał takich dziewczyn na pęczki, a niedługo i tak ożeni się z jakąś ładną czystokrwistą, która albo będzie siedzieć w domu i organizować herbatki, albo razem z nim murdować mugoli.
Przez ułamek sekundy korciło ją, by walnąć go książką, która leżała przy jej boku, ale szkoda było rozwalać nie tak dawno temu zdobyte wydanie Mesjasza Diuny. Zgarnęła więc poduszkę, aby walnąć mu nią prosto w twarz, skoro już i tak nachylił się w jej kierunku, bo przecież obiecała mu, że mu przyłoży, jeżeli jeszcze raz wspomni o Anthonym. Chociaż to było nie tylko za niego, a całokształt. Chociaż tak, wiedziała, że prawdopodobnie robił to celowo, by ją sprowokować. I tak, natychmiast tego pożałowała, bo znowu poczuła ranę na plecach i mogła mieć tylko nadzieję, że ta się nie otworzyła od nagłego ruchu.
– Wspomniałam coś o nie rozmawianiu z moim bratem? To obejmuje też niepisanie do niego.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.