23.09.2023, 14:46 ✶
Siedziała na fotelu, obracając naczynie w dłoniach. Tak, nie było mowy, żeby obeszła się bez kawy – niby napojem bogów była ambrozja, lecz Mavelle niekoniecznie zgadzała się z tm stwierdzeniem. No, chyba że ambrozja to po prostu inna nazwa kawy, to może. Moooże. Bo, jakkolwiek by nie patrzeć, kawa była nieodłączną częścią życia i niejako również paliwem do niego potrzebnym, zwłaszcza gdy siedziało się nad papierami wszelkiej maści.
Nieco na dłużej zawiesiła spojrzenie na Bulstrode, kiedy ten się przyznał, że nie ma żadnych wspomnień. Miała je ona, Victoria, miał w końcu i Patrick – a on jeden się wyłamywał ze schematu, jaki najwyraźniej zarysowywał. Ciekawe, co z tymi gadzinami – też wyciągnęli jakieś wspomnienia z Limbo? Czy może jednak uniknęli mętliku w głowie? A w zasadzie to najlepiej, żeby się najzwyczajniej w świecie udławili. Każdy jeden, skurwysyny.
Zamilkła na dość długo, przetrawiając to, co usłyszała. Nie był to permanentny stan.
Nie był to permanentny stan.
Dawało to iskierkę nadziei, że jeszcze będzie jak kiedyś, że pozbędzie się tego nieznośnego chłodu; zdążyła już do niego w pewnym stopniu nawyknąć, żyć z nim, ale… to wciąż uwierało. Uwierało nieznośnie, gryzło i drapało. Bo nie chciała innym oferować chłodu bliskości, chociażby; to powinno być… ciepłe.
Skinęła lekko głową, zgadzając z Victorią. Tak. Ciesz się, Bulstrode. Nie wiesz, czego uniknąłeś, słowa nie oddadzą tego w pełni. Ale ciesz się – bo mogłeś dostać jeden z najpaskudniejszych prezentów w swoim życiu.
- ”Nie możecie pomóc czemuś, co krąży w cyklu” – mruknęła cicho, cofając się pamięcią do feralnego dnia. Może nie tyle była cyklem, co jego ważną częścią? Zresztą. Nie wyznawała się jednak na takich sprawach, nie badała Limbo, koncetrowała się na czymś zgoła innym. Może i jednak była jakimś uosobieniem tego całego cyklu, może… zresztą, czy to robiło jakąś różnicę, kim tak naprawdę była?
Czy jej tożsamość miała znaczenie dla stanu, w jakim się znaleźli, co się z nimi stało?
- Utracenie i zastąpienie tego czymś innym, to chyba ma sens – wyrzekła powoli – Tam, w Limbo, pamiętam ten moment, kiedy miałam wybór. I potem napływ wspomnień. To było... – skrzywiła się, nie kończąc zdania. W jednej chwili traciła siebie, rozmywała się w Limbo, a drugiej, gdy odwróciła przepływ…
… co straciła? Pamiętała, jak odzyskiwała wspomnienia. Czyżby najwyraźniej jakieś fragmenty jej życia przepadły… na zawsze? A może jednak nie, skoro nie był to permanentny stan.
Nieco na dłużej zawiesiła spojrzenie na Bulstrode, kiedy ten się przyznał, że nie ma żadnych wspomnień. Miała je ona, Victoria, miał w końcu i Patrick – a on jeden się wyłamywał ze schematu, jaki najwyraźniej zarysowywał. Ciekawe, co z tymi gadzinami – też wyciągnęli jakieś wspomnienia z Limbo? Czy może jednak uniknęli mętliku w głowie? A w zasadzie to najlepiej, żeby się najzwyczajniej w świecie udławili. Każdy jeden, skurwysyny.
Zamilkła na dość długo, przetrawiając to, co usłyszała. Nie był to permanentny stan.
Nie był to permanentny stan.
Dawało to iskierkę nadziei, że jeszcze będzie jak kiedyś, że pozbędzie się tego nieznośnego chłodu; zdążyła już do niego w pewnym stopniu nawyknąć, żyć z nim, ale… to wciąż uwierało. Uwierało nieznośnie, gryzło i drapało. Bo nie chciała innym oferować chłodu bliskości, chociażby; to powinno być… ciepłe.
Skinęła lekko głową, zgadzając z Victorią. Tak. Ciesz się, Bulstrode. Nie wiesz, czego uniknąłeś, słowa nie oddadzą tego w pełni. Ale ciesz się – bo mogłeś dostać jeden z najpaskudniejszych prezentów w swoim życiu.
- ”Nie możecie pomóc czemuś, co krąży w cyklu” – mruknęła cicho, cofając się pamięcią do feralnego dnia. Może nie tyle była cyklem, co jego ważną częścią? Zresztą. Nie wyznawała się jednak na takich sprawach, nie badała Limbo, koncetrowała się na czymś zgoła innym. Może i jednak była jakimś uosobieniem tego całego cyklu, może… zresztą, czy to robiło jakąś różnicę, kim tak naprawdę była?
Czy jej tożsamość miała znaczenie dla stanu, w jakim się znaleźli, co się z nimi stało?
- Utracenie i zastąpienie tego czymś innym, to chyba ma sens – wyrzekła powoli – Tam, w Limbo, pamiętam ten moment, kiedy miałam wybór. I potem napływ wspomnień. To było... – skrzywiła się, nie kończąc zdania. W jednej chwili traciła siebie, rozmywała się w Limbo, a drugiej, gdy odwróciła przepływ…
… co straciła? Pamiętała, jak odzyskiwała wspomnienia. Czyżby najwyraźniej jakieś fragmenty jej życia przepadły… na zawsze? A może jednak nie, skoro nie był to permanentny stan.