Malujący się na męskiej twarzy uśmiech świadczyć mógł wyłącznie o tym, że Atreus świetnie bawił się w swojej nowej roli. W przeciwieństwie do Elaine, której co rusz zdarzało się wątpić w podjęte ryzyko. Wspomnienie szczenięcego, szkolnego uczucia odbijało się echem w otchłani umysłu, kojarząc wyłącznie przyjemne myśli. Sądziła też, że jako młodszy brat Florence Bulstrode, z którą dobrze dogadywały się w szpitalu, będzie nieco bliższy zachowaniu siostry - oh, jakże mocno się pomyliła!
- Tak - przytaknęła bez szczególnego zawahania. Nie mógł przecież wygrywać z nią za każdym razem. - Jeśli chcesz, możemy sprawdzić się choćby dzisiaj. Polowanie wydaje się być idealną okazją, prawda? - Czy aby na pewno był to dobry pomysł? Nie było czasu się nad tym zastanawiać, bo zbliżali się właśnie do progu domu Yaxley’ów. Mogła wybrać lepiej, poszukać dziedziny, w której już na starcie miałaby przewagę. Jako auror w dzisiejszym starciu mógł być od niej zdecydowanie lepszy, jednak nie ustalili jeszcze warunków wygranej.
Pociągnięta w stronę wzbudzającej w Elaine wątpliwości różowej bezy, wzięła jeszcze jeden głębszy oddech, by wymusić szerszy uśmiech. Z pewnym zawodem przyjęła odpowiedź narzeczonego; gdyby to on był prowodyrem zamieszania, od razu miałaby pod ręką winnego. Zamiast skupić się na własnym zmieszaniu, uniosła wzrok na drobną pannę Prewett, zauważając że ta nie czuje się ani trochę skrępowana. Ta to dopiero miała niezachwianą pewność siebie. W sercu Delacour pojawiło się krótkie ukłucie żalu i zazdrości - czy kiedykolwiek będzie mogła czuć z siebie dumę bez względu na okoliczności? Odpowiedziała kuzynce pocałunkami, od razu też zwracając się do reszty towarzystwa, pozwalając by Atreus ich przedstawił.
- Szampan już przed śniadaniem? - wypaliła bez zastanowienia, kiedy pokierowała nią uzdrowicielska intuicja na propozycję Geraldine. Zaraz przesunęła wzrok na Leandra, którego miała (wątpliwą) przyjemność poznać na oddziale zatruć, spowodowanym alkoholem, oczywiście. Skoro w tej rodzinie wszyscy zaczynają od trunków, nic dziwnego, że tak często złapać ich można w Mungu. - Poproszę, w tak zacny dzień nie można powstrzymywać się od świętowania. Życzę wszystkiego, co najlepsze - zmieniła zdanie, jednocześnie pokuszając się o uprzejmości. Jeśli ktoś miał odczuć skutki spożycia alkoholu, to przynajmniej nie ona.
Z zadowoleniem przyjęła obecność Séraphine Anne i Theona, wreszcie uśmiechając się bardziej swobodnie. Czujny wzrok sięgnął także starszyzny, głównie René Leroux, którego przywitała uprzejmym skinieniem głowy. Czy kojarzył ją ze słów żony? A może córka wspomniała mu o nie tak dalekiej krewniaczce? Słysząc że kuzynka oddaje głos narzeczonemu, zasznurowała usta, czekając na przejęcie przez niego pałeczki. Gdyby od niej zależał przebieg wydarzenia, wszyscy zasiedliby już przy stole.