Nie sposób nie dostrzec różnic pomiędzy obiema klasami, pierwszą i drugą. Poza kolosalnymi różnicami w wystroju, w oczy rzucała mu się wszechobecna ciasnota. Było jednak ładnie i całkiem czysto. Wolał sobie nie wyobrażać jak dokładnie wygląda trzecia klasa. Nie zamierzał tego nawet sprawdzać. Nie to było jego celem. Pośród dziesiątek, jeśli nie setek identycznych drzwi, nie odnalazł kajuty pani Fawley. Nie dostrzegał też niczego, co by wskazywało na to, aby na tym piętrze wydarzyło się coś złego. Można odnieść wrażenie, że tracił tylko czas. Chodzenie od drzwi do drzwi każdej z kajut go nie urządzało zupełnie.
Słysząc, jak otwierają się drzwi do jednej z kajut, zatrzymał się na moment. Spojrzał na dość młodą, anemiczną dziewczynę, która dygnęła na jego widok i zwróciła się do niego jak do tamtego fabrykanta. Nie przetłumaczy jej, że nie jest Sebastianem Heinzelem. To mogło mu jednak trochę pomóc. O ile będzie w stanie wskazać mu kajutę pani Fawley.
— Nie zabłądziłem, szukam kajuty pani Fawley. Wiesz, która to? — Postanowił porzucić wszelkie konwenanse, które w dużej mierze były mu obce i przejść od razu do konkretów. Z pewnością Heinzel tak by się nie zachowywał, jednak nie był nim. Potrzebował otrzymać jasne, konkretne informacje na interesujący go temat.